Tempo przyrostu podaży pieniądza w listopadzie wyraźnie spowolniło i było najniższe od lutego 2018 roku – wynika z najnowszych danych Narodowego Banku Polskiego. Wolniejszy przyrost pieniądza zwiększa szanse na spadek inflacji CPI w 2023 roku.


Na koniec listopada 2022 roku podaż pieniądza M3 w Polsce wyniosła 2 082 mld zł i była już „tylko” o 5,6% wyższa niż rok wcześniej – podał NBP. To najniższa dynamika roczna od lutego 2018 roku, a więc od prawie 5 lat. Dla porównania, podczas covidowego „dodruku” pieniądza w 2020 roku agregat M3 przyrastał w tempie 16-18% w skali roku.
Na agregat M3 składają się nie tylko pieniądz gotówkowy (ten stanowi tylko 17% ogółu), ale przede wszystkim wkłady osób fizycznych, przedsiębiorstw, samorządów i agend rządowych trzymanych w sektorze bankowym. Ten pieniądz bankowy (czyli depozyt stanowiący drugą stronę kredytu) stanowi ponad 80% ogółu i to jego zmiany mają decydujący wpływ na całkowitą ilość pieniądza w gospodarce.
Od kilku miesięcy widać ostre wyhamowanie podaży pieniądza w Polsce. Barierę dwóch bilionów złotych osiągnęliśmy w marcu. I od tej pory agregat M3 urósł już „tylko” o 72,4 mld zł – czyli o 3,6%. Gdyby ilość pieniądza przyrastała w tym takim samym tempie jak w listopadzie (czyli 0,52% mdm), to za 12 miesięcy jego podaż zwiększyłaby się o 6,4%. Byłby to więc wzrost wyraźnie wolniejszy niż w poprzednich kilku latach.
Zakładając, że rację mają monetaryści - dla których inflacja na dłuższą metę wynika ze wzrostu podaży pieniądza – to spadek dynamiki M3 pozwalałby oczekiwać spadku inflacji w 2023 roku. Oczywiście pod warunkiem, że tempo obiegu pieniądza pozostałoby na niezmienionym poziomie. Obecna inflacja jest w znacznej mierze rachunkiem wystawionym przez rzeczywistość za politykę covidowych lockdownów z lat 2020-21 i wynikającym zeń pompowaniem pieniądza w gospodarkę. Zatem ograniczenie wzrostu M3 powinno w dłuższym terminie przyczynić się także do dezinflacji w gospodarce.
Przy tym ważna uwaga – spadek inflacji nie oznacza, że ceny zaczną spadać. Znaczy to tylko tyle, że będą rosły wolniej niż w poprzednich miesiącach. Dopiero deflacja sprawiłaby, że ceny zaczęłyby się obniżać. Ale taki proces w systemie rezerwy cząstkowej i pieniądza fiducjarnego jest praktycznie nieosiągalny.






























































