Prezydent Serbii Aleksandar Vuczić zapowiedział w sobotę przed tysiącami zgromadzonych w Belgradzie zwolenników władz, że wkrótce poda się do dymisji. Zaznaczył, że „prezydentem będzie jeszcze tylko przez kilka tygodni”.


- To moje ostatnie dni i tygodnie w roli prezydenta. Powiedziałem kierownictwu Serbskiej Partii Postępowej (SNS, partii rządzącej - PAP), że w nadchodzących wyborach będę jej pomagać w zdobywaniu zaufania społeczeństwa – ogłosił Vuczić.
Wcześniej w czerwcu powiedział, że rozważa możliwość ubiegania się w wyborach o stanowisko premiera.
Vuczić nie podał w sobotę daty najbliższych wyborów, których rozpisania domagają się protestujący od ponad roku studenci i popierający ich obywatele. Według wcześniejszych zapowiedzi powinny się one odbyć na jesieni.
Żądanie przedterminowych wyborów jest podnoszone przez protestujących w Serbii studentów od maja 2025 roku, dołączając do innych postulatów po tragedii w Nowym Sadzie z 1 listopada 2024 roku.

W wyniku zawalenia się części dachu dworca kolejowego zginęło tam 16 osób. Uczestnicy antyrządowych demonstracji, organizowanych od końca 2024 roku, oskarżają władze o korupcję i zaniedbania, które miały doprowadzić do wypadku.
Pod koniec grudnia ub.r. studenci ogłosili, że zebrali niemal 400 tys. podpisów pod apelem o rozpisanie przedterminowych wyborów. Regularny termin wyborów do parlamentu przypada na listopad 2027 r.
W niedzielę Vuczić skomentował również politykę serbskich władz i program SNS. Obiecał m.in. utrzymanie „tradycyjnych sojuszy” z Rosją i Chinami.
Wiec, organizowany pod hasłem „Serbia – jedna rodzina”, odbył się na dzień przed serbskim świętem państwowym i religijnym, Vidovdanem (Dniem Św. Wita). - Jutro jest Vidovdan. Spójrzcie na siłę armii, na to, czym ona dysponuje, i zrozumcie, dlaczego nikt nie będzie w stanie zaatakować Serbii – powiedział Vuczić.
Wcześniej przez centrum Belgradu przeniesiono serbską flagę, która – według organizatorów – ma ponad 500 metrów długości. Razem z obywatelami nieśli ją ministrowie oraz działacze partyjni SNS.
W centrum serbskiej stolicy umieszczono też instalację z napisem „Blokada Serbii”, odnoszącą się do studenckiego ruchu protestu. W pomieszczeniu transmitowane są filmy, które - w interpretacji władz - są przykładami przemocy ze strony demonstrantów, czyli „blokaderów”, jak ich pogardliwie nazywają.
W kilku miejscach w okolicy parlamentu znajdują się również improwizowane „urny wyborcze”, do których zgromadzeni mogą wrzucać karty, na których „głosują” na kwestie priorytetowe dla rozwoju kraju.
Wśród tematów znajdują się m.in. „większa troska o ludzi”, „zachowanie pokoju i stabilności”, „walka o zachowanie Kosowa”, „europejska droga Serbii”, inwestycje w służbę zdrowia, edukację, rolnictwo, kulturę i emerytury oraz wzrost płac.
Z nagraniń zamieszczanych w sieci wynika, że do Belgradu przyjechały dziesiątki autobusów, którymi zwolenników rządu w zorganizowany sposób przywożono na wydarzenie.
Jakub Bawołek (PAP)
jbw/ akl/




























































