Pięć różnic pomiędzy polskim złotym a turecką lirą

główny analityk Bankier.pl

Polski złoty na rynkach finansowych zaliczany jest do grona walut rynków wschodzących. I niestety czasami obrywa rykoszetem z powodu kłopotów takiej na przykład liry tureckiej czy innego peso.

Kilka lat temu taki jeden polski polityk chciał, aby Polska była jak Turcja. Dziś ten sam polityk ma pełnię władzy nad Wisłą, ale na szczęście odpuścił sobie „turecki kierunek”. I bardzo dobrze, bo turecka lira doznała w tym roku załamania, tracąc 20% względem dolara. Można więc rzec, że po raz kolejny zadziałała druzgocąco skuteczna „klątwa polskiego polityka”.

Na szczęście za polskim złotym stoją solidniejsze fundamenty niż za turecką lirą. Po pierwsze, polski pieniądz cechuje się znacznie niższą inflacją. Tj. znacznie wolniej traci siłę nabywczą niż turecka lira. Przez ostatnie 16 lat przeciętna inflacja CPI w Polsce wyniosła niespełna 2% i w tym okresie ani razu nie przekroczyła 5%. Tymczasem w Turcji przez ostatnią dekadę inflacja CPI ani razu nie spadła poniżej 4%, nierzadko osiągając wartości dwucyfrowe. Średnia inflacja CPI w Turcji w latach 2004-17 wyniosła aż 8,5%! To cztery razy więcej niż w Polsce. Zatem to turecka waluta znacznie szybciej traciła siłę nabywczą niż polski złoty.

(Turkish Statistical Institute)

Po drugie, Polskę i Turcję diametralnie różni pozycja banku centralnego. Owszem, możemy narzekać, że kolejne Rady Polityki Pieniężnej zawsze ze sporym opóźnieniem reagowały na wzrost inflacji cenowej i że obecna Rada jako pierwsza w historii bezczynnie toleruje ujemne realne stopy procentowe. Jednakże na tle Banku Centralnego Republiki Turcji (TCMB) nasz Narodowy Bank Polski prezentuje się jako ostoja dobrze rozumianego monetarnego konserwatyzmu. Poza najnowszym epizodem NBP zwykł był utrzymywać nominalną stopę procentową powyżej bieżącej inflacji CPI.

Podaż pieniądza M2 w Turcji (w mld TRY).
Podaż pieniądza M2 w Turcji (w mld TRY). (theglobaleconomy.com)

W Turcji bywało z tym różnie. Ponadto tureckie władze „od zawsze” tolerowały potężną ekspansję kredytową. Od roku 2006 podaż pieniądza M2 nad Bosforem wzrosła aż siedmiokrotnie! W Polsce w tym samym czasie ilość pieniądza zwiększyła się „tylko” 3,2-krotnie. Dla porównania , w strefie euro podaż pieniądza M2 w tym okresie zwiększyła się o 77%.

Po trzecie, Turcja w ostatnich latach niebezpiecznie zadłużała się za granicą, podczas gdy trajektoria polskiego zadłużenia wyraźnie wyhamowała. Turcja intensywnie zaciągała zagraniczne pożyczki od początku lat 90. i trend ten nasilił się na początku XXI wieku. W ciągu ostatnich 15 lat zadłużenie zagraniczne Turcji zwiększyło się czterokrotnie, na koniec 2017 roku sięgając rekordowych 453,2 mld dolarów.

Dług zagraniczny Turcji (w mln USD).
Dług zagraniczny Turcji (w mln USD). (tradingeconomics.com)

W Polsce tempo przyrostu długu zagranicznego początkowo było jeszcze silniejsze (z ok. 50 mld dol. do rekordowych 390 mld dol. na koniec 2014 roku), ale od kilku lat wartość zadłużenia zagranicznego brutto pozostaje stabilna. Różna też jest jego struktura. W Polsce za ¼ odpowiadają bezpośrednie inwestycje zagraniczne (to tzw. dobry dług), a prawie 40% to długoterminowe zobowiązania rządu. Natomiast w Turcji u zamorskich pożyczkodawców zadłużony jest przede wszystkim sektor bankowy (blisko 40% zadłużenia zagranicznego) oraz sektor przedsiębiorstw (36%). Co więcej, tylko w 2016 roku zadłużenie tureckich firm i banków zwiększyło się o 36 mld dol. Przy szybko osłabiającej się krajowej walucie i rosnących stopach procentowych w USA stanowi to potencjalne źródło poważnego kryzysu gospodarczego. W Polsce takiego ryzyka obecnie nie widać.

Po czwarte, w ostatnich latach turecka gospodarka podążała zupełnie inną ścieżką niż Polska. W Turcji kwitła kredytowana konsumpcja napędzająca PKB i dająca iluzję gospodarczego boomu. Mimo nieudanego wojskowego puczu, stanu wyjątkowego i politycznych czystek w sektorze publicznym PKB Turcji przez ostatnie kwartały rósł w imponującym tempie 5-7% rocznie.

