Wczoraj indeks S&P500 ponownie zbliżył się do oporu leżącego w pobliżu poziomu 942 punktów. Nowojorskie giełdy zyskiwały na fali drożejących surowców, które z kolei korzystały na wyższych wycenach akcji. Niektórzy komentatorzy przestrzegają, że ten samonapędzający się proces wyprzedził realne fundamenty gospodarcze i grozi powstaniem nowej bańki spekulacyjnej.
Dzisiaj sektor górniczy znów będzie w centrum uwagi za sprawą nowego przedsięwzięcia dwóch największych firm wydobywczych świata. Numer jeden – czyli BHP Billiton – za 5,8 mld $ kupi udziały we wspólnym przedsięwzięciu z Rio Tinto – czyli gracza numer dwa na rynku metali przemysłowych. Równocześnie Rio Tinto zerwało zawarte w lutym porozumienie z chińskim państwowym koncernem Chinalco (warte 19,5 mld $) i wyemituje nowe akcje za kwotę 15,2 mld $. W ten sposób joint venture utworzone przez Rio Tinto i BHP Billiton oraz brazylijska spółka Vale będą dostarczały około 70% światowego wydobycia rudy żelaza. Chiny jako największy konsument tego surowca zmierzą się z duopolem mogącym dyktować ceny.
Transakcja ta była możliwa dzięki poprawie nastrojów na rynkach kapitałowych. Najbardziej widoczną zmianą, jaka w ostatnich tygodniach zaszła na rynkach finansowych jest zupełnie odmienne postrzeganie nadchodzących danych statystycznych. Jeśli raporty te pokazują wyhamowanie tempa regresu gospodarczego, to przyjmowane są z entuzjazmem. Jeżeli zaś nie spełniają oczekiwań, to mówi się o „stabilizacji” koniecznej przed nadejściem ożywienia.
Właśnie w ten schemat wpiszą się majowe dane z amerykańskiego rynku pracy. Stopa bezrobocia ma wzrosnąć z 8,9% do 9,2%, a według ekonomistów zatrudnienie w sektorach pozarolniczych miało się zmniejszyć o 520 tys. Takie rezultaty byłyby oczywiście bardzo złe, ale istnieje duża szansa, że rynek przyjmie je pozytywnie.
K.K.






























































