Pracownik zatrudniony na podstawie umowy o pracę z wynagrodzeniem minimalnym, które wynosi 1500 zł brutto, na rękę otrzymuje 1111 zł, a kosztuje pracodawcę 1777 zł. Do tego należy doliczyć inne pozapłacowe koszty wynikające z Kodeksu pracy, przepisów BHP, itp. Innymi słowy, gdyby projekt wszedł w życie pracownik otrzymałby ok. 300 zł podwyżki brutto. Zarobiłby wtedy 1800 zł brutto, czyli 1320 zł na rękę (210 zł więcej niż obecnie), a jego wynagrodzenie kosztowałoby pracodawcę 2132 zł.
Podatek płacony od tego wynagrodzenia wynosiłby 93 zł, składka zdrowotna 139 zł oraz łączny ZUS pracownika i pracodawcy 578 zł. Obecnie jest to odpowiednio 66 zł, 116 i 482 zł. Stąd warto zadać sobie pytanie co projektodawcy chcą osiągnąć – zwiększyć pensje najgorzej opłacanych pracowników, czy zwiększyć wpływy do budżetu państwa? Jeżeli to pierwsze, to projekt już na tym etapie można wyrzucić do kosza.
Warto przy tym pamiętać, że płaca minimalna jest wskaźnikiem od wartości, którego uzależnione są inne płatności do ZUS, np. podstawa wymiaru składek dla przedsiębiorców prowadzących działalność nie dłużej niż 24 miesiące wynosi 30% wynagrodzenia minimalnego.
Rząd powinien zwiększyć płacę minimalną, bo 1111 zł netto to kwota bliska minimum socjalnemu. Równocześnie należy pamiętać o odgórnym ograniczeniu, którym jest całkowity koszt pracy, który już w tym momencie nie zachęca przedsiębiorców do zatrudniania na podstawie umowy o pracę.
Stąd warto rozważyć pomysł stosowania preferencyjnych stawek ZUS dla osób, które otrzymują płacę minimalną, np. obniżając je o połowę lub wprowadzając progi składkowe na wzór podatkowych dla osób o najniższym wynagrodzeniu (równocześnie należałoby pamiętać o tym, by zysk z mniejszego ZUS nie został zniwelowany przez zaliczkę na podatek, dlatego podstawa do opodatkowania powinna pozostać na takim poziomie jak przy obecnej wysokości składek). Warto to przemyśleć, ponieważ obecnie najniżej opłacany pracownik płaci do ZUS niewiele mniej niż przedsiębiorca.
Nie zachęcam przy tym do podnoszenia składek tym drugim, tylko do radykalnego obniżenia kosztów pracy, które jak wiadomo są największą barierą w rozwoju przedsiębiorstw w Polsce. Efekt takie działania może być tylko pozytywny – spadek bezrobocia, zmniejszenie liczby osób pracujących na podstawie umów cywilnoprawnych oraz wzrost gospodarczy. Z początkową nierównowaga budżetową rząd sobie poradzi.
Łukasz Piechowiak, Bankier.pl































































