Cena najaktywniejszego na Londyńskiej Giełdzie Metali trzymiesięcznego kontraktu na dostawę tony metrycznej miedzi spadła dziś o 760 USD (9%) do 7700 USD. Gdyby miedź kosztowała tyle na dzisiejszym zamknięciu, mielibyśmy do czynienia z największym od października 2004 jednodniowym spadkiem.
W czwartek, po prawie dziesięcioprocentowym skoku, osiągnęła historyczny poziom 8800 USD.
Na ostatnie horrendalne zwyżki cen metali wielki wpływ ma rosnące szybko zapotrzebowanie ze strony funduszy inwestycyjnych, które szukają na rynkach surowców większych niż np. na rynkach akcji stóp zwrotu.
Inwestorów z równowagi wyprowadzają dodatkowo napływające z różnych stron świata coraz to nowe doniesienia o zakłóceniach podaży. Z powodu akcji protestacyjnych pracowników problemy z utrzymaniem wydobycia miedzi ma obecnie m. in. kompania Grupo Mexico S.A.
Pomimo tak niepokojących sygnałów ze strony producentów i danych o spadku komercyjnych zapasów miedzi, trudno nie zgodzić się, że prawie stuprocentowy wzrost notowań czerwonego metalu od początku roku to zdecydowana przesada. Gdy fakt ten uświadomiła sobie znacząca liczba inwestorów, rynek wszedł w fazę korekty.
BaP































































