Unia Europejska potrzebuje zainwestować 800 mld euro w samą infrastrukturę energetyczną, żeby zrealizować cele klimatyczne na 2030 r. - wynika z nowego raportu lobbystów z Brukseli, który opisuje Financial Times. Czy wspólnota udźwignie nie tylko pieniężne koszty transformacji i znajdzie ponad trzykrotnie większą sumę na osiągnięcie zerowej emisji CO2 do 2050 roku?


Europejski Okrągły Stół dla Przemysłu - wpływowa organizacja lobbystyczna z Brukseli - opublikowała w tym tygodniu raport na temat wyzwań stojących przed unijną zieloną transformacją. Zgodnie z jej obliczeniami, realizacja planów klimatycznych wyznaczonych do 2030 roku ma wymagać od wspólnoty zainwestowania 800 mld euro w samą infrastrukturę energetyczną. Głównymi obszarami, na które trzeba wydać pieniądze, mają być sieci energetyczne, magazyny energii i instalacje wychwytywania dwutlenku węgla (COO).
Organizacja ocenia, że dokończenie transformacji i osiągnięcie przez Unię Europejską zerowej emisji CO2 netto będzie kosztować blok 2,5 bln euro wydatków na infrastrukturę energetyczną. Na inwestycje w sieci elektroenergetyczne w całej UE w latach 2010-2018 przeznaczono tymczasem 32 mld euro - podał Europejski Okrągły Stół dla Przemysłu. Jak dodano w raporcie, jeśli finansowanie na tym poziomie utrzyma się do 2050 r., Unia przeznaczy na realizację swoich celów klimatycznych 40% potrzebnego kapitału.
Jak zwraca uwagę Bloomberg, sama UE przyznaje, że spóźnia się w realizacji wiążącego celu na 2030 rok, jakim jest ograniczenie emisji CO2 o 55% względem poziomu z 1990 roku. Wspólnota przedstawiła jednak pomysł kolejnego pośredniego celu – redukcji emisji CO2 o 90% do 2040 roku (w miejsce poprzedniego planu, który zakładał zmniejszenie emisji o 95% do 2040 r.). Zdaniem części ekspertów wprowadzona zmiana nie uczyniła tego planu bardziej realnym do zrealizowania.
Według rozmówców “Financial Times” wspólnota nie ma przed sobą łatwego zadania. Unia zmaga się ze skutkami największego pogorszenia koniunktury gospodarczej od 2008 r., na co wpłynęły niestabilny popyt po pandemii, biurokracja i wzrost cen energii po rosyjskiej napaści na Ukrainę - wskazywał Marco Mensink - dyrektor generalny CEFIC - Europejskiej Rady Przemysłu Chemicznego.

- Nie chcemy dekarbonizacji poprzez deindustrializację, oto sedno sprawy - skomentował Mensink dla “FT”, podkreślając, że wykorzystanie europejskiego potencjału przemysłowego znajduje się w tym momencie na historycznie niskim poziomie.
Kristian Ruby, sekretarz generalny Eurelectric - Unii Przemysłu Elektroenergetycznego, powiedział “Financial Times”, że wyzwania w zakresie obronności i bezpieczeństwa utrudniają dostęp do surowców niezbędnych do przeprowadzenia zielonej transformacji, wskazując na rosnącą fragmentaryzację światowych połączeń. Wydatki na zbrojenia obciążają zaś już i tak napięte budżety państw UE.
Unijne instytucje szacują, że realizacja klimatycznej agendy, będzie kosztowała wspólnotę jeszcze kilkaset miliardów dolarów. Większość pieniędzy miałby zapewnić prywatny kapitał, ale muszą pojawić się chętni inwestorzy. Unijni decydenci starają się opracować nowe mechanizmy przyciągania funduszy. Na razie nie ma na to spójnego pomysłu. Znacznie więcej musiałyby zacząć wydawać również same instytucje UE.
W swoim studium zatytułowanym "Droga do Net Zero" Institut Rousseau obliczył, że jeśli Unia Europejska chce spełnić swoje klimatyczne cele, musiałaby natychmiast zacząć przeznaczać na transformację energetyczną 2,3% PKB całej wspólnoty. Zdaniem think tanku wśród wymaganych kroków znalazłoby się podwojenie wartości inwestycji publicznych do kwoty 510 mld euro rocznie.
Przedwyborcze sondaże
W debacie publicznej nie brakuje głosów, że założenia zielonej agendy są zbyt ambitne, żeby dało się je zrealizować bez szwanku dla gospodarki. Wydaje się, że politycy ze szczytów unijnej administracji, dostrzegli rosnące niezadowolenie społeczne i starają się łagodzić nastroje.
"To musi być sprawiedliwa transformacja zapewniająca konkurencyjność dla różnych gałęzi przemysłu w naszych państwach członkowskich. Jedno nie powinno odbywać się kosztem drugiego" – powiedział w zeszłym miesiącu unijny komisarz ds. klimatu Wopke Hoekstra, podczas spotkania z ministrami środowiska państw członkowskich.
Według ostatniego sondażu think tanku ECFR nadchodzące wybory do Parlamentu Europejskiego mogą sprawić, że Unia Europejska wykona skręt w prawo. Wyniki pokazują, że eurosceptyczna frakcja Tożsamość i Demokracja (ID) może zyskać w nich aż 40 dodatkowych mandatów i stać się trzecią co do wielkości grupą w parlamencie UE, z 98 na 720 miejsc. Prawicowa Grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR) może wyjść z wyborów z 85 mandatami. Sondaż pokazał także spadek poparcia dla ugrupowań centrowych i lewicowych.
Według ECFR główną konsekwencją przesunięcia układu sił w Parlamencie Europejskim we wskazany sposób mogłaby być właśnie zmiana w unijnym podejściu do zielonej transformacji. Think tank nie przewiduje, żeby blok odszedł od poczynionych ustaleń, ale spodziewa się, że ich realizacja natrafiłaby na dodatkowe opóźnienia. Zwłaszcza w kontekście przetaczających się przez wspólnotę protestów rolników, których postulaty mogłoby doczekać się wówczas większego poparcia.































































