Wysokość płacy minimalnej wzbudza mnóstwo kontrowersji. W praktyce jest tyle samo zwolenników jej maksymalnego podniesienia, co przeciwników opowiadających się za jej likiwdacją. Do tej pierwszej grupy można zlaiczyć Parlament Europejski - do drugiej pozarządowe organizacje zrzeszające pracodawców.Parlament Europejski niedawno przyjął rezolucję, że płaca minimalna w państwach członkowskich winna wynieść 60% średniej krajowej. Obecnie w Polsce stosunek ten wynosi ok. 40%. Gdyby podnieść go do proponowanego przez PE poziomu, płaca minimalna w kraju nad Wisłą wyniosłaby ok. 2000 zł - przy obecnym średnim wynagrodzeniu. Wyższe minimum ujęte w przyszłorocznej statystyce wpłynęłoby na wzrost średniej pensji, a to z kolei do kolejnej podwyżki.
| Chcesz wiedzieć, które produkty bankowe są najlepsze dla przedsiębiorcy? Wejdź na zakładkę: Bank dla firmy |
6 października 2010 roku, rząd podwyższył płacę minimalną o 69 zł do kwoty 1386 zł. Jest to mniej niż oferowali reprezentanci pracodawców. Rada ministrów rozważała dwie opcje podniesienia płacy minimalnej - do kwoty 1386 zł lub 1408 zł brutto.
Większa podwyżka mogła spowodować wiele negatywnych konsekwencji dla budżetu państwa. Wiele świadczeń socjalnych obliczanych jest właśnie w oparciu o minimalne wynagrodzenie. Jeżeli rząd chciał zaoszczędzić, to mógł sobie pozwolić tylko na ustawowe minimum wzrostu najniższego wynagrodzenia. Więcej na ten temat w art. "Wzrost płacy minimalnej niższy niż oferowali pracodawcy".
Przejście do szarej strefy
Business Centre Club podkreśla, że decyzja PE ma "charakter populistycznej, politycznej demonstracji, szkodliwej dla gospodarki." Trudno się z tym nie zgodzić zwłaszcza biorąc pod uwagę kondycję przedsiębiorców. Koszty pracy w Polsce są bardzo wysokie, a dodatkowe podniesienie minimalnego wynagrodzenia spowodowałoby zastępowanie umów o pracę o wiele mniej korzystnymi dla pracownika umowami zlecenia. Niewykluczone, że część pracodawców zaryzykowałaby zatrudnianie na czarno. Zdaniem BCC tak wysoka płaca minimalna prowadziłaby do wzrostu bezrobocia, zmniejszenia konkurencji oraz zwiększenia zasięgu szarej strefy.
Niemniej rezolucja PE to nic innego jak wyznaczenie celu na przyszłość. Na razie trudno ferować wyroki, ale być może za kilka lat 60% próg będzie jak najbardziej w zasięgu nawet dla najbiedniejszych państw UE. Obecnie jest to niemożliwe i gdyby ów zapis wprowadzono z dnia na dzień, konsekwencje dla gospodarki i budżetu państwa byłyby zdecydowanie negatywne.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@firma.bankier.pl
» Kredyty dla firm
» Unia aktywizuje przedsiębiorczość kobiet
» 96% firm to mikroprzedsiębiorstwa




























































