Przed Sądem Apelacyjnym w Białymstoku zakończył się we wtorek proces odwoławczy dwóch przedsiębiorców oskarżonych o oszustwa przy realizacji dwóch zagranicznych kontraktów na modernizację linii do produkcji serów. W pierwszej instancji zapadły nieprawomocne wyroki skazujące.


Przed Sądem Apelacyjnym w Białymstoku zakończył się we wtorek proces odwoławczy dwóch przedsiębiorców oskarżonych o oszustwo przy realizacji dwóch zagranicznych kontraktów na modernizację linii do produkcji serów. W pierwszej instancji zapadły nieprawomocne wyroki skazujące.
To kary po półtora roku więzienia, grzywny i obowiązek naprawienia szkody sięgający blisko 940 tys. euro.
Wyrok zaskarżyła obrona, która chce uniewinnienia, ewentualnie łagodniejszej kary więzienia w zawieszeniu. Adwokat oskarżonych złożył też wniosek, by – w związku z sytuacją międzynarodową i obecnymi relacjami Polski z tym krajem – sąd nie orzekał o obowiązku naprawienia szkody na rzecz jednego z dwójki kontrahentów – firmy z Białorusi.
Wyrok ma być ogłoszony w połowie października.

Wyłudzili prawie milion euro czy ratowali firmę?
Proces dotyczy dwóch umów, które firma z województwa warmińsko-mazurskiego (spółka jest obecnie w likwidacji) zawarła w latach 2019-2020 z podmiotami z Montrealu w Kanadzie i Nowogródka na Białorusi. To umowy na modernizację linii do produkcji serów.
Obaj kontrahenci zapłacili zaliczki, łącznie ponad 937 tys. euro, ale do realizacji umów – choć polska firma zapewniała, że zrealizuje kontrakty – ostatecznie nie doszło.
Według ustaleń śledztwa pierwszy z kontraktów przekraczał 1,1 mln euro; kanadyjska firma przelała dwie przedpłaty łącznie na ponad 565 tys. euro. Kontrakt na Białorusi był wart ponad 1,8 mln euro; tu kontrahent zapłacił w formie przedpłaty 372 tys. euro.
W ocenie sądu pierwszej instancji oskarżeni – choć ich spółka była w trudnej sytuacji finansowej i zaczęła przynosić straty – podejmowali kolejne zobowiązania, kontrahentów nie informowali o ryzyku, a przedpłaty przeznaczyli w większości na inne cele.
Sąd Okręgowy w Olsztynie uznał, że nie można w tej sprawie mówić o niepowodzeniu biznesowym, a oskarżeni od razu zakładali podjęcie ryzykownych działań gospodarczych, skutkujących niewywiązaniem się z umów.
Jesienią ub. roku nieprawomocnie skazał obu oskarżonych za oszustwo.
Przedpłaty poszły na bieżącą działalność
Obrona stoi na stanowisku, że nie ma dowodów, by oskarżeni działali z zamiarem bezpośrednim oszustwa i by od początku nie chcieli wywiązać się z umów.
Oskarżeni te pieniądze, no niestety, przeznaczyli na bieżącą działalność operacyjną spółki i tak naprawdę nie odnieśli z tego przestępstwa korzyści majątkowej, nie mają tych setek tysięcy euro w kieszeni. One poszły na wynagrodzenia pracowników, realizację innych kontraktów – mówił w mowie końcowej mec. Krzysztof Misiarz.
– Może powinni tę działalność zakończyć wcześniej (ogłosić upadłość – PAP), ale robili wszystko, żeby tę spółkę, tych ludzi ratować. Dlatego uważam, że brak jest dowodów wskazujących na działanie z zamiarem oszustwa – dodał.
Powiedział też, że działalność na podstawie zaliczki to model biznesowy typowy dla firm z województwa warmińsko-mazurskiego. Jak tłumaczył, nie mają one takich zasobów finansowych, by wyłożyć 2 mln euro z własnych środków i w takim finansowaniu wyprodukować – jak w tym przypadku – linię do produkcji sera.
Wyłudzili setki tysięcy euro, teraz zasłaniają się "wojną hybrydową"
Adwokat złożył też wniosek, by sąd uchylił obowiązek naprawienia szkody na rzecz firmy z Białorusi. – To sprzeczne z naszym interesem politycznym, społecznym i gospodarczym. Pozostajemy z Białorusią w stanie wojny hybrydowej – zaznaczył mec. Misiarz.
Prokuratura i pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego (firmy z Kanady) chcą utrzymania wyroku. – Oskarżeni przeliczyli swoje możliwości gospodarcze – mówił prok. Piotr Dziekoński z olsztyńskiej prokuratury okręgowej.
Zwracał uwagę, że oskarżeni z pieniędzy, które dostali na realizację tych umów, spłacili swoje pożyczki na 800 tys. zł.
– Twierdzenie, że wszystko przeznaczyli na dalsze funkcjonowanie, ratowanie spółki nie do końca jest prawdziwe. Ten wyrok jest prawidłowy z uwagi na to, że odpowiada temu, że oskarżeni wyłudzili ponad 4 mln zł i od tamtego czasu nie podjęli żadnych kroków, żeby cokolwiek spłacić z tej kwoty – mówił.
Oskarżeni zapewniali, że są niewinni. (PAP)
rof/ joz/































































