Ropa Brent potaniała w poniedziałek o 4% i osiągnęła najniższe notowania od kwietnia. Choć brak ku temu bezpośrednich podstaw, trudno nie wiązać dzisiejszego ruchu cen ropy ze szczytem w Helsinkach.


16 lipca 2018 roku w Helsinkach doszło do bezpośredniego spotkania prezydentów Rosji i Stanów Zjednoczonych. Donald Trump był zaskakująco uprzejmy dla gospodarza Kremla, co w Ameryce wzbudziło spore oburzenie, zaś na rynkach finansowych przeszło bez echa.
Ten spokój nie dotyczył jednak rynku ropy naftowej. Ropa typu Brent potaniała w poniedziałek o niemal 4%, do 71,97 USD za baryłkę. To już o blisko 8 dolarów mniej niż pod koniec czerwca i najmniej od połowy kwietnia. Jeszcze mocniej - bo aż o 5% - spadły notowania amerykańskiej ropy Crude.
W ten sposób kurs "czarnego złota" wymazał jedną czwartą wzrostów z ostatnich 12 miesięcy - ropa Brent wciąż jest jednak o 55% droższa niż przed rokiem. Jeszcze mocniejszy – bo ponad sześcioprocentowy – spadek notowania ropy naftowej zaliczyły w ubiegłą środę.
Jednakże cytowani w mediach analitycy raczej nie upatrywali przyczyn poniedziałkowej przeceny w helsińskim szczycie, choć spotkali się tam przywódcy dwóch z trzech największych mocarstw naftowych. Mimo to tego typu spotkania mogą przechylić szalę na korzyść propozycji zwiększenia wydobycia ropy. Rosyjski minister energii Alexander Novak jeszcze w piątek zdążył ogłosić, że w razie potrzeby Rosja i inni producenci mogą zwiększyć dostawy o milion baryłek dziennie.
Na tapecie wciąż pozostawała kwestia odblokowania libijskich portów, co powinno zwiększyć dostawy z tego afrykańskiego kraju. Pojawiły się także doniesienia o uwolnieniu części strategicznych zapasów rządu USA. Z drugiej strony przeciwko dalszej przecenie naftowych kontraktów przemawia determinacja Białego Domu w nałożeniu "totalnych" sankcji na import ropy z Iranu. Amerykański sekretarz skarbu Steven Mnuchin powiedział, że Stany Zjednoczone zamierzają przykręcić irański eksport "do zera"
KK






























