Nad Wisłą i Odrą wzrost gospodarczy był o połowę słabszy, ale za to zbudowany na bardziej stabilnych fundamentach. U nas motorem wzrostu w ostatniej dekadzie był w głównej mierze eksport. W tym przede wszystkim szybko rosnący eksport usług powstały w ramach centrów BPO/BPS. W rezultacie w 2017 roku Polska po raz pierwszy od 22 lat odnotowała dodatnie saldo na rachunku obrotów bieżących. Przepływy dochodów i kapitału między krajem a zagranicą były zrównoważone.

Za to w Turcji importochłonny wzrost gospodarczy w połączeniu z silnym wzrostem cen ropy naftowej i gazu ziemnego (Turcja jest znaczącym importerem obu tych surowców) skutkował niebezpiecznym pogłębieniem deficytu na rachunku bieżącym. W 2017 roku wzrósł on do 5,5% PKB, a w pierwszych miesiącach tego roku przekroczył alarmowy poziom 6%. Oznacza to, że Turcja jako kraj musi coraz bardziej zapożyczać się za granicą. To grozi załamaniem gospodarczym, gdyby zagraniczni wierzyciele utracili zaufanie do kraju (co właśnie się dzieje) i zakręcili kurek z kredytami.

Po piąte, pod rządami Recepa Erdogana Turcja nie wydaje się krajem zbyt stabilnym politycznie. Turecki „sułtan” trzyma kraj żelazną ręką i po spacyfikowaniu armii, sądownictwa i sytemu edukacji w praktyce uzyskał władzę absolutną. Jednakże autorytarne rządy jednostki na dłuższą metę generują większe ryzyko dla stabilności kraju niż demokratyczna wymiana większości parlamentarnej i ograniczonego przez system równowagi władz rządu. Co prawda w Polsce trójpodział władz również został poważnie osłabiony (i to nie tylko w ostatnich dwóch latach!), lecz u nas nikt nie delegalizuje partii opozycyjnych i nie wsadza ich działaczy do więzień.

(fot. Stringer / FORUM)

Tutaj dochodzimy do kluczowej z punktu widzenia zagranicznych inwestorów kwestii niezależności banku centralnego od partyjnych polityków. W Turcji niezależność TCMB stała się fikcją. Słynący z wręcz obsesyjnej wrogości do wysokich stóp procentowych prezydent Erdogan wtrąca się do polityki monetarnej i blokuje podwyżki stóp procentowych. Tymczasem mimo zbyt luźnej (w mojej ocenie) polityki monetarnej RPP Narodowy Bank Polski wciąż zachowuje formalną – i chyba także faktyczną – niezależność od prezesa Kaczyńskiego i premiera Morawieckiego. Ponadto żaden z nich (przynajmniej publicznie) nie komentuje polityki prowadzonej przez Radę.

Rezultaty widzimy na wykresach. Gdy spojrzymy na notowania pary euro-złoty w długim okresie, zobaczymy stabilizację wokół poziomu 4,00 zł za euro z odchyleniami +/- 50 groszy. Co prawda narzekamy, że złoty nie robi tego, co powinna robić waluta kraju „nadganiającego” poziom rozwoju wyżej rozwiniętych gospodarek. To znaczy – złoty od dekady nie zyskuje wobec euro.

(Bankier.pl)

Ale to i tak lepiej niż turecka lira, która znajduje się w permanentnym trendzie spadkowym. Jeszcze 5-6 lat temu Turcy płacili ok. 2,3 liry. Teraz euro kosztuje 5,37 liry, a pod koniec maja cena wspólnotowej waluty przekraczała nawet 5,5 liry. Piorunujący efekt widać na parze lira-złoty. Niemal dekadę temu kurs liry kształtował się w pobliżu 2 złotych. 12 czerwca 2018 roku jedna lira była warta już niespełna 80 groszy. 

Krzysztof Kolany

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
10 7 karroryfer

Turecka polityka gospodarcza na pewno ma spore braki. Jednak Turcja rosła przez ostatnie 15 lat bardzo szybko ( znacznie szybciej niż PL ) więc nierównowagi musiały się pojawić

! Odpowiedz
1 26 silvio_gesell

Najważniejsza różnica: w Polsce firmy zadłużone w euro - zarabiają w euro. W Turcji firmy zadłużone w dolarze - nie.

! Odpowiedz
USD/PLN -0,37% 3,7130
2018-06-22 16:47:00
EUR/PLN -0,15% 4,3198
2018-06-22 16:47:00
EUR/USD 0,23% 1,1634
2018-06-22 16:47:00
CHF/PLN -0,15% 3,7518
2018-06-22 16:47:00

Porównywarka kantorów internetowych

za

Znajdź profil

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl