Wielkość wsparcia finansowego dla gospodarki udzielonego przez polski rząd była w minionym roku ogromna, ale z najnowszego zestawienia MFW wynika, że w porównaniu z innymi krajami wcale nie wydaliśmy na ten cel tak dużo jak inni. Łączna pomoc (lub jak niektórzy argumentują — odszkodowania) dla firm była mniejsza niż średnia dla świata i mniejsza niż średnia dla Unii Europejskiej, choć trzeba pamiętać, że średnią bardzo mocno zawyżają najbogatsze kraje.
Biorąc pod uwagę, że na rynkach jesteśmy traktowani raczej jako kraj rozwinięty niż wschodzący, można z tych danych wysnuć taki wniosek, że mamy jeszcze w razie czego miejsce na dalsze wspieranie gospodarki bez generowania ryzyka dla finansów publicznych.


Dane MFW natomiast wskazują na inny rodzaj ryzyka. Ogromne zróżnicowanie między krajami w zdolności wspierania gospodarki może przełożyć się na większe wstrząsy finansowe w momencie, kiedy tempo wychodzenia z pandemii będzie się znacznie różnić. Dopóki wszyscy tkwili po uszy w bagnie, dopóty inwestorzy finansowi mogli mieć dużą wyrozumiałość dla wszystkich. Gdy jednak świat podzieli się na zwycięzców i przegranych, wtedy zdolność pozyskania finansowania na rynkach może być mniejsza. Dotyczy to szczególnie uboższych rynków wschodzących, ale w Polsce o takim ryzyku też powinniśmy pamiętać.
Wróćmy do danych. Z monitora fiskalnego MFW, opublikowanego na początku miesiąca, wynika, że wielkość środków fiskalnych zaangażowanych w działania antykryzysowe (dotacje, ulgi, zwolnienia podatkowe) wyniosła łącznie na świecie 9,2 proc. rocznego PKB, a wielkość środków płynnościowych (pożyczki, inwestycje kapitałowe) — 6,1 proc. PKB. W Polsce te kwoty wyniosły odpowiednio 7,8 i 5, 4 proc. PKB, czyli mniej niż średnia dla świata. Średnia (ważona PKB) jest oczywiście zawyżana przez kraje najbogatsze, takie jak USA, czy Niemcy, które łącznie zaangażowały środki fiskalne i płynnościowe w wysokości 30-40 proc. swoich PKB.
Kiedy zestawimy Polskę z krajami UE, to zobaczymy, że jesteśmy mniej więcej w środku stawki, choć zaangażowaliśmy w pomoc mniej środków niż Węgry czy Czechy, z którymi najczęściej się porównujemy ze względu na podobny poziom dochodu. I nieporównanie mniej niż Niemcy, które są dla Polski punktem aspiracji.
Wbrew pozorom Polska prowadzi więc dość konserwatywną politykę fiskalną. Z czego to wynika? Jednym z powodów jest zapewne większa zdolność polskiej gospodarki do adaptacji. Produkujemy dużo pralek, które ludzie na świecie kupują, a sprzedajemy mało wycieczek gondolami po kanałach, z których ludzie musieli zrezygnować. Więc mieliśmy też mniejsze potrzeby niż kraje najmocniej dotknięte kryzysem. Istotne jest też nastawienie władz. Sądzę, że wśród decydentów w Polsce panują obawy przed podejmowaniem nadmiernego ryzyka fiskalnego. Wbrew dominującej powszechnie opinii, że polski rząd wydaje bez rozeznania na lewo i prawo, wśród osób decydujących o kierunkach polityki makroekonomicznej panuje raczej powściągliwe podejście odnośnie możliwości istotnego zwiększania długu.
































































