Federalny Komitet
Otwartego Rynku (FOMC) postanowił utrzymać stopę funduszy federalnych w
dotychczasowym przedziale 1,25-1,50%. Taka decyzja była zgodna z powszechnymi
oczekiwaniami uczestników rynku i zapadła jednogłośnie.


Ostatnia podwyżka stóp procentowych w Fedzie miała miejsce 13 grudnia, gdy stopa funduszy federalnych wzrosła o 25 punktów bazowych. W 2017 roku bank centralny USA dokonał trzech podwyżek kosztów kredytu, łącznie o 75 pb. Od grudnia 2015 roku cena pieniądza w USA wrosła praktycznie z zera do blisko 1,5%.
Ponadto, we wrześniu 2017 roku Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC) zadecydował o uruchomieniu programu redukcji sumy bilansowej – czyli o „odkręceniu” efektów "ilościowego poluzowania" polityki monetarnej (QE) z lat 2008-13.
Mimo to polityka monetarna w Stanach Zjednoczonych pozostaje w trybie ekspansywnym. Stopa funduszy federalnych w dalszym ciągu utrzymywana jest poniżej poziomu bieżącej inflacji CPI i nadal jest bardzo niska jak na historyczne standardy.
„Informacje otrzymane od grudniowego posiedzenia FOMC wskazują, że rynek pracy się wzmacnia, zaś aktywność gospodarcza rośnie w solidnym tempie. Wzrost zatrudnienia, wydatki gospodarstw domowych oraz inwestycje przedsiębiorstw były solidne, a stopa bezrobocia pozostała niska” – tak stan amerykańskiej gospodarki ocenili członkowie Komitetu.

„Komitet oczekuje, że warunki gospodarcze będę ewoluowały w sposób, który zagwarantuje dalsze stopniowe podwyżki stopy funduszy federalnych. Stopa funduszy federalnych zapewne przez pewien czas pozostanie poniżej poziomów zwykle oczekiwanych w długim terminie” – czytamy w styczniowym komunikacie FOMC. Ta kluczowa fraza niczym nie różni się od komunikatu z grudnia i z poprzednich posiedzeń.
Na koniec 2018 roku większość członków FOMC preferowałaby stopę funduszy federalnych na poziomie oo 75 pb. wyższym od obecnego - wynika z grudniowych "fedokropek". Jednakże rynek terminowy wycenia raczej dwie (po 25 pb. każda) niż trzy podwyżki. Pierwsza oczekiwana jest w marcu.
Po styczniowym posiedzeniu FOMC nie przewidziano konferencji prasowej ani publikacji dodatkowych materiałów (prognoz i tzw. fedokropek). To także ostatnie posiedzenie z Janet Yellen w roli prezesa Rezerwy Federalnej. Od jutra funkcję tę przejmie Jerome Powell.
Dodatkowo zgodnie z coroczną rotacją w składzie FOMC prawo głosu w Federalnym Komitecie Otwartego Rynku w 2018 r. objęli: John Williams z Fed San Francisco (od pewnego czasu uznawany za umiarkowanego jastrzębia), Loretta Mester z Fed Cleveland (zdecydowany jastrząb), Raphael Bostic z Fed Atlanta (centrysta) oraz Thomas Barkin, prezes Fed Richmond (brak publicznych wypowiedzi).
Prawo głosu w FOMC stracili na pewien czas: gołębie Neel Kashakri (Fed Minneapolis) oraz Charles Evans (Fed Chicago), a także centrysta Patrick Harker (Fed Philadelphia) i Robert Kaplan (Fed Dallas).
Mimo że Rezerwa Federalna nadzwyczaj powoli (żeby nie powiedzieć, że wręcz opieszale) normalizuje politykę monetarną, to rynek wyraźnie oczekuje kolejnych podwyżek stóp procentowych na następnych posiedzeniach FOMC. Świadczy o tym wyraźny wzrost rynkowych stóp procentowych, obserwowany w ostatnich miesiącach. Rentowność 2-letnich obligacji skarbowych USA przekracza już 2%, a trzymiesięczny dolarowy Libor wynosi 1,75%. A więc o 25 pb. powyżej górnej granicy przedziału stopy funduszy federalnych.
Pierwsze komentarze określiły styczniowy komunikat FOMC mianem „jastrzębiego”, otwierającego drogę ku kolejnym podwyżkom stóp procentowych na kolejnych posiedzeniach. Analitycy Goldman Sachs za „jastrzębie” uznali sformułowanie o oczekiwanym przez Komitet wzroście inflacji do 2% w horyzoncie 12-miesięcznym. Do niedawna „zbyt niska” inflacja (przynajmniej w ocenie niektórych członków FOMC) była postrzegana jako czynnik mogący opóźnić normalizację polityki pieniężnej przez Fed. Dla porządku dodajmy, że w grudniu inflacja CPI wyniosła 2,1%, przekraczając oficjalny, 2-procentowy cel inflacyjny Rezerwy Federalnej.
Krzysztof Kolany


























































