Polska gospodarka rośnie w tempie 4 proc. To dużo czy mało?

główny analityk Bankier.pl

Raz na kwartał – przy okazji publikacji statystyk produktu krajowego brutto - uwaga mediów głównego nurtu skupia się na gospodarce. Dziennikarze i ekonomiści albo cieszą się, że rośniemy w tempie ok. 4%, albo kręcą nosem na ten wynik.

W drugim kwartale 2017 roku roczna dynamika produktu krajowego brutto w Polsce wyniosła 3,9%. Albo 4,4% - jeśli weźmiemy pod uwagę dane wyrównane sezonowo, czyli eliminujące wpływ np. różnicy w liczbie dni roboczych. PKB jest miernikiem niedoskonałym i niepozbawionym licznych mankamentów. Lecz na razie nawet dla większość krytycznie nastawionych ekonomistów PKB pozostaje podstawowym miernikiem tempa wzrostu gospodarczego kraju.

Jedni cieszą się, że polski wzrost gospodarczy akurat w tym jednym kwartale był dwa razy szybszy niż w Niemczech i w całej strefie euro. Optymiści zwykle dodają też, że to wynik znacznie lepszy niż w poprzednich, dość słabych pod tym względem kwartałach.

4% - czy to jest wzrost na miarę naszych aspiracji?

Nie brakuje jednak takich, którzy uważają, że 4% to nie jest wzrost na miarę naszych aspiracji. Sceptycy przypominają, że jeszcze 10 lat temu polska gospodarka rosła w tempie niemal 7% rocznie i że 4% to kiepski wynik jak na prawdopodobny szczyt cyklu koniunkturalnego. Rosnąc w obecnym tempie, poziom dobrobytu Niemiec czy Wielkiej Brytanii osiągnęlibyśmy dopiero pod koniec XXI wieku.

(GUS)

Problem w tym, że porównywanie między krajami danych o dynamice PKB z jednego kwartału nieco mija się z celem. Tak samo jak zawężenie kręgu porównawczego tylko do państw Unii Europejskiej. Podczas gdy w Niemczech czy Francji wzrost PKB o 2% sygnalizuje boom gospodarczy, o tyle dla Polski byłby to wynik faktycznie recesyjny. Dlatego uważam, że próbując ocenić tempo wzrostu polskiej gospodarki, powinniśmy zmienić bazę porównawczą.

Po pierwsze, tempo wzrostu PKB może znacząco zmieniać się z kwartału na kwartał i dlatego lepszy obraz sytuacji powinno zapewnić porównanie średnich wieloletnich. Po drugie, za pozbawione sensu uważam wyciąganie daleko idących wniosków na podstawie zestawiania dynamiki PKB Polski i np. Niemiec. Sądzę, że większy sens ma porównywanie osiągnięć polskiej gospodarki do wyników krajów znajdujących się na zbliżonym poziomie rozwoju gospodarczego.

Dlatego postanowiłem trochę poszperać w bazie danych ekonomicznych Banku Światowego i zawęziłem obszar porównawczy do państw, w których PKB przypadający na mieszkańca (liczony w bieżących USD) w 2016 roku był zbliżony do Polski. Za dopuszczalne odchylenie przyjąłem ok. 20%. Dane Banku Światowego pokazały 12 takich krajów,  w których PKB na mieszkańca wahał się od 10.788 dolarów (Turcja) do 14.982 USD (Oman). PKB przypadający na mieszkańca Polski wyniósł 12.372 USD. Co ciekawe, w „grupie porównawczej” zmieścił się cały świat, gdzie PKB per capita wyniósł w 2016 roku 10.151 USD, a więc o 18% mniej niż w Polsce.

Aby porównać tempo wzrostu gospodarczego w krajach na podobnym rozwoju gospodarczym co Polska, użyłem 10-cio oraz 15-letniej średniej realnej dynamiki PKB. W obu przypadkach Polska wypadła przeciętnie, ze średniorocznym wzrostem rzędu 3,6% rocznie plasując się mniej więcej w środku stawki. Ale powyżej średniej.

