REKLAMA

O co walczą frankowcy z Bankiem Millennium? [wywiad]

2015-01-19 06:00
publikacja
2015-01-19 06:00
Piotr Walaszczyk

Na łamach Bankier.pl od kilku miesięcy śledzimy losy pozwu zbiorowego przeciwko Bankowi Millennium. Pod wieloma względami sprawa jest niezwykle interesująca – bank był ważnym graczem na rynku kredytów walutowych, a kwestionowany przez pozywających zapis w umowach, w nieco innej formie, pojawiał się także w umowach hipotecznych innych banków.

Instytucja pozwu zbiorowego jest stosunkowo mało znana – w polskim prawie funkcjonuje od niedawna. Możliwość wspólnego wystąpienia grupy osób, które chcą wystąpić w takiej samej sprawie, wykorzystana została już z powodzeniem przez „Nabitych w mBank”. W poprzednim roku do sądów trafiły kolejne wnioski, w tym przeciwko Bankowi Millennium, gdzie liczba pozywających jest rekordowa w krótkiej historii starć na linii konsumenci-banki. O tym, jak rozwija się sytuacja rozmawiamy z Piotrem Walaszczykiem, jednym z inicjatorów pozwu.

Piotr Walaszczyk - inicjator pozwu zbiorowego przeciwko Bankowi Millennium (Piotr Walaszczyk)

Michał Kisiel, Bankier.pl: Na jakim etapie jest obecnie pozew zbiorowy przeciwko Bankowi Millennium? Ile osób przyłączyło się do pozwu i czy mogą do niego dołączać kolejni zainteresowani?

Piotr Walaszczyk: Pozew zbiorowy został złożony w sądzie 13 czerwca 2014 r. Reprezentuje nas Kancelaria Drzewiecki, Tomaszek i Wspólnicy Sp.k. Pozyskaliśmy, jako reprezentanta grupy, Rzecznika Praw Konsumenta z Olsztyna, panią Jadwigę Urbańską. Po jednokrotnym odroczeniu, 31 grudnia 2014 r., Bank Millennium złożył w sądzie odpowiedź na pozew. Odpowiedź ta ma 91 stron.

Aktualnie czekamy na decyzję sądu o dalszym biegu zdarzeń w pozwie. Formalnie pozew został przyjęty - nie zawiera żadnych uchybień. Obecnie 2273 osób jest powodami. Dodatkowo do kancelarii codziennie wpływają nowe zgłoszenia. Jest ich na dziś ponad 1200.

Oczywiście do pozwu można nadal się przyłączać. Wszystkie wiadomości można uzyskać na stronie informującej o sprawie.

Co jest główną osią sporu?

Osią sporu są klauzule nielegalne stosowane przez Bank Millennium w kredytach indeksowanych do franka szwajcarskiego. Klauzule wpisane przez Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów do rejestru klauzul niedozwolonych, są nieważne od momentu ich wpisania do umowy (od momentu wpisania, nie od momentu ogłoszenia wyroku).

W naszym pozwie klauzule te określają kurs wymiany franka szwajcarskiego na złote. SOKiK uznał, że przeliczenie kursu według Tabeli Banku, ogłaszanej jednostronnie przez bank, bez żadnego odniesienia do jakichkolwiek wskaźników rynkowych, jest niezgodny z polskim prawem i rażąco narusza interesy kredytobiorców.


"Nieszczęśliwie" dla banku, usunięcie nielegalnych klauzul z umowy powoduje, że umowy hipoteczne nie zawierają żadnego innego punktu związanego z kursem przeliczenia. Jednocześnie sama umowa nie traci spójności. Po prostu jest mniej korzystna dla banku. Zarabia on tylko na marży i oprocentowaniu. Wszelkie nielegalnie osiągnięte dochody, wynikające z przewalutowania kwoty kredytu (w wielu przypadkach jest to podwyższenie o 60 proc., a nawet o 80 proc.) i rat będą musiały być przez bank zwrócone pozywającym.


Czego domagacie się Państwo od banku?

W procesie żądamy od Banku Millennium naprawy szkody związanej z zastosowaniem w umowach kredytowych klauzul wpisanych do rejestru klauzul niedozwolonych Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Pozew dotyczy kwestii ustalenia odpowiedzialności banku. Po wygraniu sprawy, kolejne, indywidualne pozwy kredytobiorców będą wnosiły o konkretne już kwoty odszkodowania. Z racji braku procedury precedensu w polskim prawie, tylko uczestnicy pozwu zbiorowego będą mieli rozstrzygniętą już kwestię odpowiedzialności banku - pozostanie tylko wyznaczenie kwot. Osoby spoza pozwu będą musiały w swoich postępowaniach nadal udowadniać odpowiedzialność banku.

Na kolejnej stronie odpowiedź na pytanie: Czy to oznacza także, że kredyt będzie oprocentowany stawką LIBOR 3M CHF plus marża, ale zobowiązanie będzie wyrażone w złotych od samego początku umowy?

