Składka rentowa wzrośnie z 6 do 8%. Nie zmieniona zostanie część składki płaconej przez pracownika, która wynosi 1,5%. Po stronie pracodawcy wzrośnie ona z 4,5% do 6,5%. Przykładowo: obecnie wynagrodzenie pracownika, który zarabia 2000 zł brutto, kosztuje pracodawcę 2369,6 zł. Od lutego ten koszt wzrośnie o 40 zł. Przy wynagrodzeniu minimalnym (od 1 stycznia będzie to 1500 zł brutto) wzrośnie odpowiednio o 30 zł.
Czy 2pp to dużo?
Nie wydaje się to dużo, ale np. w firmie „X” która zatrudnia:- 40 osób z pensją równą 1700 zł brutto,
- 5 osób z pensją równą 3000 zł brutto,
- 2 osoby z pensją równą 3500 zł brutto,
- 1 osobą z pensją równą 4000 zł brutto,
- 1 osobą z pensją równą 6000 zł brutto,
łączne miesięczne koszty wynagrodzenia wzrosną o 2000 zł. Jest to mniej więcej kwota odpowiadająca pensji najmniej zarabiających pracowników w tej firmie (1700 zł brutto, koszty pracodawcy ok. 2048 zł miesięcznie od lutego 2011 roku). Obecnie firma X zatrudnia 49 pracowników. Być może zatrudniłaby jeszcze jednego pracownika produkcji, ale tego nie zrobi, bo wie, że podniesienie składki rentowej pochłonie te środki.
Ile budżet na tym zyska?
Składka rentowa zasili fundusz rentowy, którego deficyt obecnie wynosi 15 mld zł. Dochód funduszu pochodzący ze składem płaconych przez pracowników i pracodawców w 2011 roku wyniesie 24,3 mld zł. Po podniesieniu składki od lutego, dochód ten teoretycznie powinien zwiększyć się o ok. 7,2 – 7,4 mld, do ponad 31 mld zł. Przyjmując, że w 2012 na świadczenia finansowane z funduszu wydamy ok. 40 mld zł, jego deficyt powinien zmniejszyć się prawie o połowę.Rząd zamiast zrewidować świadczenia rentowe, postanowił zwiększyć dochody funduszu. Jest to o wiele prostsze rozwiązanie, ponieważ nie pociąga za sobą podjęcia niepopularnych społecznie decyzji, polegających na odbieraniu rent osobom, które mogą, ale nie chcą pracować. Niestety o wiele łatwiej jest obciążyć dodatkowym podatkiem przedsiębiorców oraz ich pracowników.
Opór był znikomy
Rząd miał ułatwione zadanie, ponieważ opór różnego typu organizacji zrzeszających pracodawców, pracowników oraz opozycji był znikomy. Większość z nich ograniczała się do stwierdzenia, że podniesienie kosztów pracy może spowodować wzrost bezrobocia. Pracodawcy jeszcze bardziej zniechęcą się do zatrudniania na podstawie umowy o pracę i coraz częściej będą preferować „elastyczne formy” zatrudnienia.W pewnym sensie podniesienie składki rentowej jest korzystne dla pracodawców, którzy w ten sposób otrzymują dodatkowy impuls do częstszego stosowania tzw. „umów śmieciowych”. Traci na tym budżet państwa, ponieważ np. od umów zlecenia pobiera się tylko część składki rentowej płaconej przez pracownika, czyli 1,5%.
Zabrakło konstruktywnej krytyki, np. Krajowa Izba Gospodarcza odpowiedziała, że podniesienie obciążeń płaconych przez pracodawców powinno pociągać za sobą dalsze zmiany instytucjonalno-prawne ułatwiające prowadzenie biznesu w Polsce, czyli rzecz, którą rząd powinien robić bezwarunkowo. Co więcej, wyraźnie wskazano, że przedsiębiorcy w zasadzie zgadzają się na podniesienie podatków.
Nikt nie napisał, że w pierwszej kolejności należy uporządkować wydatki państwa, a dopiero potem ewentualnie podnosić różnego typu składki. Wbrew pozorom, takie działanie daje przyzwolenie na dalsze podnoszenie różnego typu obciążeń. Nie wiadomo, gdzie leży granica, bo wszystko wskazuje na to, że przedsiębiorcy są wstanie wytrzymać bardzo dużo. Stąd wszelkie spodziewane zmiany w finansach publicznych, za które Polska jest tak chwalona przez zachodnią prasę, mogą się zawsze ograniczać tylko do zwiększania dochodów do budżetu. Jeżeli pracodawcy chcą tego uniknąć, powinni działać skuteczniej. Jak? Być może warto zastosować te same mechanizmy, które świetnie sprawdzają się w biznesie – „robić zamiast mówić”.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
Zobacz też:
» Antynagroda ekologów dla Polski
» Jak się liczy wynagrodzenie na umowie o pracę?
» Przedłużanie wieku emerytalnego odpowiedzią UE na niż demograficzny
» Antynagroda ekologów dla Polski
» Jak się liczy wynagrodzenie na umowie o pracę?
» Przedłużanie wieku emerytalnego odpowiedzią UE na niż demograficzny






























































