To ma się wydarzyć już dziś. Po raz pierwszy od 3457 dni Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC) ma podnieść stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych. To wydarzenie, które może zmienić wszystko. I zarazem wszystko pozostawić po staremu.


Tak, wiem – wałkujemy ten temat regularnie od sześciu lat. Spekulacje na temat zerwania z polityką zerowych stóp procentowych pojawiają się od początku 2010 roku i – przynajmniej jak dotąd – za każdym razem okazywały się nietrafione. Sam już jestem tym znudzony. A jednak – zerwanie z polityką zerowych stóp procentowych (ZIRP – ang. zero interest rate policy) – lub brak takiej decyzji - będzie finansowym wydarzeniem numer jeden A.D. 2015.
Rynek kontraktów terminowych na stopę funduszy federalnych wycenia szanse grudniowej podwyżki na ok. 80%. Podwyżki o 25 punktów bazowych (0,25 pkt. proc.) oczekuje też większość ekonomistów z Wall Street. Tak, tak – to ci sami, którzy taki ruch wieszczyli w czerwcu i wrześniu. Ale jeśli tym razem Fed znów przestraszy się własnego cienia i wybierze serwowaną nam od 6 lat monetarną mananę, to na co dzień spokojni i zdystansowani panowie z Wall Street będą... bardzo niezadowoleni z kolejnej nietrafionej prognozy.
Fed jeden wie
Załóżmy jednak, że to będzie TEN Fed. Czyli pierwsza od czerwca 2006 roku podwyżka stopy funduszy federalnych, która od grudnia 2008 roku utrzymywana była w przedziale 0-0,25%. Jeśli FOMC podniesie stopy, w USA skończy się era ZIRP ze wszystkimi tego konsekwencjami dla rynków finansowych i realnej gospodarki.
Rynek już się pogodził z tą podwyżką, o czym świadczą najwyższe od ponad 5 lat (już ponad 0,97%) rentowności 2-letnich obligacji rządu USA. Oznacza to, że sama podwyżka stóp w Rezerwie Federalnej (obojętnie kiedy – w grudniu, styczniu czy marcu) jest wliczona w ceny i nikogo nie zdziwi. Teraz podstawową niewiadomą jest ścieżka przyszłych podwyżek stóp w USA.
Przeczytaj także
Pomiędzy rokiem 1954 a 2008 średnia stopa funduszy federalnych wynosiła 5,62%. Do tego „normalnego” poziomu nie ma teraz powrotu. Przyczyną jest nadmierne zadłużenie Ameryki: zarówno rządu federalnego, jak i gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Powrót stóp procentowych w rejon 5% oznaczałby drastyczny wzrost kosztów obsługi tego niespłacalnego długu i falę bankructw prowadzących do czegoś w stylu Wielkiej Depresji z lat 30. XX wieku.
„Gołębia podwyżka”
Dlatego też większość komentatorów uważa, że Fed zaoferuje coś, co w rynkowym żargonie okrzyknięto „gołębią podwyżką”. Czyli że stopy wzrosną o symboliczne 25 p.b., ale przez dłuższy czas i tak pozostaną na niemal rekordowo niskim poziomie. Taka podwyżka niczego nie zmieni, ale stworzy wrażenie, że wszystko jest ok., bo Fed podnosi stopy. Taka bzdurna tautologia, ale Amerykanów trudno wyleczyć ze ślepej wiary w potęgę władzy (a zwłaszcza władzy monetarnej).
To, co naprawdę będzie się liczyć w środę wieczorem, to nie sama decyzja o poziomie stopy funduszy federalnych, ale treść komunikatu FOMC i poziom tzw. fedokropek. Wrześniowe fedokropki zdradzały, że większość członków FOMC na koniec 2015 roku widziałoby stopę fundusz federalnych na poziomie nie wyższym niż 0,375%, co przekładałoby się na podwyżkę o 25 p.b. Na koniec 2016 preferowana stopa procentowa rosła do 1,50%, zaś na koniec 2017 do 2,50%. Jeszcze bardziej gołębio przyszłe stopy w USA postrzega rynek terminowy wyceniający stopę funduszy federalnych na ok. 0,8% w grudniu 2016 roku. Inwestorzy instytucjonalni biorący udział w ankiecie BofA Merrill Lynch spodziewają się 2-3 podwyżek w ciągu nadchodzących 12 miesięcy.
Z kwartału na kwartał fedokropki rysowane są na coraz niższych poziomach. Oznacza to, że kierownictwo Rezerwy Federalnej systematycznie obniża własne oczekiwana względem przyszłej ceny kredytu. Jeszcze rok temu większość członków FOMC preferowałaby w „dłuższym okresie” stopę funduszy federalnych na poziomie ok. 3,75%, czyli i tak znacznie poniżej historycznej średniej. We wrześniu mediana docelowego poziomu stóp wynosiła już tylko 3,375%.
Jest dość prawdopodobne, że wraz z grudniową podwyżką FOMC obniży swoje oczekiwania względem przyszłych stóp procentowych. To właśnie analitycy zwą „gołębią podwyżką”. Oznacza to mniej więcej tyle, że stopy wzrosną, ale przez długi czas pozostaną na historycznie bardzo niskich poziomach – prawdopodobnie do końca 2016 roku nie osiągną dołka z poprzedniego cyklu poluzowania polityki monetarnej – czyli 1,00%.
Fed podwyższy, aby potem poluzować?
Popularność zdobywa teoria, według której Rezerwa Federalna dokona kilku (dwóch, trzech?) symbolicznych podwyżek stóp tylko po to, aby jeszcze w 2016 roku panicznie uruchomić kolejny program ilościowego luzowania (QE4).
Przeczytaj także
Logika tej prognozy osadza się na założeniu, że gospodarka Stanów Zjednoczonych (i nie tylko ona) tak uzależniła się od monetarnej heroiny, że jej odstawienie spowoduje nagłą zapaść. A praktyka ostatnich lat pokazuje, że nawet na lekki katar rynków finansowych Fed ordynuje kroplówkę w postaci QE, zwanego powszechnie (i niebezpodstawnie) „dodrukiem pieniądza”.
Realizacja tego scenariusza oznaczałaby najpierw gwałtowną bessę na rynkach akcji i umocnienie dolara (być może zejście EUR/USD poniżej 1,00), a następnie (jesienią?) równie dynamiczne odwrócenie tych tendencji. A wszystko to miałoby być tylko etapem na drodze do nowego ładu monetarnego z SDR-em w roli głównej i ostateczną kompromitacją, wydawałoby się wszechwładnego, kartelu banków centralnych.
Decyzję FOMC poznamy o 20:00 czasu polskiego. Pół godziny później rozpocznie się konferencja prasowa prezes Fed Janet Yellen.


























































