W wielkim skrócie rzecz ujmując właśnie taką drogę w swej piłkarskiej karierze przebył Seweryn Gancarczyk, który jest jedną z największych niespodzianek w kadrze Pawła Janasa.
Trudne początki
Piłkarz Metalistu Charków jest wychowankiem Podkarpacia Pustynia. W tej miejscowości często były organizowane obozy Hetmana Zamość, dlatego też został on zauważony przez szkoleniowców wspomnianej drużyny - w 1999 roku ówczesny trener Hetmana Jerzy Krawczyk ściągnął niespełna 18-letniego obrońcę do Zamościa.
W debiutanckim sezonie Seweryn Gancarczyk nie potwierdził jednak swych umiejętności i w przerwie zimowej został przeniesiony do rezerw, lecz szybko powrócił do składu zamojskiego drugoligowca. Początkowo lewonożny obrońca nie wyróżniał się niczym specjalnym. Trenował on z ogromnym zaangażowaniem i ambicją, ale nie był piłkarzem podstawowej jedenastki. Wówczas o obliczu defensywy Hetmana decydowali m.in. Janusz Bodzioch i Artur Bożyk, a nieco wcześniej doświadczony Grzegorz Komor.
Gancarczyk musiał więc ustąpić pola starszym kolegom, o czym świadczą statystyki rundy jesiennej sezonu 2000/2001, kiedy to wystąpił on w 9 meczach, ledwie 2 rozgrywając w pełnym wymiarze czasowym. Mierzący 181 cm wzrostu defensor przebywał na boisku łącznie przez 429 minut.
Wykorzystana szansa
Przed rozpoczęciem sezonu 2002/2003 z zamojską drużyną pożegnało się wielu jej czołowych piłkarzy, których pozyskały pierwszoligowe kluby - Jan Cios, Jacek Ziarkowski oraz Dariusz Turkowski wzmocnili Odrę Wodzisław, Piotr Bielak i Sebastian Przybyszewski przenieśli się do Pogoni Szczecin, zaś Paweł Zajączkowski wybrał KSZO Ostrowiec.
Wspomniane osłabienia otworzyły przed Gancarczykiem drzwi do pierwszej jedenastki. Stał się on pewnym punktem defensywy Hetmana, ale wspomnieć trzeba, że jesienią 2002 roku zaliczył jeden występ w IV-ligowych rezerwach. W owym sezonie "Dingo" - taki pseudonim boiskowy nosi Gancarczyk - był partnerem Branko Rasicia, sprawcy jednej z największych i najgłośniejszych afer w polskim futbolu.
Za wschodnią granicą
Znajdujący się w trudnej sytuacji zamojski klub zdecydował się na transfer Gancarczyka w sezonie 2002/2003. Czołowy piłkarz Hetmana wzmocnił więc ukraińskiego pierwszoligowca - Arsenał Kijów. Nie była to oczywiście transakcja bezgotówkowa, a sam zainteresowany na ten temat powiedział nam niewiele: - Hetman dostał pieniądze za mój transfer, ale nie wiem gdzie one się podziały i nie chcę wdawać się w szczegóły. Miało być one przeznaczone na utrzymanie II ligi…
Początki w stolicy Ukrainy były bardzo trudne dla Gancarczyka - nabawił się on poważnego urazu i stracił miejsce w składzie. - Pierwszy sezon w Arsenalu trzeba wymazać z pamięci. Rozegrałem tylko 1 mecz, a później miałem kontuzję, która wykluczyła mnie na 7 miesięcy. Można powiedzieć, że tam nie grałem - tylko byłem - przyznaje.
"Dingo" powrócił do zdrowia, ale trener kijowskiego zespołu dał mu do zrozumienia, że nie widzi dla niego miejsca w składzie, dlatego też zimą 2004 roku został on wypożyczony do innego pierwszoligowca - Wołynia Łuck. - Na obóz do Turcji lecieliśmy samolotem razem z Wołyniem i wtedy doszło do wypożyczenia mnie na rok - opowiada Gancarczyk.
W nieodległym od granicy z Polską Łucku 22-letni wówczas piłkarz zaprzyjaźnił się z Serbem Aleksandrem Tryszowiczem, a występował również m.in. z innym Polakiem Marcinem Nowakiem i Eddim Dombraye - byłym zawodnikiem m.in. ŁKS-u Łódź.
Gancarczyk wywalczył sobie miejsce w pierwszej jedenastce Wołynia i był również etatowym wykonawcą rzutów wolnych. - Nie żałuję tego okresu - grałem w pierwszym składzie, a atmosfera w drużynie była lepsza niż w Kijowie - przyznał w rozmowie z nami.
Jednakże pod koniec 2004 roku musiał on powrócić do stolicy Ukrainy. Tym razem okres spędzony w zespole Arsenalu lewonożny obrońca może wspominać lepiej. Stał się on pewnym punktem drużyny, której zawodnikiem był również Maciej Kowalczyk.
Wychowanek Podkarpacia Pustynia zauważa pewne różnice między piłką nożną w Polsce i na Ukrainie. - Myślę, że w lidze ukraińskiej futbol jest bardziej siłowy - trzeba naprawdę bardzo dużo biegać - mówi. Ceni on sobie zaś życie za naszą wschodnią granicą. - Na Ukrainie jest bardzo spokojnie. Powiedziałbym, że nawet spokojniej niż w Polsce. Tam czuję się bezpieczniej.
Niespodziewane wyróżnienie
Zupełnie niedawno menedżer Gancarczyka - Grzegorz Bednarz sfinalizował jego angaż do Metalistu Charków. Właśnie w tym klubie zauważył go Paweł Janas i powołał na mecz z Arabią Saudyjską. Niestety piłkarz, który na mundialu będzie występował w koszulce z numerem 3, z powodu opóźnienia samolotu nie dotarł do Rijadu. Wydawało się, że stracił życiową szansę. A jednak…
Selekcjoner dał mu szansę w meczu z Litwą, w którym zaprezentował się wyśmienicie. Niestety kolejne spotkanie - z Wyspami Owczymi było nieco gorsze w jego wykonaniu i opuścił boisko już po pierwszej połowie. Okazało się jednak, że wystarczyło to do przekonania trenera Janasa, zatem zobaczymy Gancarczyka na niemieckich boiskach.
Paweł Patyra































































