REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Setki miliardów złotych uratowały setki tysięcy miejsc pracy

Ignacy Morawski2020-07-23 09:08główny ekonomista „Pulsu Biznesu” i dyrektor SpotData
publikacja
2020-07-23 09:08
Dodaj Bankier.pl w Google

Nastroje konsumentów wyraźnie się poprawiają. Bezrobocie przestaje powoli rosnąć. Firmy deklarują utrzymanie stanu zatrudnienia. Te wszystkie zjawiska pokazują, że sytuacja na rynku pracy stabilizuje się po wiosennych wstrząsach.

Setki miliardów złotych uratowały setki tysięcy miejsc pracy
Setki miliardów złotych uratowały setki tysięcy miejsc pracy
fot. tsyhun / / Shutterstock

Dzieje się tak nie tylko dzięki powrotowi aktywności gospodarczej do jako takiej normalności, ale też dzięki gigantycznemu impulsowi fiskalnemu. Polska zwiększa dług publiczny, by ratować miejsca pracy. Czy warto? Sądzę, że warto i jak będzie trzeba to impuls może być zwiększony.

Jak widać na wykresie, w lipcu indeks nastrojów konsumentów wyraźnie wzrósł – do -13,4 pkt, wobec -19,4 pkt w czerwcu. Lipcowy poziom jest taki, jak w połowie 2015 r. A jeszcze w kwietniu nastroje były gorsze niż po upadku Lehman Brothers. Poprawa jest bardzo szybka, choć oczywiście jeszcze daleko do poziomów sprzed epidemii. Zakładam, że w tym roku nastroje nie wrócą już do poziomu z lutego. Możliwe to będzie w przyszłym roku.

fot. / / SpotData

Nastroje konsumentów poprawiają się, ponieważ lepsza jest sytuacja na rynku pracy. Taki wniosek można wysnuć na podstawie paru ciekawych badań ankietowych.

Polski Instytut Ekonomiczny poinformował, że w jego badaniu ankietowym przeprowadzonym wśród firm tylko 5 proc. ankietowanych deklaruje chęć redukcji zatrudnienia w najbliższych miesiącach, a 9 proc. planuje zwiększać zatrudnienie. Aż 83 proc. firm nie widzi potrzeby zmian zatrudnienia. 

Wakacje na giełdzie

Z kolei badanie realizowane przez Uniwersytet Warszawski oraz ośrodki badawcze GRAPE i CASE wskazuje, że po początkowej fali wzrostowej stopa bezrobocia w Polsce zaczęła powoli spadać. Między kwietniem a czerwcem obniżyła się z 5,7 do 5,4 proc. Tych danych nie można porównywać z bezrobociem rejestrowanym, ponieważ badanie jest prowadzone inną metodą – ma na celu zreplikowanie danych o bezrobociu pochodzących z badań aktywności ekonomicznej ludności, które raz na kwartał realizuje GUS. W każdym razie wniosek, że bezrobocie mogło się obniżyć jest bardzo optymistyczny.

Połączyłbym te wszystkie dane z informacją innego rodzaju. Wczoraj minister finansów powiedział, że deficyt budżetowy w tym roku sięgnie 100 mld zł. Ale kiedy doliczy się programy pomocowe innych instytucji publicznych – jak Polski Fundusz Rozwoju czy Bank Gospodarstwa Krajowego – to łączna wartość wsparcia sięga 250-300 mld zł (ok. 13 proc. PKB). To dzięki tym pieniądzom sytuacja na rynku pracy jest stabilna. Potężny, niespotykany w najnowszej historii Polski impuls fiskalny pozwolił na uratowanie wielu firm i zachowanie miejsc pracy. Kosztem znaczącego wzrostu długu publicznego. Dług, liczony według metodologii Unii Europejskiej, przekroczy w Polsce 60 proc. PKB.

Niektórzy obawiają się, że koszty ratowania gospodarki będą wysokie. Że czeka nas inflacja (bo obligacje państwowe skupuje głównie bank centralny), zwiększenie nierównowagi w finansach publicznych i może nawet kryzys finansów publicznych w przyszłości.

Ja tych ostrzeżeń nie bagatelizuję. Ale sądzę, że dziś jesteśmy w sytuacji, w której każdy wybór w polityce gospodarczej niesie ryzyko. Gdyby nie impuls fiskalny, setki tysięcy pracowników – a może nawet miliony – mogłoby utracić na długie lata zatrudnienie. Koszty naprawy takiego błędu byłyby dużo (duuuuuużo) wyższe niż koszty poradzenia sobie z rosnącym długiem publicznym.

Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.

Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela. Sprawdź na: https://spotdata.pl/ogolna.

Źródło:
Ignacy Morawski
Ignacy Morawski
główny ekonomista „Pulsu Biznesu” i dyrektor SpotData

Pomysłodawca projektu i szef zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez "Rzeczpospolitą" i Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. W 2019 r. wyróżniony przez ThinkTank jako jeden z 10 ekonomistów najbardziej słuchanych przez polski biznes. W tym samym roku projekt SpotData, który założył, został nominowany do nagrody GrandPress Digital. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.

