Zero obaw - tak szefostwo Ryanaira komentuje coraz bardziej dramatyczne prognozy odnośnie do kurczących się zapasów paliwa lotniczego. Samoloty z harfą będą latały, zachowując przy tym siatkę połączeń. Jedyny szkopuł to ceny.


Czy mamy plany na armageddon? Oczywiście, że tak, choć nie sądzę, by ziścił się najczarniejszy ze scenariuszy. Realizujemy w 100 proc. letni plan lotów. Wszystko wskazuje, że także utrzymamy pierwotny harmonogram zimowy - chwali się Neil Sorahan, dyrektor finansowy przewoźnika w CNBC.
To jednak nie oznacza, że wszyscy sobie poradzą. Jak już nie raz zaznaczał CEO Ryanaira, "niektórzy ze słabszych przewoźników, którzy zmagali się z problemami przed kryzysem paliwowym, mogą zbankrutować".
Ma także inne powody do zadowolenia. Po publikacji rocznych wyników finansowych kurs akcji poszedł w górę o około 6 proc. (choć od początku 2026 roku spadł o około 202 proc.).
Ryanair spokojny o zapasy paliwa. Zapowiada realizację 100 proc. letnich lotów
Jak wielokrotnie podkreślało kierownictwo, Ryanair ma zabezpieczone 80 proc. paliwa po cenie 668 dolarów za tonę metryczną, a więc po cenie sprzed eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. Za pozostałe 20 proc. musi niestety płacić rynkowe stawki. Przewoźnik nie martwi się także o dostawy, choć zgodnie z doniesieniami medialnym Unia Europejska ma niemal walczyć o każdą baryłkę z innymi krajami.
Przeczytaj także
Sorahan przyznał w wywiadzie, że nie byłby zaskoczony, gdyby już zimą europejskie linie lotnicze powtórzyły scenariusz wytyczony przez upadek Spirit Airllines w USA. - Rynek ropy jest bardzo niestabilny. Jeszcze kilka miesięcy temu mieliśmy obawy dotyczące podaży, ale jesteśmy coraz bardziej przekonani, że tego lata nie będzie problemów z ropą - dodaje.

Ryanair nie jest zbytnio zaniepokojony dostawami paliwa lotniczego. Zabezpieczyliśmy bowiem dostawy z USA, Wenezueli i Brazylii - dodaje.
Czy Ryanair podniesie ceny biletów latem?
Zgodnie z dokumentami opublikowanymi wraz z wynikami, spółka początkowo spodziewała się, że będzie zmuszona je podwyższyć na początku lata. Obecnie prognozuje, że w znacznej mierze pozostaną one na niezmienionym poziomie, choć ostatecznie wszystko będzie zależało od rezerwacji Last minute w szczycie sezonu. Podróżni czekają teraz niemal na ostatnią chwilę z rezerwacjami, stąd pewna trudność w przedstawieniu przewidywań.
Ryanair nie planuje także wprowadzenia dopłaty paliwowej. Zostawia sobie jednak furtkę.
- Nie obiecywaliśmy, że nie będzie podwyżek cen. Stosujmey strategię "load active, yield passive" [czyli przedkładanie maksymalnego zapełnienia samolotu nad wyższą marżą - przypis red.]. To oznacza, że ustalamy ceny tak, aby zapełnić samoloty, i to konsumenci w dużej mierze decydują o tym, ile zapłacą za podróż - wyjaśnia.
Przeczytaj także
IATA przedstawia odwrotne prognozy
Bardziej radykalne zdanie ma szef Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA) Willie Walsh. Jak zaznacza, "podwyżki cen biletów są nieuniknione. Nie ma bowiem innej możliwości, by dodatkowe koszty ponieśli jedynie przewoźnicy".
Ostatnio część linii lotniczych obniżyła ceny biletów, obawiając się obniżającej się liczby rezerwacji, jednak trend ten ze względów finansowych jest to bardzo krótkotrwały trend.
- Nie ma powodów do paniki, choć w okresie wakacyjnym lotniczym branża może doświadczać perturbacji związanych z paliwem, a nawet pewnych niedoborów - mówi Willi Walsh. Wynikają one przede wszystkim z faktu, że w okresie wakacyjnym średnio liczba lotów wzrasta o 25 proc. w porównaniu z np. marcem.
Nawet gdyby cieśnina Ormuz została otwarta jutro, skutki zakłóceń spowodowanych będą jeszcze odczuwalne w przysłym roku - dodaje.
Linie lotnicze na razie mają swoje sposoby radzenia sobie z kryzysem paliwowym. Część nich bezlitośnie tnie siatki połączeń: jedne skupiają się na tych krótkodystansowych, inne - na mało rentowych trasach. Ceny z "długodystansowe" bilety już poszły w górę.
Szef Ryanaira prognozuje bankructwo konkurencji. „Mogą mnie pozwać, ale nie zdążą”
- Wojna kosztowała nas już 50 mln dolarów więcej. Tyle zapłaciliśmy za paliwo - grzmi Michael O'Leary i dodaje, że jego zdaniem dwie lub trzy europejskie linie lotnicze zbankrutują jesienią. Tę ponurą przyszłość szef Ryanaira wieszczy konkurencji: Wizzairowi i Air Baltic. - Mogą mnie pozwać, ale nie będą mieli na to czasu - wyjaśnia w wywiadzie dla włoskiego dziennika ekonomicznego "Il Sole-24 Ore".
opr. aw

























































