Od dzisiaj matki mogą spokojnie rodzić. Wcześniej nie mogły, bo rząd potraktował je bardzo niesprawiedliwie. Otóż dopiero mamy, które urodziły po 17 marca, mają realną szansę na objęcie ustawą zwiększającą ich przywileje macierzyńskie w pracy. Dla wielu pań gra była warta świeczki, bo chodzi o dodatkowe 26 tygodni płatnego urlopu.

Źródło: Hemera/Thinkstock
Projekt ustawy o przedłużeniu urlopu macierzyńskiego zakłada, że wydłużenie urlopu macierzyńskiego będzie dotyczyło wszystkich matek, którym przysługuje on jeszcze w dniu 1 września. Oznacza to, że jeżeli tego dnia kobieta ma ostatni dzień urlopu, to ulegnie on przedłużeniu o kolejne 26 tygodni. Stąd wzięła się data 17 marca, bo tylko mamy, które urodzą po tym dniu, mają realną szansę załapać się na nowe uprawnienia. O ile w ogóle zostaną one przyjęte.
![]() | » O co tak naprawdę walczą "matki pierwszego kwartału"? |
"Matki I kwartału" uważają, że jest to skrajnie nieuczciwe m.in. dlatego, że nie można dyskryminować dzieci urodzonych wcześniej. Minister pracy przekonywał, że trzeba było postawić jakąś datę graniczną. Zawsze ktoś mógłby się upominać o to, żeby przepisy objęły również jego, np. matki, które urodziły w IV kwartale 2012 roku. Przedstawianie sprawy w ten sposób rzeczywiście pokazuje, jak absurdalne są postulaty pań, które urodzą przed 18 marca.
Tak, ale matki I kwartału mają też inne argumenty
Jedną z głównych finansowych przyczyn protestu jest fakt, że zmieniły się zasady przyznawania becikowego i od nowego roku obowiązuje kryterium dochodowe. Świadczenia nie dostaną te rodziny, w których miesięczny dochód na jednego członka jest wyższy niż 1,9 tys. zł netto. Mediana płacy w Polsce to 2 tys. zł na rękę. Małżeństwo spodziewające się dziecka, którego łączny dochód jest wyższy niż 5,7 tys. zł (licząc z nienarodzonym dzieckiem), już nie dostaną żadnego wsparcia.
| »"Przepraszam, że rodzę przed 17 marca" - Matka I kwartału |
Innymi słowy, panie rodzące w I kwartale 2013 roku tracą korzyści, które miały ich koleżanki rodzące w 2012 roku. Równocześnie nie zyskują przywilejów, które nabędą kobiety rodzące po 17 marca. Sprawa dotyczy 10% uprawnionych, a budżet państwa zyska na tym ok. 40 mln zł. Z drugiej strony koszt zmiany terminu przedłużenia urlopu macierzyńskiego na 1 czerwca to w najlepszym wypadku 150 mln zł, a najgorszym ok. 500 mln zł.
Sprawa jest delikatna, ale wywołuje wiele emocji
Matki I kwartału udramatyzowały to we wręcz skrajny sposób. Otóż okazuje się, że niektóre kobiety ogarnia zbiorowa paranoja i próbują przetrzymywać ciąże po to, aby objęły je nowe przywileje. Świadczą o tym chociażby fragmenty informacji prasowych:
"() U nich [chodzi o oficjalny fanpage Matek I kwartału na Facebooku- przyp. red.] szukają wsparcia inne mamy, piszą listy do premiera, przesyłają zdjęcia dzieci, matek karmiących i zdjęcia tatusiów z dziećmi. Na bieżąco komunikują swoje emocje, a jak wynika z ich komentarzy, najwięcej jest teraz zestresowanych porodem mam. Zbliżają się ich terminy porodu i liczą, że może uda się wytrzymać do 18 marca. "Mam termin na 12 marca. Może damy radę wytrzymać do 18. Stale myślę o tej dacie. Paranoja to mało powiedziane. Chodzi o przyszłość pokolenia. Pozdrawiam i liczę na odrobinę szczęścia" dodaje otuchy innym mamom Jagoda.
Przetrzymując ciążę, matki narażają siebie i swoje dzieci na duże niebezpieczeństwo utraty zdrowia. Z retoryki Matek I kwartału wynika, że to wina rządu. Politycy są winni wielu nadużyciom i głupotom prawnym, ale nie w tym przypadku. Narażanie zdrowia z powodu dłuższego okresu płatnego urlopu to tylko i wyłącznie odpowiedzialność samych matek. Wcześniejsza data wejścia w życie przepisów nic by tutaj nie zmieniła.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl



























