Czy to oznacza także, że kredyt będzie oprocentowany stawką LIBOR 3M CHF plus marża, ale zobowiązanie będzie wyrażone w złotych od samego początku umowy?

Najpierw może pewne wyjaśnienie. Zalecenia z Unii Europejskiej, przyjęte przez polski system prawny, nakazują traktowanie nielegalnych zapisów w umowach tak, jakby nie istniały. Żadna ze stron ani sąd nie może wprowadzać na ich miejsce innych punktów.

Zasada ta ma głębokie uzasadnienie - gdyby zamiast nielegalnych punktów wprowadzać inne, prostujące sytuację, to żaden przedsiębiorca nie miałby powodu unikać obciążania klientów zapisami nielegalnymi. Nawet gdyby w końcu udowodniono w sądzie ich nielegalność, to mógłby liczyć na nieszkodliwą dla siebie ich zmianę.

W związku z powyższym odpowiedź na pytanie brzmi: tak. Nasz wzorzec umowy nie traci spójności po usunięciu nielegalnych punktów, a z pozostałej treści wynika, że kredyt powinien być oprocentowany stawką LIBOR 3M i marżą.

Ile osób szacunkowo może mieć w umowach zapis, który zakwestionował UOKiK? Czy podobne sprawy mogą dotyczyć innych banków?

Bank Millennium był w czołówce udzielających kredytów indeksowanych do franka szwajcarskiego w latach 2005 do 2008. Gdy kurs franka zaczął rosnąć, bardzo szybko wycofał się z tej oferty. Oczywiście odpowiedzi na pytanie, ile osób ma taki zapis, może udzielić tylko Bank Millennium, ale szacujemy, że jest to około 50 do 60 tysięcy umów.

Oczywiście większość osób z kredytami nigdy się nie zorientuje, że bank, traktowany zwykle jako instytucja zaufania publicznego, może grać wobec swoich klientów nie fair i nie wystąpi do sądu. Wielu nawet nie będzie wiedziało, że mogą upomnieć się o jakieś odszkodowanie za działalność banku - niestety nie każdy czuje potrzebę orientowania się w tym, co dzieje się na rynku finansowym.

Podobne sprawy dotyczą także innych banków. W przypadku Banku Millennium mamy ten komfort, że nie musimy udowadniać, że nielegalna klauzula jest tożsama z wpisem w naszych umowach, bo wyrok SOKiK nr 3178 jest odniesieniem dokładnie do naszej klauzuli. Z tego co wiem, to inne pozwy już się toczą, ale na mniejszą skalę.

Czy uważa Pan, że problem kredytów we frankach powinien doczekać się bardziej całościowego rozwiązania?

Problem kredytów frankowych jest bardziej problemem banku i jego klientów. Banki swego czasu wypatrzyły okazję do ogromnego zarobku. Na rynkach, gdzie było to dopuszczalne (Europa Centralna), wprowadziły kredyty obciążone olbrzymim ryzykiem. Jednocześnie tak skonstruowały umowy, by całe ryzyko przenieść na klienta. Bank nie ryzykował na walucie - kwota kredytu, we frankach, była w posiadaniu banku maksymalnie przez kilka godzin (opieram się na wypowiedziach Jana Krzysztofa Bieleckiego).

Przy spadku kursu franka osiągał zysk normalny, kredytowy, a przy wzroście kursu zysk ulegał znaczącemu zwiększeniu. Nierówność stron w tej "transakcji" została już zauważona i napiętnowana w polskim i europejskim prawie. Teraz już tylko sprawą uczciwości banków i ewentualnych pozwów jest przywrócenie stanu równowagi.

Myślę, że żadne całościowe rozwiązanie nie jest potrzebne. Zwłaszcza jeżeli miałyby być "pilotowane" przez polityków. Tego typu rozwiązania rzadko wychodzą komukolwiek na dobre. Chyba, że ma się za sobą potężną machinę lobbingu, a taką posiadają w tej sprawie banki, a nie kredytobiorcy. Jedyne, czego chcemy i możemy oczekiwać od naszego państwa, to wsparcie dla procesu respektowania polskiego prawa.

Jakie problemy szczególnie trapią frankowych kredytobiorców

Ważne dla kredytobiorców są dwie rzeczy:

  • Nieproporcjonalność aktualnej kwoty kredytu do kwoty pożyczonej od banku. Aktualnie większość nieruchomości kupionych lub  wybudowanych dzięki kredytom, mimo 7-10 lat regularnej spłaty, po sprzedaży nie zapewnia spłaty kredytu. Traci się miejsce zamieszkania, a kredyt nadal wisi nad człowiekiem.

  • Przez zawyżenie kwoty kredytu po wzroście kursu franka wielu kredytobiorców zostało wciągniętych w pułapkę ubezpieczenia niskiego wkładu własnego. Można zauważyć, że kredyty walutowe były często udzielane na 110 proc. czy 120 proc. wartości mieszkania. Dzisiaj instytucje nadzorcze (KNF) grzmią, że to niedopuszczalne i dyrektywami nakazują bankom udzielanie kredytu na maksymalnie 80-90 proc. wartości mieszkania.