Wynik za lata 2007-16 (czyli generalnie okres kryzysowy w światowej gospodarce) uplasował nas na piątej pozycji. Za Panamą (absolutny lider tego zestawienia, rosnący w tempie 7% rocznie), Omanem i Turcją (po blisko 5%) oraz Kostaryką (4,1%). Tuż przed Chile (3,4%) oraz wyraźnie przed Argentyną (2,2%) i innymi krajami naszego regionu ze szczególnym uwzględnieniem fatalnej Chorwacji, której gospodarka w tym okresie kurczyła się w średnim tempie 0,1% rocznie.

Nieco gorzej wypadamy w dłuższym horyzoncie czasowym. Perspektywa lat 2001-16 obejmuje zarówno okres dekoniunktury po pęknięciu bańki internetowej, jak i czas kredytowego szaleństwa (2003-07) oraz następującego po nim gospodarczego kaca (2008-13). W tym horyzoncie góra tabeli niewiele się zmienia (Panama, Turcja, Kostaryka). Do liderów doskakują Litwa i Chile. Nieznacznie wyprzedza nas jeszcze Łotwa (3,8%). Wypadamy za to wyraźnie lepiej od zbankrutowanej Argentyny i Węgier (które przeżyły poważny kryzys finansowy w latach 2007-12), o Chorwacji i Palau nawet nie wspominając.

Polska w gronie rynków wschodzących

Nieco innej grupy porównawczej dostarcza wypromowana pod koniec XX wieku kategoria „rynków wschodzących” (ang. emerging markets). Dla inwestorów z USA czy Europy Zachodniej to grupa krajów rozwijających się, ale mających szansę w przyszłości stać się krajami rozwiniętymi. Polskie akcje i obligacje zaliczane są do grona „emerdżingów” i zapewne jeszcze bardzo dużo czasu upłynie, zanim będziemy mogli pomyśleć o awansie do grona krajów „rozwiniętych”. Możliwy jest za to ruch w przeciwnym kierunku: w 2013 roku Grecja została przez MSCI przeniesiona z grupy rynków „rozwiniętych” do „rozwijających się" (choć akurat w tym przypadku lepsza byłaby kategoria rynku "zwijającego się").

Na wstępie trzeba uczciwie zaznaczyć, że kraje zaliczane do emerging markets są bardzo mocno zróżnicowana pod względem rozwoju gospodarczego. Znajdziemy tu zarówno regiony bardzo biedne (Indie, Pakistan, Filipiny), jak i kraje pod względem PKB na mieszkańca plasujące się w gronie gospodarek rozwiniętych (Korea Płd., Izrael), które z różnych powodów nadal bywają klasyfikowane jako „rozwijające się”.

W tym zestawieniu polski sukces gospodarczy prezentuje się jeszcze mizerniej. W latach 2001-16 szybsze od nas tempo wzrostu PKB notowało 14 z 22 rynków wschodzących. Tak właściwie udało się nam wyprzedzić jedynie kraje, które na skutek błędnej polityki gospodarczej (Węgry, Brazylia) lub uzależnienia od rynku surowców (Rosja, RPA) w ostatnich latach popadły w głęboki kryzys gospodarczy. W tyle zostały także Meksyk i Czechy (choć to kraj znacznie bogatszy od Polski) oraz Izrael (który ma PKB per capita na poziomie Francji czy Japonii).

Jakie stąd płyną wnioski?

Po pierwsze, wbrew serwowanej nam przez kolejne rządy propagandzie sukcesu Polska nie należy do liderów wzrostu gospodarczego w swojej klasie. Fakt, że rozwijamy się szybciej od popadającej w sekularną stagnację Europy Zachodniej, nie jest powodem do dumy. Nie ma się też co cieszyć, skoro nasi bezpośredni konkurenci w globalnym wyścigu gospodarczym rosną szybciej od nas.

