Podczas gdy amerykańskie sieci handlowe prześcigały się w promocjach, ceny akcji na Wall Street śrubowały rekordy wszech czasów. Cztery główne nowojorskie indeksy zakończyły skróconą sesję na najwyższych poziomach w historii.


Piątek po Święcie Dziękczynienia to pierwszy dzień bożonarodzeniowych promocji w amerykańskich sieciach handlowych. Nazwa „czarny piątek” podobno wzięła się stąd, że tego dnia sklepy wychodzą na plus w skali całego roku i do końca grudnia wypracowują zyski. Sesja na nowojorskich parkietach była skrócona o trzy godziny.
Długość handlu nie miała jednak żadnego znaczenia. Podobnie jak w poprzednich dniach amerykańskie indeksy symultanicznie poprawiły nominalne rekordy wszech czasów – poprzedni raz z taką serią mieliśmy do czynienia jeszcze w XX wieku.
Dow Jones po zwyżce o 0,36% finiszował z wynikiem 19 152,14 pkt. S&P 500 urósł o 0,39%, sięgając 2213,35 pkt. Nasdaq zyskał 0,34%, wspinając się na wysokość 5398,92 pkt. Historyczny szczyt osiągnął także indeks mniejszych spółek – Russell 2000 – który przez ostatni miesiąc urósł o 11% (dla porównania: S&P 500 poszedł w górę „tylko” o 3,3%).
Ostatnie trzy tygodnie były okresem zdecydowanych wzrostów na Wall Street. Nowojorskie giełdy nie przestraszyły się wyników wyborów prezydenckich i na przekór wszystkim prognozom rozpoczęły rajd na północ, zajmując dziewicze terytoria (S&P 500 powyżej 2200 pkt., DJIA powyżej 19 000 pkt.). W rezultacie wyceny amerykańskich spółek stały się jeszcze bardziej astronomiczne – indeks S&P 500 jest wyceniany na blisko 25,5-krotność przypadających nań zysków za ostatnie cztery kwartały. W relacji do przychodów wyceny osiągnęły poziom nie widziany od czasów bańki internetowej.
Równocześnie inwestorzy nic sobie nie robią z oczekiwanej na grudzień podwyżki stopy funduszy federalnych. O ile druga w ciągu dekady podwyżka stóp w Rezerwie Federalnej stała się już przedmiotem żartów, to zadłużonym po uszy amerykańskim kompaniom (relacja długu do EBIDTA dla spółek niefinansowych z S&P 500 przekroczyła 2,3 i jest najwyższa w XXI wieku), raczej nie jest do śmiechu.
Trzymiesięczny LIBOR dla dolara – czyli rynkowy wyznacznik kosztów kredytu – sięga co prawda tylko 0,92%, ale to najwyższy poziom od 2009 roku. LIBOR USD 1M w wysokości 0,6% jest najwyższy od grudnia 2008 roku. Oznacza to, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy koszty finansowania w USA wzrosły trzykrotnie (!), co może pogorszyć wyniki spółek, a w skrajnych sytuacjach doprowadzić do problemów finansowych najbardziej zlewarowanych przedsiębiorstw.
Krzysztof Kolany






























