Samo Ubezpieczenie Niskiego Wkładu Własnego jest "instytucją",  która może wpędzić rodziny w kłopoty finansowe - bank co 3 lata żąda 3 proc. wartości kredytu, która przewyższa 80% wartości nieruchomości.

Proszę sobie wyobrazić dzisiejszą sytuację kogoś, kto brał kredyt  na 110 proc. przy cenie franka 2 zł. To kilka lub kilkanaście tysięcy złotych. Co trzy lata. Żeby było jeszcze gorzej, to "ubezpieczenie" nie jest żadnym prawdziwym ubezpieczeniem. Jest dodatkowym dochodem banku.  

W razie problemów z wartością mieszkania bank otrzymuje rekompensatę od towarzystwa ubezpieczeniowego, ale ta sama kwota jest później ściągana od kredytobiorcy. W skrócie klient płaci za ubezpieczenie banku, a sam odpowiada regresem. I ostatnie w tym punkcie - bank z uporem odmawia ujawnienia zapisów umowy z towarzystwem ubezpieczeniowym, nawet w sprawach sądowych, zasłaniając się tajemnicą handlową. Jednak opinie nieoficjalne i eksperckie mówią, że bank zarabia na UNWW od 92 do 95 proc. pobranej od kredytobiorcy kwoty.

Rozmawiał Michał Kisiel, Bankier.pl

Źródło:
Tematy
Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Komentarze (182)

dodaj komentarz
~kancelarialex24
Witam Serdecznie,
Jeżeli chcecie się Państwo dołączyć do grupy przeciwko Millenium bądź przeciw innemu Bankowi zapraszam do kontaktu: 533-960-263
~Basia
Witam
Dopiero teraz dowiedziałam się ,że moja umowa kredytowa z bankiem millenium również zawiera tą klauzulę jakie powinnam wykonać dalsze kroki?
~MariaM
Chcę się dołączyć, jednak nie wiem, czy mnie na to stać. Jakie są koszty dołączenia do zbiorowego pozwu?
~OGRABIONY
(wiadomość usunięta przez moderatora)
~Mara
Czy użycie wyrazu "głupi" jest tak bardzo obraźliwe?
~Mara
Jak robi się szum, bo jakiś lek jest szkodliwy i wycofuje się go z rynku, jak nagle jakaś marka samochodowa wzywa kierowców do napraw hamulców, bo są wadliwe, to wszyscy są zadowoleni, że o tym wiedzą i sami nie padną ofiarą, ale jak nagle wyszło, że umowy kredytów hipotecznych, podpisane na 30-40 lat mają wady, to Jak robi się szum, bo jakiś lek jest szkodliwy i wycofuje się go z rynku, jak nagle jakaś marka samochodowa wzywa kierowców do napraw hamulców, bo są wadliwe, to wszyscy są zadowoleni, że o tym wiedzą i sami nie padną ofiarą, ale jak nagle wyszło, że umowy kredytów hipotecznych, podpisane na 30-40 lat mają wady, to znajdują się tacy głupcy jak Głos, który twierdzi, że widziały gały co brały. Guzik widziały. Kredyty w PLN były drogie, banki nie udzielały ich tak dużo jakby mogły, to wymyśliły jak tu orżnąć Klienta, który boi się droższego kredyt w PLN, bo może nie dać rady ze spłatą. Dając niższe raty, sugerując stabilność franka pozyskali tą część Klientów, którzy nigdy nie wzięliby kredytu w PLN o 300-400 zł z wyższą ratą.
Nikt ni chce, żeby ktoś dopłacał do kredytów chf, ma zostać tylko uregulowane prawo i banki muszą czuć oddech kaczuchy na plecach przy następnych tego typu akcjach i mają wiedzieć, że tak łatwo nie będą oszukiwać, a zapisy w umowach muszą być jasne i zgodne z nakazami obowiązującymi w danym kraju, bez względu na to co to za kraj. Teraz kancelarie prawne powinny wyniuchać biznes, jak banki kiedyś i szukać Klientów poszkodowanych i pomagać im w odzyskaniu niesłusznie pobranych odsetek czy ubezpieczeń i renegocjować podpisane bezprawnie umowy i czerpać z tego zyski.
~Ajwaj
CHF jest stabilny to PLN jest niestabilny.
~sinddbad
i wszystko jasne tylko czy ten zawistny sąsiad to zrozumie przecież my tak lubimy jak bliźni ma gorzej niż ja
~Głos
Podpisując umowe kredytowa kazdy kto tego dokonał zgadzał sie na warunki w niej zawarte.
Kredyt w zł jest duzo drozszy niz zawarty we frankach wiec wiedzieli co wybieraja,
Nie ma zadnych podstaw prawnych ani ininnych by teraz ci cwaniacy co zgłaszaja te pozwy do sadów te sprawy wygrali

Powiązane: Życie z frankiem

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki