REKLAMA
Początek gorący, a to dopiero rozgrzewka! Ruszyły Wakacje na Giełdzie

    Tam mieszkam: Isaan, Tajlandia

    Malwina Wrotniak2012-10-05 06:00redaktor naczelna Bankier.pl
    publikacja
    2012-10-05 06:00

    Tajowie oczekują od obcokrajowa, aby sponsorował rodzinę. W kuriozalnych przypadkach nie tylko ją, ale i całą wieś... Po raz drugi jesteśmy w Tajlandii, tym razem omijając Bangkok i udając się do najbiedniejszego regionu kraju.

    Tam mieszkam: Isaan, Tajlandia
    Tam mieszkam: Isaan, Tajlandia
    fot. iStockphoto / / Thinkstock

    Gościem Bankier.pl jest mieszkający tam Polak, Michał Żeglarz.

    Malwina Wrotniak, Bankier.pl: Nasza poprzednia wizyta w Tajlandii była jak oglądanie folderu reklamowego – feeria barw, zapachów i kolorów. Issan to zupełnie inna tajska bajka. Czym różni się od życia w okolicach Bangkoku?

    Michał Żeglarz

    Michał Żeglarz: Isaan jest jednym z biedniejszych regionów w Tajlandii. Nie znajdziemy tam drapaczy chmur, hord turystów, dzielnic rozrywkowych, międzynarodowych restauracji i ogólnie pojętego tłoku. Życie tutaj jest mniej skomercjalizowane i na pewno bliższe natury. Kładziemy się spać wcześniej, wstajemy przed świtem. Tryb życia wyznacza hodowla ryżu, który jest tutaj zbierany raz do roku. Można powiedzieć, że żyjemy według „ryżowego zegara”.

    Inny jest i język, bardzo zbliżony do Laotańskiego. Tajowie z metropolii uważają kogoś mówiącego w Isaan za niższego społecznie.

    Na pewno panuje tu uczucie życia na pograniczu - bardzo blisko stąd do Laosu, z którym Isaan jest silnie związany, a także do Kambodży, której mieszkańcy całej Tajlandii, także z Isaanu, nie życzą dobrze.

    Przemytnicze organizacje mają się tu dobrze, nielegalna wycinka lasów kwitnie - szczególnie w okolicach Szmaragdowego Trójkąta. Niejednokrotnie podczas moich wypraw rowerowych i motocyklowych widziałem w nadgranicznych wsiach „ochroniarzy” z karabinami maszynowymi.

    Mimo że Isaan zajmuje jedną trzecią powierzchni Tajlandii, nie jest odwiedzany przez turystów. Jak się Pan tam znalazł?

    Poznałem moją małżonkę w USA. Postanowiłem odwiedzić ją podczas następnych wakacji. I tak z 2-miesięcznych wakacji zrobiło się już prawie 10 lat...

    Pokaż Tam mieszkam na większej mapie

    Na początku mieszkaliśmy w Bangkoku, potem w niesławnej Pattai. Teraz, od dwóch lat, w małej wiosce Dum Yai, jako że otrzymaliśmy w prezencie dom od teściów, co jest bardzo rzadkim zjawiskiem. Tajowie oczekują od obcokrajowa, aby sponsorował rodzinę. W kuriozalnych przypadkach nie tylko ją, ale i całą wieś...

    Tę północno-wschodnią część Tajlandii nazywa się „Miską ryżu”. Pana życie też kręci się wokół upraw?

    Dopiero uczę się uprawy ryżu. Jak już wspomniałem, w moim rejonie zbiory są raz do roku. Pokrótce proces wygląda tak, że najpierw sadzi się nasiona „na sucho”, następnie - gdy ryż wyrośnie na ok. 30 cm - wyciąga się go z korzeniami i dopiero wtedy sadzi się go ponownie w wodzie - zgodnie z zasadą „głowa w słońcu, nogi w wodzie”. Następnie zbiera się go - ręcznie lub maszynowo - trzeba go jeszcze wysuszyć i mamy produkt gotowy do sprzedaży.

    Isaan, Tajlandia - "bieda wynika przede wszystkim z rozdrobnienia i niedużej wielkości gospodarstw rolnych", fot. ThinkStock

    Taki cykl uprawy pozwala na trochę czasu dla siebie po zasadzeniu a przed zbiorami. Ten czas młodzi ludzie z mojego regionu wykorzystują, żeby popracować m.in. w Bangkoku. Ja jestem w trakcie rozbudowy domu. Za rok otworzymy gospodarstwo agroturystyczne.

    To region, gdzie żyje się skromnie. Czy może nawet – biednie.

