Ministerstwo Finansów w lipcu postanowiło nie pogarszać oferty obligacji oszczędnościowych. To spore zaskoczenie, ponieważ pod koniec maja Rada Polityki Pieniężnej ścięła stopy procentowe praktycznie do zera.


Resort finansów postanowił, że w lipcu oprocentowanie obligacji oszczędnościowych będzie takie same jak w czerwcu. Trzymiesięczne papiery skarbowe nadal będą przynosić 0,5% odsetek w skali roku, czyli 5-krotnie więcej, niż wynosi stopa referencyjna w Narodowym Banku Polskim. Choć rządowe procenty pozostają bardzo niskie, to zarazem przebijają zdecydowaną większość oferty bankowych depozytów (nie uwzględniając ofert promocyjnych lub wymagających spełnienia dodatkowych warunków).
Obligacje 2-letnie nadal będą płaciły 1% rocznie, a papiery 3-letnie w pierwszym okresie odsetkowym wypłacą 1,10% w skali roku. Obligacje indeksowane inflacją w pierwszym roku oszczędzania przyniosą odpowiednio 1,30% i 1,70% w przypadku papierów 4- i 10-letnich. Bez zmian pozostała też oferta obligacji rodzinnych, z której mogą skorzystać jedynie beneficjenci programu „Rodzina 500+”. Obligacje rodzinne 6-letnie oferują 1,50% w pierwszym roku, a papiery 12-letnie 2,00%.
Przeczytaj także
W przypadku obligacji 4-letnich i dłuższych oprocentowanie w kolejnych latach uzależnione jest od inflacji CPI powiększonej o stałą marżę. Marże te w maju zostały jednak istotnie obniżone (o 0,5 pkt. proc. w przypadku wszystkich serii obligacji indeksowanych) w reakcji na niższe stopy procentowe zarówno w NBP, jak i na „hurtowym” rynku papierów skarbowych. Od maja papiery 4-letnie płacą tylko 0,75 pkt. proc. ponad oficjalną inflację cenową, 6-letnie1,25 pkt. proc., 10-letnie 1,00 pkt. proc., a 12-letnie 1,50 pkt. proc.
Zobacz także
Wybór mniejszego zła
Lipcowa oferta Ministra Finansów jest więc pewnym ukłonem w stronę oszczędzających. Rząd nie obniżył oprocentowania obligacji oszczędnościowych pomimo tego, że maju Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopę referencyjną NBP z 0,50% do zaledwie 0,10%. Być może resort finansów miał świadomość, że zaoferowanie Polakom tak niskich odsetek może zabić popyt na tę formę lokowania pieniędzy. A być może swoją rolę odegrał kalendarz wyborczy, przewidujący pierwszą turę wyborów prezydenckich na 28 czerwca, a ewentualną drugą turę na połowę lipca.

Mimo że w ostatnich miesiącach detaliczne obligacje skarbowe cieszyły się rekordową popularnością, to w skali całkowitych potrzeb pożyczkowych rządu stanowią niewielki margines. Z punktu widzenia finansów publicznych dostosowanie parametrów tej oferty do stawek obowiązujących na rynku międzybankowym przyniosłoby więc kosmetyczne oszczędności po stronie budżetu państwa. A tak rząd zostawia uchyloną furtkę dla osób, które walczą o zachowanie siły nabywczej swych oszczędności.
Przeczytaj także
Niemniej jednak ulokowanie pieniędzy w krótkoterminowych obligacjach skarbowych najprawdopodobniej nadal będzie oznaczało realną utratę kapitału. Jest bardzo mało prawdopodobne, aby w ciągu najbliższych dwóch lat inflacja CPI trwale utrzymała się poniżej 1%. Ale realna strata i tak będzie mniejsza niż w przypadku zdecydowanej większości lokat bankowych płacących obecnie zerowe lub prawie zerowe odsetki.
Cień szansy na obronę siły nabywczej naszych oszczędności wciąż oferują obligacje indeksowane inflacją. Trzeba jednak pamiętać, że oprocentowanie tych papierów w pierwszym roku zapewne okaże się niższe od dynamiki wskaźnika CPI (zwłaszcza po uwzględnieniu podatku Belki). Także w kolejnych latach podatek ten może „zjeść” obniżoną w maju marżę ponadinflacyjną. W przypadku obligacji 4-letnich wystarczy do tego inflacja CPI przekraczająca 3%.
Rząd kontra państwowe banki
Niemniej jednak decyzja Ministerstwa Finansów stoi w wyraźnej kontrze do tego, co w ostatnich tygodniach zrobiły banki (także te kontrolowane przez Skarb Państwa). O ile na rynku bankowych lokat mieliśmy do czynienia z falą obniżek oprocentowania (nierzadko do 0,01%), to MF wciąż oferuje 0,5% osiągnięte bez prowizji, bez haczyków i bez wysiłku.
Oczywiście to wciąż bardzo mało i w dalszym ciągu wyraźnie poniżej oczekiwanej inflacji CPI. Jeśli jednak ta różnica zostanie utrzymana w kolejnych miesiącach (co wcale nie jest takie oczywiste – resort finansów ustala parametry oferty z miesiąca na miesiąc), to banki mogą doświadczyć zmasowanego odpływu depozytów klientów. W takim scenariuszu będą zmuszone podnieść oprocentowanie lokat, co uderzy w i tak już rachityczną marżę odsetkową i zakwestionuje opłacalność udzielania kredytów.
Przeczytaj także
Oczywiście taki scenariusz ziści się tylko wtedy, gdyby zakupy obligacji oszczędnościowych przybrały rozmiary masowe. Póki jednak są one niszą dla „wtajemniczonych”, banki nie muszą się obawiać kłopotów po stronie pasywów (zresztą już teraz nie potrzebują tylu depozytów). Nie zmienia to faktu, że z punktu widzenia klienta nieakceptującego ryzyka rynkowego (istniejącego np. w przypadku akcji, funduszy inwestycyjnych czy nieruchomości) oferta Skarbu Państwa przebija oprocentowanie większości lokat bankowych i to w dodatku przy teoretycznie niższym ryzyku.






























































