Prezydent Andrzej Duda i liczni członkowie rządu PiS od ponad dwóch lat intensywnie zabiegają o poprawę relacji z Chinami. W obliczu rosnącej rywalizacji USA z Państwem Środka coraz częściej ze strony polskiej padają jednak cierpkie słowa pod adresem Pekinu. Tym razem krytycznie na temat współpracy handlowej wypowiedział się premier Mateusz Morawiecki.
Prezydent Andrzej Duda udał się do Chin na zakończenie pierwszych 100 dni prezydentury. Była to jego pierwsza oficjalna podróż do Azji. Za Murem gościli także premier Beata Szydło, ówczesny wicepremier Morawiecki oraz inni członkowie rządu i parlamentu. W 2016 r. Polskę odwiedził z kolei przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping. Intensyfikacji stosunków dwustronnych sprzyjają nadzieje związane ze sztandarową inicjatywą Xi - "Pasem i Szlakiem".
W dotychczasowej narracji strony polskiej dominowało pozytywne przesłanie - Chiny to szansa na ekspansję, dywersyfikację, inwestycje. Zarzuty o protekcjonistycznej polityce gospodarczej Pekinu były podnoszone, ale tonęły w zalewie zalet i optymizmu. Rzeczywistość powoli weryfikuje to nastawienie.
Kluczowe powody są dwa - natury gospodarczej i politycznej. Rząd PiS, podobnie jak Komunistyczna Partia Chin, uważa, że nadwyżka w handlu zagranicznym jest korzystna, a krajowe przedsiębiorstwa powinny znajdować się w krajowych rękach. Prowadzi to do prostego konfliktu interesów - obie strony chcą więcej eksportować i ograniczać import, obie nie za bardzo chcą wpuścić zagraniczną konkurencję na rynek wewnętrzny. Co by się stało, gdyby wszystkie kraje prezentowały podobne podejście, nie trzeba chyba tłumaczyć.
Pole do współpracy oczywiście istnieje, bo obie strony dopuszczają pewne odstępstwa od przyjętej polityki. Przyjaźń polsko-chińską weryfikuje jednak napięta sytuacja na linii Pekin-Waszyngton. Administracji Donalda Trumpa również bardzo nie podoba się ogromny deficyt w handlu dwustronnym oraz globalna ekspansja chińskich przedsiębiorstw, ściśle powiązanych i w domyśle realizujących interesy władz Państwa Środka.
Morawiecki: Zastanawiam się, czy nie stawiamy pewnych kwestii na głowie
W tym gospodarczo-politycznym kontekście wywiadu "Dziennikowi Gazecie Prawnej" udzielił premier Morawiecki. Bartek Godusławski zapytał szefa polskiego rządu o "wzmożenie w naszych relacjach z USA", na co premier odparł, że to "nasz strategiczny partner" i nawiązał do współpracy handlowej. O dziwo, nie omieszkał przy tym wytknąć kilku kwestii Pekinowi.
"Podczas Światowego Forum Ekonomicznego poprawność polityczna nakazuje ganić Stany Zjednoczone za ich hasło »America First«, a chwalić Chińczyków za relatywną otwartość" - stwierdził Morawiecki, zauważając korzystną dla Pekinu kliszę, która zdążyła już chyba na dobre zagościć w głowach wielu osób na Zachodzie. Należy wyraźnie oddzielić deklarowaną m.in. przez Xi otwartość od rzeczywistości. "Otwartość" Chin jest w rzeczy samej bardzo "relatywna", czyli mocno ograniczona.
W dalszej części wypowiedzi premier Polski zaznacza swój sceptycyzm do powyższej narracji: "Jak widzę nasz bilans handlowy z Chinami i proporcje 1 do 12 na korzyść Chin, a w wielu krajach Europy Środkowej jest podobnie, to się zastanawiam, czy nie stawiamy pewnych kwestii na głowie."
Morawiecki rysuje wyjątkowo ponurą wizję obecnego stanu handlu polsko-chińskiego, opierając się na wyliczeniach GUS. Istnieje jednak kilka instytucji, stosujących różne metody określania wielkości wymiany handlowej. Proporcja 1 do 12 to najbardziej skrajna wersja wyliczana przez polskich statystyków. W tym zestawieniu porównuje się wartość towarów wysyłanych bezpośrednio do Chin i wartość towarów pochodzących z Chin, czyli trafiających do Polski np. z Niemiec, a nie bezpośrednio zza Muru. Wadą tej metody jest fakt, że nie uwzględnia ona, że ponad jedna czwarta eksportu znad Wisły jedzie za naszą zachodnią granicę, by potem w części trafić do Państwa Środka. Gdyby porównać wartość eksportu z Polski do Chin z wartością importu według kraju wysyłki (czyli skąd bezpośrednio trafia towar) relacja spada do 1 do 7,5. Z kolei według danych chińskich wynosi 1 do 5,3 (towary pochodzące z Polski do towarów wysłanych bezpośrednio z Chin do Polski).
Stosunek 1 do 12, o którym mówi Morawiecki, jest przy tym nieporównywalny do innych krajów Europy Środkowej. Z danych Eurostatu wynika, że największą dysproporcję odnotowują kraje południa Europy - Cypr (1 do 12,6) i Grecja (1 do 8,8), a czwarta jest Chorwacja (1 do 7,8). Państwa te nie są jednak czempionami eksportu dóbr, lecz usług (turystyka), więc porównywanie się z nimi w kategorii handlu towarami nie ma większego sensu. Polska proporcja (1 do 8,2) plasuje nas daleko od partnerów z Grupy Wyszehradzkiej - Czechów (1 do 5,5), Węgrów (1 do 3,7) czy Słowaków (1 do 2,8). Warto przy tym podkreślić, że Polska jest przy innych krajach Europy Środkowej (poza Czechami) prawdziwym gigantem importu, a pod względem eksportu znajduje się za pierwszymi i nieznacznie przed drugimi. Z kolei według chińskich danych Polskę wyprzedzają zarówno Czechy, jak i Węgry.
Faktycznie marne proporcje, jakkolwiek wyliczane, nie są taką katastrofą, jak niektórym, w tym premierowi Morawieckiemu, się wydaje. Deficyt z Chinami jest rekompensowany w wymianie z innymi krajami - globalnie od 2015 r. jesteśmy na plusie - eksport z Polski przewyższa import do kraju. Firmy nad Wisłą są po prostu elementami globalnych łańcuchów wartości. Część "polskich" podzespołów znajduje się w "niemieckich" maszynach sprzedawanych za Mur. Celem Warszawy powinno być raczej pięcie się firm funkcjonujących w Polsce w górę łańcuchów wartości, czyli przechwytywanie większej części marży, niż niwelowanie deficytów bilateralnych. Więcej na ten temat przeczytasz w artykule "Eksport z Polski do Chin najwyższy w historii".
Najnowsze wieści zza Muru

Więcej informacji, komentarzy i analiz dotyczących gospodarki Chin znajdziesz w naszej nowej sekcji.
Maciej Kalwasiński




























