Tematy

Komentarze (24)

dodaj komentarz
jes
Tak się ten pan stara i pisze korzystne i wychwalające rząd komentarze, że aż dziwne że jeszcze nie został doradcą minister rozwoju.
kimdzongtusk
Niestety, ale wali komunizmem na odległość. Pandemia pokazała, że jest wiele ZBĘDNYCH I NIEPOTRZEBNYCH MIEJSC PRACY, i to grubo opłacanych ( jakieś pierdzistołki w korpo i urzędów od przesuwania papierków z jednego końca biurka na drugie i od robienia tabelek w excellu). Sztucznie podtrzymywanie nieefektywnych i niepotrzebnych etatów Niestety, ale wali komunizmem na odległość. Pandemia pokazała, że jest wiele ZBĘDNYCH I NIEPOTRZEBNYCH MIEJSC PRACY, i to grubo opłacanych ( jakieś pierdzistołki w korpo i urzędów od przesuwania papierków z jednego końca biurka na drugie i od robienia tabelek w excellu). Sztucznie podtrzymywanie nieefektywnych i niepotrzebnych etatów to prosta droga do katastrofy.To jak kopanie dziury, potem jej zasypywanie, znowu kopanie, znowu zasypywanie....Ci ludzie siedzieli w domach, robili te zbędną robotę na odległość i jakoś cywilizacja nadal istnieje. Brakuje natomiast kierowców, lekarzy, ratowników , kasjerek, pielęgniarek, służb komunalnych, ślusarzy, budowlańców etc. etc.
plutarch
Podsumujmy: forsa z tarcz, dodruków przecieknie przez realną gospodarkę i osiądzie w funduszach inwestycyjnych. Lud będzie miał pracę tylko na chwilę, do następnego kryzysu i znów trzeba będzie stymulować. Wtedy prekariusze-publicyści uderzą w ton: "kapitalizm nie sprawdził się", "przepaść między bogatymi, a biednymi Podsumujmy: forsa z tarcz, dodruków przecieknie przez realną gospodarkę i osiądzie w funduszach inwestycyjnych. Lud będzie miał pracę tylko na chwilę, do następnego kryzysu i znów trzeba będzie stymulować. Wtedy prekariusze-publicyści uderzą w ton: "kapitalizm nie sprawdził się", "przepaść między bogatymi, a biednymi pogłębia się"! Boże, czy ja jestem jakoś szczególnie dalekowzroczny... :-/
ozirisi
3000 zł miesięcznie dla 2 mln ludzi przez 4 lata to koszt 288 mld zł - koszt rozłożony w czasie. Warto było ratować firmy?
plutarch
bankier, rób coś z manipulacja plusami
zenonn
"Setki miliardów złotych uratowały setki tysięcy miejsc pracy"

Wychodzi po milionie za jedno miejsce pracy.
Fatalny wynik.
sturmbannfuhrer_brunner
Trolle co z wami, boty do minusowania się popsuły czy były opłacone do 12.07?
antybolszewik
O w końcu ktoś mi wytłumaczył dlaczego tych na przestojach trzeba nagradzać miliardami z tarcz i dodatkiem solidarnościowym. Tych pracujących karać podatkami i inflacją. Tych oszczędnych "Belką" i inflacją. Kiedyś Reagan naśmiewał się z takiej polityki, ale to kiedyś było.
marianpazdzioch
Nie zawaliło się z hukiem, dziś to zawali się później. Kosztem tego wszystkiego stojące w miejscu realne wynagrodzenia i nowe podatki przez długie lata. Krach został po prostu podzielony. Bogatsi zmuszeni zostali ustawami do działkowania się z miliarderami, koncernami multinarodowymi, bankrutami i biedotą. Nie tworzy to dobrego klimatu Nie zawaliło się z hukiem, dziś to zawali się później. Kosztem tego wszystkiego stojące w miejscu realne wynagrodzenia i nowe podatki przez długie lata. Krach został po prostu podzielony. Bogatsi zmuszeni zostali ustawami do działkowania się z miliarderami, koncernami multinarodowymi, bankrutami i biedotą. Nie tworzy to dobrego klimatu do inwestycji i oszczędności na przyszłość. A od tego zależy wzrost gospodarczy. Nie od konsumpcji, bo z niej nic nie ma. Naród kupi coś u Chińczyka czy Niemca i zwróci co najwyżej guano, a nie zwrot finansowy.
zkonopko
Pan redaktor znowu zachwycony, że wydadzą 300mld pieniędzy, których nie mają, a zagrożeń jak zwykle się nie obawia. Ciekawe podejście, ale generalnie lubię optymistów. Natomiast praca ma być efektywna i za to mają być wynagrodzenia. Płacenie za utrzymywanie nierentownych czy nieefektywnych etatów (to m.in. robi rząd, bo daje nie Pan redaktor znowu zachwycony, że wydadzą 300mld pieniędzy, których nie mają, a zagrożeń jak zwykle się nie obawia. Ciekawe podejście, ale generalnie lubię optymistów. Natomiast praca ma być efektywna i za to mają być wynagrodzenia. Płacenie za utrzymywanie nierentownych czy nieefektywnych etatów (to m.in. robi rząd, bo daje nie sprawdzając, czy to ma jakiś sens), żeby utrzymać miejsca pracy, a w dalszym ciągu konsumpcję to prosta droga do katastrofy gospodarczej. Nie ma różnicy między takim rozdawnictwem, a dawaniem zasiłków. Kryzys posprzątałby rynek, a tak mamy po raz kolejny Państwo ingerujące w wolny rynek, czyli kierunek socjalizm

Powiązane: Koronawirus a gospodarka

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki