Początek drugiego kwartału przyniósł wyraźne przyspieszenie wymiany towarowej. W danych można dopatrzeć się wielu interesujących zjawisk. Na przykład gwałtowne przyspieszenie importu świadczy prawdopodobnie o umocnieniu się popytu wewnętrznego - zarówno konsumpcyjnego, jak i inwestycyjnego - u progu odmrożenia gospodarki.


Nagłówki analiz gospodarczych są zdominowane przez astronomiczną dynamikę handlu, liczoną rok do roku, wynoszącą ok. 60 proc. Dane są jednak pod przemożnym wpływem efektów niskiej bazy z kwietnia zeszłego roku, gdy ogromna część aktywności gospodarczej po prostu się zatrzymała, więc stanowczo nie należy ich przeceniać.
Lepiej patrzeć na wartość handlu i zmiany miesięczne. I tutaj widać najciekawsze rzeczy - obie zaprezentowane na wykresie.
Przede wszystkim eksport towarów, który już wcześniej radził sobie dobrze, doznał mocniejszego przyspieszenia w kwietniu. Jest już ok. 19 proc. powyżej poziomu z grudnia 2019 r. i ok. 10 proc. powyżej wzrostowego trendu sprzed pandemii.

Tym samym potwierdza się, że polskie fabryki zyskują na ożywieniu wymiany międzynarodowej. Ekonomiści banku Credit Agricole opisali to w taki interesujący sposób: „Na podstawie dostępnych danych możemy stwierdzić, że udział eksportu Polski w globalnym eksporcie zwiększył się o 0,1 pkt. proc. pomiędzy 2019 r. i 2020 r. (z 1,7 proc. do 1,8 proc.) i był to szósty co do wielkości wzrost wspomnianego odsetka wśród badanych krajów świata. Pod tym względem lepsze wyniki osiągnęły tylko Chiny (wzrost udziału w światowym eksporcie o 1,6 pkt. proc.), Hong Kong i Tajwan (o 0,3 pkt. proc.) oraz Irlandia i Szwajcaria (o 0,2 pkt. proc.)”.
Podejrzewam, że w 2021 r. udział Polski w światowym handlu może się również zwiększyć, ponieważ początek roku wygląda imponująco. Trzeba też jednak zauważyć, że cały światowy handel odnotowuje bardzo solidną dynamikę w tym roku.
Jeszcze ciekawsze zjawiska widać po stronie polskiego importu. To nie tyle przyspieszenie, ile wręcz zmiana trendu – ze stagnacyjnego na wzrostowy. Dzieje się to już od stycznia, ale kwiecień przyniósł dalszy mocny przyrost.
Oznacza to, że rośnie popyt krajowy, a szczególnie inwestycyjny. Polska jest importerem netto towarów inwestycyjnych, a zmiany inwestycji mają duży wpływ na poziom importu.
Warto zauważyć, że import przyspiesza nie tylko w stosunku do 2020 r., ale też rośnie znacznie szybciej niż w latach 2018-19. Może to być potwierdzenie tezy, że Polska wchodzi w bardzo mocny cykl inwestycyjny, który pozwoli nie tylko nadrobić opóźnienia związane z pandemią, ale też zwiększyć inwestycje w stosunku do stanu sprzed. Może to być związane na przykład z większą zyskownością przedsiębiorstw, która bierze się z kolei z wyższej inflacji (pisałem o tym osiem dni temu w artykule pod tytułem „Tłuste marże firm. Na jak długo?”).
Przyspieszenie importu może też wynikać z oczekiwań przedsiębiorstw, dotyczących popytu konsumpcyjnego. Ubrania, elektronika, samochody – te towary sprowadzane są często zza granicy, a po roku stagnacji konsumpcji można było oczekiwać wyraźnego przyspieszenia od maja. Firmy zapewne to wiedziały i uzupełniały zapasy.































































