Amerykański sąd orzekł, że Google wydał miliardy dolarów, żeby utrzymać nielegalnie monopol swojej wyszukiwarki internetowej. Media zza oceanu okrzyknęły wyrok “przełomowym zwycięstwem” władz USA, który walczy by ograniczyć potęgę Big Techów.


Tocząca się przez 4 lata sprawa wszczęta przez Departament Sprawiedliwości USA przeciwko Google, doczekała się właśnie finału. 5 sierpnia amerykański sędzia federalny z Waszyngtonu, Amit Mehta, nazwał giganta “monopolistą” i uznał, że firma dopuściła się nielegalnych działań, żeby utrzymać dominującą pozycję na rynku wyszukiwarek w sieci.
Jak opisywał “Financial Times” Google argumentował, że rzeczywiście musiał stawić czoła ostrej konkurencji w branży, ale jego sukces wynika z jakości dostarczanego produktu. Dominująca pozycja spółki nie podlega zaś dyskusjom. Google obsługuje ponad 90% zapytań w Internecie i jego nazwa stała się synonimem wyszukiwania informacji w sieci.
"Google jest monopolistą i starał się, aby jako jedyny utrzymać swój monopol" - napisał sędzia Amit Mehta. Prokurator generalny USA Merrick Garland nazwał orzeczenie "historycznym zwycięstwem narodu amerykańskiego". "Żadna firma – niezależnie od tego, jak duża i wpływowa – nie stoi ponad prawem" - skomentował Garland, cytowany przez "FT".
Czy Google poniesie karę?
Orzeczenie o winie Google nie przesądza o ewentualnej karze, którą poniesienie spółka. Przysługuje jej też odwołanie, z którego zamierza skorzystać. Mimo to wyrok ma duże znaczenie. Jak zwrócił uwagę portal "Axios", orzeczenie dowodzi, że stare amerykańskie prawo antymonopolowe, może być użyte z powodzeniem w walce z gigantami technologicznymi ery Internetu. To również największe orzeczenie antymonopolowe od czasu sprawy Microsoftu z lat 90.

W centrum sprawy wytoczonej przez amerykańskie władze przeciwko Google, były miliardy dolarów płacone przez spółkę innym firmom, za używanie jej wyszukiwarki jako domyślną opcję dla klientów. Dotyczyło to m.in. producentów telefonów Samsung, Motorola i Sony oraz operatorów telekomunikacyjnych AT&T, Verizon i T-Mobile. Większość sprawy opierała się jednak na umowach pomiędzy Google a Apple i Mozilli Firefox.
Google zapewniło Apple kosmiczne sumy
Poza domyślnym korzystaniem z wyszukiwarki Google w swojej przeglądarce Safari, Apple używa jej także w Spotlight Search i Siri. W zamian za to spółka z logiem jabłka otrzymuje od Google 36% przychodów z wyszukiwań na jej urządzeniach, korzystających z usług Google. Apple nie ujawnia dokładnie, ile zarabia na tym pieniędzy, ale w dokumentach sądowych oszacowano, że w 2022 roku było to 20 miliardów dolarów. Umowa pomiędzy gigantami obowiązywała od 2002 roku.
Tak duża kwota sprawia, że poniedziałkowy wyrok sądu jest kłopotliwy nie tylko dla Google, ale również dla Apple. Według portalu "Finance Yahoo" w sprawozdaniach finansowych spółki z jabłkiem przychody z tego tytułu trafiają prawdopodobnie do kategorii "Apple Services". W 2022 roku przyniosła ona spółce 78 mld dolarów przychodów. Oznaczałoby to, że umowa z Google odpowiadała za 1/4 wyniku Apple w tej kategorii.
"Finance Yahoo" zwraca uwagę, że "Apple Services" jest jednym z najszybciej rozwijających się segmentów biznesowych spółki i jest postrzegany jako równoważnia dla pogarszającej się sprzedaży iPhone'ów. Firma znacząco rozwija go, m.in. za sprawą Apple Music + i Apple TV +, ale jak spekulują media, umowa z Google może odpowiadać w nim wciąż za bardzo dużą część przychodów.
W dniu wydania orzeczenia notowania spółki macierzystej Google - Alphabet - spadły o 4,61%, ale trudno powiedzieć w jakim stopniu odpowiadała za to sprawa antymonopolowa, a w jakim szerokie spadki na światowych rynkach, które rozpoczęły się od Japonii. W ciągu ostatniego miesiąca kurs akcji Alphabet stracił natomiast 15,73%.





























































