Zaskakujący wzrost zapasów gotowej benzyny w amerykańskich magazynach przyczynił się do zdecydowanej przeceny ropy naftowej. „Czarne złoto” potaniało o blisko dwa dolary na baryłce.


Notowania ropy Brent kończyły środową sesję spadkiem o ponad 3,2% i ceną rzędu 53,03 dolary za baryłkę. Za amerykański surowiec typu Crude płacono 50,55 USD za baryłkę, a więc o 3,5% mniej niż dzień wcześniej.
W ten sposób kurs ropy Brent spadł trzecią sesję z rzędu po tym, jak przed Wielkanocą dotarł nawet do 56,62 USD za baryłkę. To właśnie w strefie 56-58 USD zatrzymywały się w tym roku wzrosty cen ropy naftowej wyznaczając niemal dwuletnie maksima.
Katalizatorem środowej wyprzedaży naftowych kontraktów były cotygodniowe dane o amerykańskich zapasach paliw. Rezerwy surowej ropy zmalały tylko o milion baryłek, czyli mniej niż oczekiwano. Ale najbardziej zaskoczył sprzeczny z sezonowymi wzorcami przyrost rezerw benzyny o 1,5 mln baryłek.

„Zapasy pozostają uporczywie wysokie. Podczas gdy Stany Zjednoczone zbliżają się do letniego sezonu, wzrost zapasów odzwierciedla fakt, iż popyt nie jest tak silny, jak oczekiwano” - tłumaczył tak gwałtowną reakcję rynku Gene McGillian z Tradition Energy cytowany przez agencję Reuters.
Przez poprzednie 13 miesięcy ceny ropy naftowej więcej niż podwoiły się, natomiast komercyjne zapasy surowca w USA pozostają na niemal rekordowo wysokim poziomie. Ropy na świecie wciąż jest pod dostatkiem, a każdy wzrost ceny przynosi dalszy wzrost amerykańskiego wydobycia. W ubiegłym tygodniu dzienna produkcja w USA wyniosła 9,25 mln baryłek, co było najwyższym wynikiem od sierpnia 2015 roku.
KK






























































