Wojna handlowa między USA a Chinami byłaby katastrofą dla globalnej gospodarki. Ale i na porozumieniu między mocarstwami wielu ucierpi. Wśród poszkodowanych mogą się znaleźć polscy producenci żywności.
Wszystko wskazuje na to, że Waszyngton i Pekin są na drodze do zawarcia (tymczasowego?) rozejmu w konflikcie handlowym, który wisiał nad światem w ostatnich miesiącach. Chińczycy są gotowi na częściowe spełnienie jednego z kluczowych postulatów Donalda Trumpa - zmniejszenie bilateralnej nadwyżki handlowej przekraczającej (wg amerykańskich statystyk) 375 mld dolarów rocznie. Co prawda redukcja aż o 200 mld dolarów rocznie do 2020 r., z którą do negocjacji przystąpili Amerykanie, pozostaje niemożliwa do spełnienia, to Państwo Środka jest skłonne sprowadzać więcej towarów zza oceanu.
Jako że amerykańscy politycy nie zgadzają się na eksport do Chin produktów o potencjalnym zastosowaniu militarnym, czyli najbardziej zaawansowanych technologicznie, na których najbardziej zależy Pekinowi, to za Mur będzie musiało płynąć więcej towarów już sprowadzanych z USA, m.in. surowców i płodów rolnych. Co prawda apetyt chińskiego smoka wciąż rośnie, ale nie tak szybko, by wzrost zakupów w USA nie zagrażał innym dostawcom zagranicznym. Dlatego jeżeli Chińczycy zgodzą się na podpisanie długoterminowych kontraktów z amerykańskimi partnerami, o co zabiega według "Financial Timesa" sekretarz handlu USA Wilbur Ross, poszkodowani będą dotychczasowi partnerzy handlowi Pekinu.
Wśród nich znajdą się nie tylko dostawcy surowców energetycznych - ropy i gazu - którzy nie należą raczej do sojuszników Waszyngtonu, ale i producenci przeróżnych towarów z Unii Europejskiej (części, maszyny, żywność), wołowiny z Australii (oraz surowców, np. węgla) i Argentyny czy soi z Brazylii. Sekretarz skarbu USA Steven Mnuchin powiedział, że spodziewa się, że amerykański eksport produktów rolnych do Chin wzrośnie w tym roku o 35-40 proc., a zakupy energii wzrosną dwukrotnie w ciągu najbliższych 3-5 lat. Z drugiej strony Amerykanie mogą mieć problem z wystarczającym zwiększeniem produkcji żywności czy przepustowości rurociągów i portów, nieprzystosowanych do tak dużych wolumenów eksportu.
Z polskiego punktu widzenia kluczowe są najnowsze doniesienia agencji Reutera: Stany Zjednoczone zabiegają o zniesienie chińskiego embarga na amerykański drób. I bardzo możliwe, że Pekin będzie skłonny ten postulat spełnić. O dostępie do rynku za Murem od kilku lat marzą producenci znad Wisły. Choć embargo na polski drób zostało formalnie zniesione w listopadzie ubiegłego roku, to mięso drobiowe wciąż nie płynie do Państwa Środka - mówił w rozmowie z serwisem portalspozywczy.pl Jan Wolff, dyrektor eksportu w firmie SuperDrob. Jeżeli dojdzie do zawarcia porozumienia między Chinami a USA, to nie dość, że na chińskim rynku pojawi się konkurencja zza oceanu, to jeszcze będzie premiowana w wyniku presji politycznej na zwiększenie importu właśnie ze Stanów Zjednoczonych. Niestety polscy politycy nie mają takiej siły przebicia.

Maciej Kalwasiński




























