    Bieda wynika przede wszystkim z rozdrobnienia i niedużej wielkości gospodarstw rolnych. Spore znaczenie ma także typowe, lekceważące podejście Tajów do przyszłości. Króluje tutaj postawa „mai pen rai” - nie ma problemu, po co przejmować się przyszłością.


    jak się żyje w tajlandii

    Isaan, najbiedniejszy region Tajlandii, gdzie życie biegnie w rytm uprawy ryżu, fot. ThinkStock

    Jeżeli spojrzeć na ubóstwo mieszkańców pod innym kątem, szybko nasuwa się wniosek, że bieda jest tu zjawiskiem bardzo relatywnym. Przykładowo, mimo że rodzina mieszka w domu na europejskie warunki wyglądającym jak slums, to stoją tam dwa najnowsze samochody średniej klasy, a nowe samochody nie są tutaj tanie.

    Wspominał mi Pan, że - między innymi z racji tej biedy – wiele rzeczy tutaj jest hand made. I nie tylko o plecionych koszach mowa… Co potrafią i na co dzień robią tutejsi?

    Mój konik - czyli metoda zrób to sam, tak modna dzisiaj w krajach rozwiniętych - tutaj jest koniecznością. Mieszkańcy są w dużym stopniu samowystarczalni - robią wszystko, począwszy od glinianych garnków, poprzez bardzo ładne wyplatane płoty z bambusa, skończywszy na przyczepie do traktora, a nawet samym traktorze.

    W takiej rzeczywistości pieniądz nie znaczy chyba zbyt wiele?

    Przeciwnie - pieniądz dla Tajów jest bogiem, może dlatego, że w Isaan jest go niewiele. Można tu przeżyć, mając go mało - dużo produktów rośnie za płotem, wiele można zrobić samemu. Z małą ilością można co prawda przetrwać, ale żyć się nie da.

    Za co płaci się tu najwięcej?

    Zasadniczo życie jest tańsze niż w Polsce. Są oczywiście produkty droższe - przychodzi mi na myśl np. ser, który jest horrendalnie drogi.

    fot. Michał Żeglarz

    Jak Pan ocenia poziom edukacji finansowej mieszkańców tej części Tajlandii?

    Edukacja finansowa społeczeństwa jest bardzo niska. Jedyną ofertą instytucji finansowych szeroko używaną w Isaan są pożyczki.

    Interesują mnie te społeczne, gdzie środki czerpie się od osób prywatnych, a nie z banków. Azja to teren podatny na taki mechanizm finansowania.

    Pożyczki społeczne są bardzo rozpowszechnione i popularne. Sąsiadka z naprzeciwka sprzedała kawałek ziemi i zaczęła pożyczać pieniądze. Biznes był na tyle udany, że postawiła nowy dom, bez konieczności wspomagania się sprzedażą ryżu.

    Poza tym, mocno rozwinięta jest szara strefa, a tzw. loan sharks nie narzekają na brak zainteresowania ich usługami.

    Bardzo podoba mi się jeden z projektów rządu, który polega na pożyczaniu... krowy. Można otrzymać młodą krowę, podchować ją, sprzedać, kupić nowe krowie dziecko i zwrócić rządowi - zysk zostaje dla farmera.

    Z tymi wszystkimi atrybutami ta najbiedniejsza część Tajlandii wydaje się nie mieć nic wspólnego z komercją.

    Międzynarodowe marki są dostępne w sklepach, a w gospodarstwach domowych ich obecność zależy od zamożności właścicieli. Na marginesie - smartfony są wszędzie.

    Dziękuję za rozmowę.

    Źródło:
    Tematy
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.

    Komentarze (5)

    dodaj komentarz
    ~ehh2
    "Przeciwnie - pieniądz dla Tajów jest bogiem, może dlatego, że w Isaan jest go niewiele. " - co ma do tego Isaan? W całej tajlandii pieniądz jest bogiem(szczegolnie w rekach bialego)
    ~ehhh
    To jest typowa praktyka w Tajlandii, szczegolnie w prowincji Isaan, ze ojciec kobiety buduje dom dla niej i nowego meza... sam tez mam tam wybudowany dom, ale nigdy w nim nie mieszkalem. Dziwne, że pan po 10 latach w tajlandii podaje nieprawdziwe informacje... pozdrawiam
    ~Korat
    @-ehhh(83.10.68*)
    czyzby?tesc zbudowal ci dom?....na ksiezycu,nie w Issanie.
    ~Vit
    Cóż, bardziej powszechną praktyką jest budowa nowego domu dla rodziców przez dzieci. Nie mierz wszystkiego jedną miarką - pojeździj po regionie i sprawdź. Jedna jaskółka wiosny nie czyni :)
    ~foxi
    Chetnie poczytam więcej o życiu Pana Żeglarza na prowincji
    w Tajlandii . Kiedy juz będzie można u Pana spędzić urlop ?
    Ile tam u Pana Kosztują grunty, czy dom do przebudowy ?

    Powiązane: Tam mieszkam

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki