Po szoku naftowym zwykle następuje skokowy wzrost cen żywności. Byłoby naiwnością oczekiwać, że tym razem będzie inaczej. Globalnie pierwszy ruch w górę zobaczyliśmy już w lutym i w marcu. Drożejąca żywność może nam dorzucić nawet kilka punkcików do inflacji CPI.


Przez większość 2025 roku ropa Brent wyceniana byłą w przedziale 50-70 dolarów za baryłkę. Jak się później okazało, było t długie ubijanie dna trendu spadkowego rozpoczętego jeszcze w połowie 2022 roku. W tym czasie notowania czarnego surowca zaliczyły zjazd z przeszło 120 USD do niespełna 60 USD/bbl w kwietniu ’25. „Przepołowiony” kurs ropy naftowej nie tylko oferował nam coraz tańsze paliwo dezinflacji oraz zasiewał grunt pod ożywienie gospodarcze w Europie i Azji. Dodatkowo pozwalał rolnikom obsiewać większy areał za te same pieniądze, sprzyjając wyższym plonom i coraz niższym cenom płodów rolnych.
To wszystko dobiegło końca wraz z pierwszymi rakietami spadającymi na Teheran. W marcu ropa Brent podrożała o blisko 40%, zaliczając jeden z najsilniejszych miesięcznych zwyżek we współczesnej historii. Ale blokada Cieśniny Ormuz to nie tylko paraliż dostaw ropy naftowej i paliw, ale też gazu ziemnego czy siarki. A to towary niezbędne w produkcji nawozów sztucznych. Wyższe ceny tych ostatnich, to mniejsze zużycie. A mniej nawozów = mniejsze plony z hektara.
Zobacz także
To samo dotyczy kwestii paliw. Współczesne rolnictwo działa na olej napędowy i tylko dzięki napędzanym nim maszynom jest w stanie generować takie plony. W sytuacji, gdy giełdowe ceny „diesla” w miesiąc się podwoiły, istnieje ryzyko, że farmerzy obsieją mniej pól i że tegoroczne zbiory będą mniejsze. A to zapewne nie pozostanie bez wpływu na globalne ceny płodów rolnych.
Poniższy wykres pokazuje, że istnieje przynajmniej koincydencja (a może nawet zależność) pomiędzy wzrostem notowań ropy naftowej a cenami podstawowych płodów rolnych reprezentowanych przez indeks FAO. Nie było przypadkiem, że poprzednie skoki cen zbóż, mięsa czy olejów jadalnych zbiegły się w czasie ze znaczącym wzrostem notowań ropy naftowej. Tak było w roku 2021, 2017, 2011 czy 2008. Jak również – choć na nieco mniejszą skalę – także w 2004 i 1995.

Ceny zbóż już poszły w górę
Obserwatorzy rynków rolnych zapewne już dawno zauważyli, że giełdowe notowania zbóż dziarsko ruszyły w górę. Pszenica od końcówki stycznia zdążyła już podrożeć o przeszło 15%, kukurydza o 7%, a ryż jest o blisko 20% droższy, niż był w połowie grudnia. W marcu globalnych indeks cen płodów rolnych sporządzany przez oenzetowską agendę do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) był o 2,4% wyższy niż w lutym oraz o 1,0% wyższy niż przed rokiem. W ten sposób indeks FAO przerwał czteromiesięczny okres deflacji w ujęciu rocznym.
- Wzrost cen od początku wojny był dość skromny, napędzany głównie przez wyższe ceny ropy naftowej i łagodzony przez obfitą globalną podaż zbóż – tak marcowe dane skomentował główny ekonomista FAO Máximo Torero. – Ale konflikt rozciągnął się już na ponad 40 dni, co podnosi koszty i w obliczu obecnych niskich marż farmerzy będą musieli podjąć decyzję: czy uprawiać to samo po niższych kosztach, oprawiać mniej lub przejść na mniej intensywnie nawożone zboża. Te wybory uderzą w przyszłe plany i będą kształtować podaż żywności oraz jej ceny przez resztę tego roku i cały rok następny – dodał Torero.
W marcu najsilniejsze wzrosty cen zaobserwowano w przypadku olejów jadalnych (+13,2% rdr) oraz mięsa (+8%). Mocno taniały za to cukier (-21% rdr) oraz nabiał (-18,7% rdr). Natomiast w ujęciu miesięcznym odnotowano wzrost cen we wszystkich kategoriach, aczkolwiek tylko w przypadku cukru (+7,2% mdm) i olejów (+5,1% rdr) był on znacząco wysoki.
- W krótkim terminie presja cenowa pozostaje umiarkowana, ale przedłużający się konflikt oraz wysokie koszty produkcji zwiększają ryzyko dalszego wzrostu cen żywności w nadchodzących kwartałach – tak dane FAO skomentowali ekonomiści PKO BP. Dodali też, że po przeliczeniu na PLN światowe ceny towarów rolnych w marcu były wprawdzie nadal o 3,5% niższe niż przed rokiem, ale jeszcze w lutym notowano spadek aż o 11,6% rdr.
Zatem w kolejnych miesiącach i kwartałach rosnące ceny żywności zapewne staną się kolejnym po paliwach i energii elementem podbijającym inflację CPI w Polsce. Pamiętamy przecież, że po ostatnim kryzysie energetycznym indeks FAO zanotował skok o 40%, a opóźniona względem tego wskaźnika ceny żywności w polskim CPI odnotowały dynamikę rzędu 25% w skali roku (co ilustruje powyższy wykres).
Warto też wiedzieć, że żywność i napoje bezalkoholowe mają blisko 26-procentowy udział w gusowskim „koszyku inflacyjnym”. A zatem przykładowo 10-procentowy wzrost cen w tej kategorii podbiłby roczną dynamikę CPI o prawie 2,6 punktu procentowego. To podwoiłoby rezultat, jakiego spodziewamy się za kwiecień (gdzie roczny wzrost CPI będzie mitygowany obniżonym VAT-em na paliwa). A nie wiemy jeszcze, jak na wyższe koszty paliw (i generalnie transportu) zareagują ceny dóbr przemysłowych czy usług.
Reasumując, doświadczenia ostatnich 20-30 lat uczą nas, że w ślad za skokowym wzrostem cen ropy naftowej idą wyższe ceny płodów rolnych i ogólnie całej żywności. To może być kolejny impuls inflacyjny, na który ani inwestorzy ani decydenci nie są jeszcze przygotowani.




























