Z drugiej jednak strony wiele krajów może nam pozazdrościć umiarkowanie wysokiego i – przede wszystkim – dość stabilnego tempa wzrostu gospodarczego. Po roku 1991 Polska nie zaliczyła ani jednej „technicznej recesji” rozumianej jako dwa kwartały z rzędu spadku PKB. Wśród krajów zrzeszonych w OECD dłuższą serią może się pochwalić jedynie Australia.

Po trzecie, przez ostatnie 15 lat średnie tempo wzrostu PKB Polski było wyższe niż średnia dla całego świata. Polska gospodarka rosła szybciej od światowej przez 9 z 15 poprzednich lat. Oznacza to, że - statystycznie rzecz biorąc - Polak bogacił się szybciej niż średnio mieszkańcy Ziemi. Może i niewiele szybciej, ale jednak.

Jednakże niepokojący jest fakt, że z cyklu na cykl polska gospodarka rośnie coraz wolniej. W latach 1997-2007 na szczycie cyklu nasz PKB rósł w tempie blisko 8% rocznie. Podczas poprzedniego szczytu koniunktury (2010-11) było to ok. 5%. A teraz mówimy o wzroście w okolicach 4%. W poprzednich pięciu cyklach dynamika polskiego PKB spadała średnio o 5,6 pkt. proc. od szczytu do dołka. Jeśli zatem w tym cyklu nie rozpędzimy się do przynajmniej 5-6%, to następne spowolnienie gospodarcze na świecie u nas skończy się recesją i definitywnym końcem mitu o „zielonej wyspie”.

Krzysztof Kolany

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
3 3 andrzejwaskez

Element pseudonaukowy i tzw. samozwańcze autorytety wraz z dekonstruktywną opozycją, twierdzili, że na nic nie ma, nic nie będzie itp itd. Teraz zaczynają podważać wzrost. Typowa bezrefleksyjność leminga, który wcina te głodne kawałki jak małpa kit. Wystarczy popatrzyć na dynamikę Vat i wszystko jasne. Złodziejstwo oderwane od koryta drze się w niebogłosy łapaj Misiewicza.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 1 rob1111

Ogolnie to nie ma co się cieszyc ...oczywiście pomijając od czego zaczelismy ...czyli kraj po zniszczeniach ,komuna i brak rozliczenia z nimi gruba krecha ..wspaniali sąsiedzi do których jest strach się odwrocic ...oczywiście oni nic nam nie robia ..zmuszanie ludzi do kombinowania bo inaczej nie zarobisz to norma..później w razie czego mamy haki itd.itd. kiedyś wprowadziliśmy konstytucje 3 maja która pozwolila by na wzmocnienie Polski i co ..zadyma i rozbiory..

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
16 7 ernst

Nie bredź chlopie o rzekomym planie tego Pinokia. Po prostu korzysta z b.dobrej koniunktury, a wzrost PKB oparty na konsumpcji jaki mamy obecnie jest najgorszym z mozliwych. Podczas gdy za poprzedniej ekipy to struktura wzrostu byla kompletnie inna bo oparta przede wszystkim na inwestycjach !

! Odpowiedz
6 5 niepelnosprawny_org

"szybszy niż w Niemczech i w całej strefie euro" najszybciej w całej europie (unii) oprócz chyba jednego państwa bałtyckiego, ewentualnie zobaczymy czy bedziemy lepsi z czechami, poza tym "konkurencji" nie mamy...

! Odpowiedz
20 25 1960

Szacuje się, że w latach 2008 - 2014 skumulowany wzrost polskiej gospodarki wyniósł +21,6 proc. i był najwyższy spośród wszystkich państw wchodzących w skład Unii Europejskiej. W normalnych warunkach tak silny wzrost gospodarki powinien iść w parze ze wzrostem dochodów osiąganych przez przedsiębiorstwa, a co za tym idzie - z większymi wpływami do budżetu kraju z tytułu podatku CIT. W czasach rządów Donalda Tuska stało się jednak inaczej. Wpływy podatkowe zamiast iść ostro do góry zaczęły drastycznie spadać. Gdzie zatem znikały pieniądze?
Poza tym plan Morwieckiego jest o niebo lepszy od wszystkich dotychczasowych ministrow od gospodarki - stawia nie na wysokosc PKB ( tez) , ale przede wszystkim na jakosc tego PKB. Roznica jest taka jak miedzy montownia , ktora mozna postawic na czterch slupach , a produkcja ktora jest "przemyslana", zaprojektowana i wrodukowana w kraju

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
15 13 trooper

Po twojej wypowiedzi widać, że propaganda działa.

