Na 5 maja 2026 r. zaplanowane było kluczowe głosowanie dotyczące przyszłości cyfrowego euro. Komisja Gospodarcza i Monetarna Parlamentu Europejskiego zajmie się jednak tematem dopiero pod koniec czerwca. W tle wciąż pozostaje sporna kwestia „offline czy online?”.


Gdyby śledzić wyłącznie doniesienia płynące z Europejskiego Banku Centralnego, można byłoby odnieść wrażenie, że projekt cyfrowego euro pędzi pełną parą. Pod koniec kwietnia EBC poinformował, że podpisał umowy z kilkoma organizacjami opracowującymi standardy płatnicze.
W tej grupie znalazły się ECPC (European Card Payment Cooperation), nexo standards oraz Berlin Group. Pierwsza z nich to konsorcjum europejskich organizacji płatniczych, które zbudowało standard CPACE do obsługi płatności zbliżeniowych. Jest on oparty na specyfikacji EMV, ale nie korzysta z zamkniętych rozwiązań należących do Visy i Mastercarda. Pozostali wyróżnieni przez EBC odpowiadają odpowiednio za „zaplecze” przetwarzania transakcji i komunikację pomiędzy bankami obsługującymi płatności.
EBC wychodzi z założenia, że wspierając lokalne otwarte standardy, pomoże nie tylko w ich upowszechnieniu, ale także w uniezależnieniu się Europy od „globalnych” (czytaj amerykańskich) graczy. Logika jest następująca – cyfrowe euro będzie miało status prawnego środka płatniczego, czyli będzie musiało być akceptowane przez wszystkich przedsiębiorców przyjmujących detaliczne płatności bezgotówkowe. A to oznacza z kolei, że terminale, aplikacje mPOS, bramki płatnicze, będą musiały być technicznie zgodne ze standardami e-euro. W ten sposób powstaną fundamenty infrastruktury, którą można będzie wykorzystać także np. rozwijając lokalne schematy płatnicze.
„Gdy współustawodawcy UE przyjmą rozporządzenie o cyfrowym euro, zapewniając pewność, że standardy te będą obowiązywać w całej strefie euro ze względu na status cyfrowego euro jako prawnego środka płatniczego, europejscy dostawcy rozwiązań płatniczych będą mogli rozszerzać działanie poza granice państwowe” – podkreśla EBC w informacji prasowej. Problem w tym, że prawne fundamenty jeszcze nie powstały.

Polityczne potyczki wokół projektu
Rozporządzenie o cyfrowym euro utkwiło na razie w Komisji Gospodarczej i Monetarnej (ECON) Parlamentu Europejskiego. Kierującym pracami jest Fernando Navarrete Rojas z Europejskiej Partii Ludowej. W harmonogramie widnieje obecnie data 23 czerwca 2026 r. Wówczas ma zostać przyjęty raport i przeprowadzone głosowanie nad skierowaniem prac na kolejny etap. Tyle wiadomo oficjalnie.
O kulisach konfliktów wokół cyfrowego euro donosi regularnie serwis EuroNews. Rojas ma, zdaniem dobrze poinformowanych źródeł, spowalniać proces tak bardzo, jak to jest możliwe. Parlamentarzysta odbył od grudnia 2024 r. ponad setkę spotkań tylko w sprawie europejskiego CBDC i używa tego narzędzia do przeciągania prac.
Rojas jest zwolennikiem rozwiązania, w którym cyfrowe euro ma zostać okrojone do jednej wersji – pieniądza offline. W ostatnim dostępnym szkicu rozporządzenia znaleźć można poprawkę w preambule (nieobecną w wersji proponowanej przez Komisję Europejską), która wprost nawiązuje do tego wątku:
„Uważa się za konieczne, aby ustanowienie cyfrowego euro początkowo rozpoczęło się od cyfrowego euro offline, ponieważ jego wdrożenie wzmocniłoby odporność systemu płatniczego w wyjątkowych sytuacjach, zmniejszyło nadmierną zależność od rozwiązań i technologii płatniczych pod ostateczną kontrolą krajów trzecich lub podmiotów z nich oraz zachowało prywatność obywateli”.
Cyfrowe euro w wersji online ma stanowić bezpośrednią konkurencję wobec produktów globalnych organizacji płatniczych, a także innych prywatnych graczy (jak np. Wero). Zdaniem parlamentarzysty, i popierających go przedstawicieli prawej strony sceny politycznej, wystarczająca byłaby tylko wersja e-euro przypominająca w jak największym stopniu gotówkę. Resztę można odłożyć na bliżej nieokreślone „potem”.
EBC: czekaliśmy 3 lata, poczekamy jeszcze trochę
Przedstawiciele EBC wypowiadają się ostrożnie o kolejach losu prawnych fundamentów cyfrowego euro. Bank w tej grze jest przede wszystkim obserwatorem. Zapytany o problem legislacyjnego poślizgu Piero Cipollone z Rady Zarządzającej Europejskiego Banku Centralnego odparł, że nie martwi się opóźnieniami.
„Byliśmy cierpliwi przez 3 lata, nie zaszkodzi poczekać kilka kolejnych miesięcy” – powiedział Cipollone, cytowany przez Reutersa. „Jeśli tylko rozporządzanie powstanie do końca roku, zmieścimy się w naszych planach” – dodał, odnosząc się do oczekiwanego startu pilotażu w 2027 r. i rynkowego debiutu planowanego na 2029 r.


























































