Każdy dzień bez rozwiązania konfliktu z Iranem przyczynia się do niższego globalnego wzrostu gospodarczego i wyższej inflacji - powiedział we wtorek główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) Pierre-Olivier Gourinchas. Ocenił jednak, że efekty szoku naftowego nie będą tak dotkliwe jak w latach 70. XX wieku.


Gourinchas, dyrektor ds. badań MFW, ocenił w ten sposób sytuację podczas konferencji prasowej, przedstawiającej coroczny raport Funduszu na temat perspektyw ekonomicznych. Choć bazowy scenariusz, ukazany w raporcie, zakłada wzrost globalnego PKB wynoszący 3,1 proc. (w 2025 r. wynosił 3,4 proc.) i 4,4-procentową inflację, to ekonomista przyznał, że „każdy kolejny dzień” bez zakończenia wojny USA i Izraela z Iranem przybliża świat do „niekorzystnego scenariusza”, przewidującego wzrost na poziomie 2,5 proc. i inflację wynoszącą 5,4 proc.
Przedstawiciel MFW ocenił, że gdyby wojna zakończyła się dziś, skala niedoboru ropy naftowej byłaby tak duża, jak w czasie kryzysu naftowego w latach 70. XX wieku. Zaznaczył jednak, że nie musi oznaczać to takich samych dramatycznych efektów i „stagflacji” (niskiego wzrostu i wysokiej inflacji), bo dzisiejsza gospodarka jest mniej uzależniona od ropy naftowej, a banki centralne wyciągnęły lekcje z kryzysu sprzed kilkudziesięciu lat.
Gourinchas zaznaczył, że obecnie zakładany scenariusz MFW mówi o średniej cenie ropy naftowej na poziomie 80 dolarów za baryłkę i choć jest to o około 20 dolarów mniej niż obecnie, to wciąż możliwe jest osiągnięcie tej średniej.
W opublikowanym we wtorek raporcie Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że PKB Polski w latach 2026-27 - w scenariuszu bazowym - urośnie o odpowiednio 3,3 proc. i 2,4 proc. Prognozowana inflacja CPI to 3,3 proc. w 2026 r. i również 3,3 proc. w roku następnym.

Echem kryzysu paliwowego może być kryzys żywnościowy. Czeka nas spożywcza inflacja?
Po szoku naftowym zwykle następuje skokowy wzrost cen żywności. Byłoby naiwnością oczekiwać, że tym razem będzie inaczej. Globalnie pierwszy ruch w górę zobaczyliśmy już w lutym i w marcu. Drożejąca żywność może nam dorzucić nawet kilka punkcików do inflacji CPI.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
osk/ rtt/



























