! Odpowiedz
9 9 glos_rozsadku

Bezlitosne fakty na temat realnych zarobków (uwzblędniając koszty życia):
Polska - Szwajcaria o 43,76% gorzej
Polska - Niemcy o 41,01% gorzej
Polska - Australia o 40,07% gorzej
Polska - Finlandia o 36,86% gorzej
Polska - Dania o 35,61% gorzej
Polska - Kanada o 34,94% gorzej
Polska - Szwecja o 33,29% gorzej
Polska - Luxemburg o 33,11 gorzej
Polska - Japonia o 31,36% gorzej
Polska - Wielka Brytania o 30,70% gorzej
Polska - Holandia o 30,61% gorzej
Polska - Izrael o 29,52% gorzej
Polska - Nowa Zelandia o 28,14% gorzej
Polska - Francja o 26,72% gorzej
Polska - Austria o 24,96% gorzej
Polska - Cypr o 24,92% gorzej
Polska - Belgia o 20,12% gorzej
Polska - Islandia o 11,60% gorzej
Polska - Indie o 6,75% gorzej
Polska - Włochy o 5,86% gorzej
Polska - Czechy o 3,62% gorzej


Polska - Estopnia o 0,44% lepiej
Polska - Chiny o 3,75% lepiej
Polska - Słowacja o 8,89% lepiej
Polska - Rumunia o 9,15% lepiej
Polska - Hiszpania o 17,73% lepiej
Polska - Portugalia o 18,38% lepiej
Polska - Chorwacja o 24,22% lepiej
Polska - Meksyk o 25,05% lepiej
Polska - Argentyna o 25,56% lepiej
Polska - Chile o 29,64% lepiej
Polska - Litwa o 30,44% lepiej
Polska - Grecja o 35,17% lepiej
Polska - Bułgaria o 36,10% lepiej
Polska - Rosja o 44,32% lepiej
Polska - Węgry o 51,17% lepiej
Polska - Brazylia o 75,23% lepiej
Polska - Kazachstan o 78,89% lepiej
Polska - Białoruś o 85,37% lepiej
Polska - Kolumbia o 96,72% lepiej
Polska - Panama o 98,11% lepiej
Polska - Ukraina o 147,91% lepiej
Polska - Egipt o 188,01% lepiej
Polska - Afganistan o 245,41% lepiej
Polska - Syria o 477,39% lepiej

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
5 2 glos_rozsadku

źródło numbeo

! Odpowiedz
10 16 trooper

Biorąc pod uwagę fakt, że nasi pracownicy harują za marny grosz (porównując do wypłat w Europie zachodniej) to 4% wzrost wypada naprawdę mizernie. Na zachodzie płace są trzykrotnie wyższe a wzrost tylko trochę niższy. Wypadałoby się zastanowić, dlaczego inwestorzy nadal wolą zatrudniać na zachodzie niż u nas. Może warto by posłuchać czasem ekonomistów zamiast populistów.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
20 7 glos_rozsadku

co to znaczy za grosze? Bezlitosne dane pokazują, że w PL wcale się tak źle nie zarabia nawet w porównaniu z zachodnią europą.

! Odpowiedz

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,2% IX 2017
PKB rdr 3,9% II kw. 2017
Stopa bezrobocia 7,0% VIII 2017
Przeciętne wynagrodzenie 4 501,22 zł VII 2017
Produkcja przemysłowa rdr 4,3% IX 2017

Znajdź profil

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl