Polak w Kalifornii: Trzeba zachęcać Polaków do wyjazdu za granicę [Tam mieszkam]

redaktor naczelna portalu Bankier.pl

O Michale Kosińskim, polskim pracowniku naukowym w Dolinie Krzemowej, można powiedzieć, że bawi się w Wielkiego Brata. Świat usłyszał o nim za sprawą badań nad sztuczną inteligencją z wykorzystaniem Facebooka. Twierdzi, że przed wyjazdem z Polski nie był prymusem, a bardziej od nauki interesowało go rozkręcanie startupu.

Jego polsko brzmiące nazwisko po raz pierwszy widziałam w publikowanym na Bankier.pl artykule „Co wie o nas Facebook”. Dr Michał Kosiński, assistant profesor na Uniwersytecie Stanforda, w zeszłym roku opublikował wyniki badań, które pokazują, że komputer może określić osobowość człowieka (w stopniu podobnym jak małżonek czy przyjaciel), korzystając wyłącznie z kilkunastu czy kilkudziesięciu „lajków” na Facebooku. Temat chętnie podejmowały największe media – „The Economist”, „The Wall Street Journal”, „Forbes” czy „The Guardian”, w Polsce pisał o nim m.in. „Puls Biznesu”.

Kosińskiego, chociaż żyje w Dolinie Krzemowej, nie ciągnie do startupów, mimo że przed wyjazdem z Polski z powodzeniem rozkręcał własną firmę. – Nie wyobrażam sobie, żeby biznes mógł zaproponować mi lepszą jakość życia niż Uniwersytet Stanforda – mówi. Zanim dotarł do Kalifornii, spędził kilka lat w Anglii. Po tych doświadczeniach przekonuje: – Trzeba zachęcać Polaków do tego, żeby wyjeżdżali. Jeżeli chcesz być obywatelem świata, musisz w tym świecie trochę czasu spędzić inaczej niż tylko latem w Turcji na plaży. Zupełnie inną perspektywę można zdobyć, jeśli się za granicą pomieszka i popracuje. I to nie wyłącznie w otoczeniu Polaków, lecz ludzi z innych krajów. A do Polski zawsze można wrócić. W najnowszym odcinku #TamMieszkam opowiada o swojej drodze do Kalifornii oraz o realiach życia i pracy w Dolinie Krzemowej.

dr Michał Kosiński, assistant profesor na Uniwersytecie Stanforda
dr Michał Kosiński, assistant profesor na Uniwersytecie Stanforda

Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl: O wynikach Twoich badań jeszcze kilka miesięcy temu chętnie opowiadały największe światowe media. Dzisiaj nadal bawisz się w Wielkiego Brata?

Michał Kosiński: To nie tylko zabawa. Program komputerowy, który zna twoją osobowość, nastrój i poglądy, może być wspaniałym partnerem w zabawie, nauce czy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Z drugiej strony, nasze badania pokazują, że komputer może odgadnąć też twoje poglądy polityczne, orientację seksualną, inteligencję, a nawet, czy twoi rodzice się rozwiedli. Takie modele mogą być użyte do wywierania wpływu na ludzi, szantażu lub walki politycznej.

Cieszą się pewnie teraz ci, którzy konta na Facebooku nie mają.

To bez znaczenia. Prawie każdy ma kartę płatniczą, telefon komórkowy lub bilet miesięczny. Takie dane mówią więcej o człowieku niż jego profil na Facebooku. Darowizna dla partii politycznej lub płatność w klubie dla gejów to ślady, które każdy z nas może przekuć w precyzyjną opinię na temat danego człowieka. Komputer może jednak określić twoje cechy na podstawie dużo mniej oczywistych danych – przeczytanych książek, odwiedzonych stron czy tempa, w jakim stukasz w klawisze telefonu. Prowadzimy teraz badania, które pokazują, że komputer może odgadnąć twoje psychologiczne cechy, poglądy czy orientację seksualną, bazując jedynie na zdjęciu twojej twarzy.

Jest mniej czy bardziej omylny niż człowiek?

To zależy. Modele komputerowe przewidujące cechy takie jak płeć, orientacja seksualna czy poglądy polityczne, są dokładne w niemalże 100%. Trudniej określić cechy takie jak osobowość czy inteligencja, jednak i tutaj komputerowe modele są zaskakująco dokładne. Nasze badania pokazują, iż komputer może określić osobowość człowieka dokładniej niż jego małżonek czy przyjaciel. Przy czym nasz model bazuje jedynie na kilkunastu „lajkach” z twojego profilu na Facebooku, podczas gdy małżonek czy przyjaciel zna cię od wielu lat.

Sztuczna inteligencja to pole do popisu dla wielu branż, co pewnie wiesz z pierwszej ręki, bo współpracujesz z biznesem?

Nietrudno wyobrazić sobie, że taką technologią zainteresowane są banki, firmy ubezpieczeniowe i marketingowcy. Znajomość twoich intymnych cech może pomoc w przygotowaniu atrakcyjnej oferty. Na przykład, znając tendencję danego klienta do podejmowania ryzyka, można lepiej dopasować produkty inwestycyjne lub ubezpieczeniowe. Oczywiście takimi technologiami interesują się też agencje rządowe chcące wiedzieć, czego można spodziewać się po ich obywatelach. Ja staram się przekazać ludziom, że chociaż takie technologie mogą poprawić jakość usług i bezpieczeństwo, niosą też dużo zagrożeń.

Praca w Dolinie Krzemowej

W Polsce prowadziłeś firmę, dzisiaj żyjesz w Dolinie Krzemowej. Nie ciągnie cię do biznesu?

Własny biznes to wspaniałe doświadczenie i wiele się nauczyłem, prowadząc firmę. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby biznes mógł zaproponować mi lepszą jakość życia niż Uniwersytet Stanforda. Mam nadzieję, że mój dziekan nie czyta po polsku, bo powiem ci, że chętnie płaciłbym mu co miesiąc, żeby pozwolił mi robić to, co robię.

(fot. fot. Michał Kosiński / )

Co więcej, nawet kiedy dopadnie mnie tęsknota za pracą w biznesie, to moja umowa o pracę pozwala mi spędzić jeden dzień w tygodniu na konsultacjach z prywatnymi firmami. Wyobrażam sobie, że uniwersytety w wielu krajach byłyby tym zbulwersowane, starając się odgrodzić swoich pracowników naukowych od biznesu. U nas jest odwrotnie. Uniwersytet jest zdania, iż jednym z naszych celów jest przekuwanie wiedzy w praktykę, a konsulting dla firm jest najlepszą tego gwarancją. Poza tym w ten sposób można dowiedzieć się, jakie są najbardziej palące problemy dla firm i czym zajmować się w swojej pracy naukowej. Jeśli bierzesz udział w praktycznych projektach, stajesz się też dużo ciekawszym profesorem z punktu widzenia studentów.

Intensywność pracy naukowej w Dolinie Krzemowej dorównuje tej w biznesie?

Pewnie – naprawdę nikt tu się nie obija. Kultura jest jednak taka, by nie zatracać się w pracy. Nawet młodzi startupowcy mają czas, by co weekend pochodzić po górach czy się powspinać. Wielu znajomych przed pracą jedzie nad ocean, by popływać na desce. Żyjąc w Polsce, nie doświadczyłem takiej równowagi pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym. A szkoda, bo myślę, że to nie tylko zdrowo, ale i dobrze z punktu widzenia kariery. Osoby, które spotykasz nad oceanem czy w górach, to twoi przyszli klienci, pracownicy i partnerzy w biznesie. Wypad nad ocean, żeby popływać z rekinami, może się niejednokrotnie bardziej przysłużyć rozwojowi firmy niż ten sam czas spędzony w biurze.

Ale praca, która musi być wykonana, musi być wykonana.

Wydaje mi się, że efektywność pracy jest tu dużo większa niż w Polsce, co wynika z wielu czynników. Ci, którzy przyjechali tu z zagranicy, to zwykle ludzie najbardziej pracowici, ambitni i kreatywni. Ci, którzy urodzili się tutaj, to potomkowie takich samych ambitnych i pracowitych imigrantów, którzy kultywują etos uczciwej pracy. To się naprawdę czuje tutaj bardzo wyraźnie. Zarówno na uniwersytecie, jak i w okolicznych firmach, nikt nie sprawdza, o której przychodzisz czy wychodzisz z pracy lub czy nie siedzisz na Facebooku. Tzw. free-riderzy są tak rzadcy, że nikt się nimi nie przejmuje.

Startupy w Dolinie Krzemowej

Widzisz więcej takich kulturowych luk pomiędzy Stanami a Polską?

W Polsce mamy, na przykład, permanentny kryzys zaufania. Kiedy prowadziłem biznes w Warszawie, ludzie notorycznie oszukiwali siebie w różny sposób. Pewnie oszukują się i tutaj, ale na pewno na znacznie mniejszą skalę. I wcale nie wynika to z lepszych umów czy lepszych prawników. Umowy są tutaj dużo krótsze, a sprawy sądowe bardziej skomplikowane, a jednak rzadko słyszy się o przekrętach i panuje tu niesamowity poziom zaufania.

(fot. fot. Michał Kosiński / )

Widać to na rynku startupów. Przed inwestorem staje młody człowiek, bez żadnych osiągnięć na koncie, który ma po prostu fajny pomysł i który na podstawie umowy liczącej dwie strony A4 dostaje na jego realizację setki tysięcy, jeśli nie miliony dolarów. I taki gość nie ucieka z milionem na Kajmany. Może dlatego, że jest tutaj fajniej niż na Kajmanach? A może pieniądze imponują tu ludziom mniej niż osiągnięcia i przygody?  

Dolina Krzemowa nie jest też taka duża i ludzie dobrze się znają, więc liczy się osobista renoma. Co ciekawe, renoma nie jest wprost proporcjonalna do stanu konta czy poprzednich sukcesów, a raczej zależy od tego, jak traktujesz innych. Słyszę masę historii o ludziach, którym nie wypaliły cztery firmy, a dostali pieniądze na piątą, często od tego samego inwestora, bo spodobało mu się, jak taki człowiek potraktował byłych pracowników. Mówi się tutaj, że uczysz się na błędach, a nie na sukcesach.

Porażki za nie swoje pieniądze - tak typowe tutaj - smakują też trochę inaczej.

Jest to bardzo dobre podejście. Inwestując swoje własne pieniądze - czy to na giełdzie, czy w biznesie - nie jesteś w stanie racjonalnie o nich myśleć. Zupełnie inne procesy psychologiczne kierują ludźmi, którzy inwestują środki innych osób. Łatwiej podejmować ryzyko, które często jest niezbędne. Co więcej, nie ma lepszego sojusznika niż ktoś, kto zainwestował swoje pieniądze w twój biznes. Taki inwestor dołoży wszelkich starań, żeby twoja firma odniosła sukces.

W Dolinie najlepiej, żeby zadziało się to w internecie.

Bądźmy szczerzy - Dolina Krzemowa to przede wszystkim mikrokosmos startupów IT. Będąc tu na miejscu, blisko siebie, firmy mogą rozkwitać dzięki wymienianiu się ludźmi i pomysłami. Liczy się też przepływ pracowników pomiędzy firmami. Dla przeciętnego HR-owca może brzmi to jak horror, ale dla samych firm jest niesamowitą korzyścią. Ludzie, przenosząc się pomiędzy firmami, dokonują transferu kultury i wiedzy. Organizacje dużo się w ten sposób uczą od siebie nawzajem.  

Uważasz, że w Dolinie Krzemowej jest miejsce na biznes nieinternetowy?

Dolina to, może przede wszystkim, mekka dla inwestorów i ludzi z pomysłem na biznes. Sprawdzić może się cokolwiek. Podam przykład: poznałem ostatnio młodego człowieka, który zaraz po studiach licencjackich wymyślił sobie, że będzie się zajmował przerabianiem śmieci w złoto. Okazuje się, że w kilogramie zużytego sprzętu komputerowego jest więcej złota niż w kilogramie rudy złota. Pomysł nie jest nowy, cała masa podobnych fabryk pracuje na całym świecie. Ten człowiek w kilka miesięcy nauczył się technologii, przygotował biznesplan, znalazł inwestorów i zebrał ponad 40 mln dolarów inwestycji. Mniej niż rok później, fabryka oficjalnie rozpoczęła działanie. Pracowity człowiek z rozsądnym planem łatwo znajdzie tutaj pieniądze na otwarcie biznesu.

Gorzej pewnie ze znalezieniem pracowników?

To prawda, brakuje rąk, a raczej głów do pracy. Na przykład bardzo trudno znaleźć programistów, o ile nie chcesz im płacić jako pierwszą pensję 150 tys. dolarów rocznie. Dlatego wiele firm otwiera tutaj oddział czy siedzibę, a pracę outsourcują do innych krajów. Ktoś mógłby pomyśleć, że to działa na niekorzyść takiej firmy w oczach kontrahentów czy inwestorów. Nic bardziej mylnego, inwestor czy klient zna lokalne realia i wie, że w taki sposób firma dostarczy lepszą usługę za tę samą cenę.

Czytaj dalej: "Trzeba zachęcać Polaków do tego, żeby wyjeżdżali" »

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
8 3 ~Tomek

Panie Michale, i cóż pan takie zyskał? Więcej kasy, świat otworem, dom i ciekawą pracę. I całe dalsze życie, w którym będzie pan ZAWSZE OBCYM do końca swych dni. Takich domów, jakie są u nas - nie mają ci najbogatsi tam, gdzie pan jest. Mówię o tych z górnej półki u was i u nas. Ja mam taki zawód, że świat zawsze stal przede mną otworem - ale NIGDY bym nigdzie nie został. Tu w Polsce jestem U SIEBIE - z moimi rodzicami, rodzeństwem - i wszystkimi przyjaciółmi i znajomymi ! Rozumiem ana - ale ja nie mam gorzej niż pan - ani finansowo, ani "lokalowo", ani rozwojowo... a mam koło siebie tych wszystkich, których kocham ! I JESTEM U SIEBIE, PAN NIE. Pozdrawiam.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 4 ~niepelnosprawny_org

dziekuje bardzo, ja zostaje i nie lubie tej reklamy

! Odpowiedz
6 4 ~fakt

Polacy jak karaluch rozlazły się po całym globie

! Odpowiedz
0 11 ~mc

Gratulacje !!! Bardzo cieszy sukces i takie podejscie :) Trzymam kciuki !!

! Odpowiedz
0 14 ~maria

Należy być dumnym z Takich POLAKÓW . Moje gratulacje oby tak dalej i oby o takich polakach mówiło się jak najwięcej w Polsce. Jesteśmy szczęśliwi czytając o Twoich sukcesach. Pozdrawiam.

! Odpowiedz
3 25 ~moses

Po pierwsze rodzice tego gentlemana zapłacili za jego edukację w Polsce płacąc podatki. Także nic nie jest wam winny. Po drugie Pan sugeruje, że Polacy powinni wyjeżdżać ponieważ podróże kształcą, a rzadko który naród jest tak skrajnie zacofany i chamski jak właśnie Polacy. Więc sugestia tego Pana jest trafna i wyrażona uprzejmie. W Polsce nadal społeczeństwo ma komunę w głowie. Wciąż myśli, że mu się coś należy i ktoś mu coś powinien dać za darmo. Otóż nie - nie ma czegoś takiego jak darmowy lunch. Na zachodzie wiedzą to od setek lat i się tego starannie trzymają. Nikt mnie nie zmusi do płacenia podatków w Polsce na wspieranie rolników, górników i innych grup społecznych, którym za poparcie dług spłaca w danej chwili władza. Pozdrawiam z Herefordshire.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 3 ~Pszemek

W IT każdy znajdzie pracę (ja programować nauczyłem się na YouTube). Ale co kto lubi. Polecam przejrzeć zarobki w branżach :P

! Odpowiedz
0 1 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
12 28 ~as

Jednemu się udało,a dziesięciu jedzie na greenpoint wyburzać azbestowe chaty. Ale trzeba zachęcać , jasne. Komuna przez 50 lat i PO przez 8 lat badzo skutecznie to robili.

! Odpowiedz
2 6 ~Oxford_Student

@~julek Na uczelniach angielskich twoj wiek nie ma znaczenia

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne