Na podwyżkę stóp procentowych w Ameryce czekamy już prawie dekadę. Jeśli w grudniu Rezerwa Federalna zdecyduje się podnieść koszty kredytu, będzie to pierwszy cykl podwyżek od 2004 roku. Warto przypomnieć, jak w przeszłości rynek reagował na przełożenie fedowskiej wajchy.


Nadspodziewanie dobre dane z amerykańskiego rynku pracy sprawiły, że szanse na grudniową podwyżkę stóp procentowych w USA podskoczyły z 50% do ponad 70% - wynika z analizy stawek kontraktów terminowych na stopę funduszy federalnych. Grudniowa podwyżka pozwoliłaby zachować twarz prezes Janet Yellen, która od maja zapowiadała podwyżkę stóp w 2015 roku.
Nawet jeśli Fed nie odważy się ruszyć stóp w grudniu, istnieje spora szansa, że zrobi to w pierwszym półroczu 2016. Sprawa jest o tyle istotna, że Stany Zjednoczone jako pierwsze na świecie wychodzą z bezprecedensowego eksperymentu, jakim były lata zerowych stóp procentowych i ilościowej ekspansji monetarnej (QE). Nigdy wcześniej stopy w USA nie były tak niskie i nie pozostawały na kryzysowym poziomie przez tak długo (tj. od grudnia 2008 roku).
Ostatni raz Fed podniósł stopy w lipcu 2006 roku. Ale początek ostatniego cyklu podwyżek datuje się na sierpień 2004 roku – czyli ponad dekadę temu. Była to zupełnie inna rzeczywistość gospodarcza, finansowa, technologiczna i geopolityczna. Ba, na rynku pojawiło się już całe pokolenie inwestorów i zarządzających, którzy podwyżkę stóp w USA znają tylko z podręczników i nigdy nie doświadczyli jej na własnej inwestycyjnej skórze. Coś takiego musi budzić emocje.
Fedocykliczność
Przez ostatnie 30 lat w Stanach Zjednoczonych mieliśmy do czynienia z czterema cyklami polityki pieniężnej. Pierwszy zainicjował jeszcze Paul Volcker w styczniu 1987 roku. Cykl podwyżek trwał niemal równe dwa lata, wynosząc stopę funduszy federalnych z 5,875% do 9,75% (ech… to były czasy!). Wówczas nawet krach na Wall Street (słynny Czarny Poniedziałek z października ’87) tylko na chwilę zatrzymał wzrosty stóp.
Drugi cykl został rozpoczęty w lutym 1994 roku i trwał dokładnie rok, wynosząc stopy z 3% do 6%. Trzeci cykl Fed zapoczątkował w czerwcu 1999 roku, na kilka miesięcy przed pęknięciem bańki internetowej i kończąc podwyżki w rok później. Czwarty zaczął się w sierpniu 2004 roku i trwał niemal równo dwa lata.
Pierwsza podwyżka nie zabija giełdowego byka
Ostatnie cztery okresy podnoszenia stóp procentowych przez Rezerwę Federalną były dość korzystne dla inwestujących w akcje. We wszystkich przypadkach po 400 sesjach od pierwszej podwyżki indeks S&P500 był na plusie (z tym, że raz było to symboliczne 0,1%). Po stu i dwustu sesjach inwestorzy liczyli zyski w 3 na 4 przypadki. Przy czym jeden był przypadkiem szczególnym, gdy w 1987 roku Wall Street doświadczyła najsilniejszego krachu w dziejach.
O ile pozytywne zachowanie rynku akcji raczej nie stanowi sensacji (bo według teorii bank centralny podnosi stopy, gdy gospodarka szybko rośnie), o tyle pewne zdziwienie mogą budzić osiągi złota. Królewski metal stanowiący podstawową alternatywę dla obligacji skarbowych w warunkach wyższych stóp powinien tracić atrakcyjność względem papierów dłużnych. A jednak w 3 na 4 przypadków złoto notowało dodatnią stopę zwrotu od 60. do przynajmniej 400. sesji od pierwszej podwyżki stóp w USA. A strata w czwartym przypadku przez cały okres była niewielka.
Niestety, fedowska analogia jest zupełnie nieprzydatna dla inwestorów z GPW. Po pierwsze, zaledwie trzy przypadki to trochę za mało jak na próbkę statystyczną. Po drugie, każda ścieżka WIG-u wygląda inaczej. W roku 1987 w Warszawie nikt jeszcze nie marzył o giełdzie papierów wartościowych. Na początku kolejnego fedocyklu na GPW właśnie pękała pierwsza bańka spekulacyjna, przynosząc spadek WIG-u o ponad 50%. Lepiej było w pozostałych dwóch przypadkach. Po czerwcu 1999 roku można było zarobić w porywach 35%, jeśli wcześniej wytrzymało się 15-procentową stratę. Za to kapitalne stopy zwrotu czekały inwestorów, którzy nie przestraszyli się podwyżek z lat 2004-06, które okazały się zbyt słabe, aby zatrzymać kredytowe szaleństwo, jakie ogarnęło świat.
Bardziej jednoznaczne było zachowanie złotego. Polska waluta słabła wobec dolara w dwóch na trzy ostatnie przypadki podwyżek stóp w Stanach Zjednoczonych. Utrata wartości wobec dolara (poniższy wykres przedstawia zmianę kursu PLN/USD, czyli cenę dolara wyrażoną w polskim złotym) wahała się od kilku do przeszło 15%. Gwoli ścisłości dodajmy, że od stycznia 1987 do lipca 1988 roku oficjalny kurs złotego do dolara spadł aż o 56,5%. Były to czasy upadku gospodarki centralnie planowanej i hiperinflacji w Polsce oraz istnienia dwóch kursów walutowych: oficjalnego i rynkowego.

























































