Nowojorskie giełdy źle przyjęły dane o styczniowej inflacji CPI w Stanach Zjednoczonych. Spadek siły nabywczej dolara okazał się szybszy od prognoz, co może storpedować scenariusz rychłych i głębokich obniżek stóp procentowych w Rezerwie Federalnej.


S&P500 zakończył wtorkową sesję na poziomie 4 953,17 punktów, co oznaczało utratę 1,37%. A to i tak niezły wynik, bo jeszcze na pół godziny przed zamknięciem notowań indeks ten zniżkował o ok. 2%. Nadsaq poszedł w dół o 1,80%, osiągając wysokość 15 655,60 pkt. Dow Jones po utracie 1,35% zameldował się z wynikiem 38 272,75 pkt.
To nie tak miało wyglądać! Inflacja w USA miała grzecznie i szybko spadać w kierunku 2-procentowego celu Rezerwy Federalnej. Tymczasem tak nie jest. W styczniu wyniosła 3,1% zamiast 2,9%. Co więcej, wbrew oczekiwaniom nie spadła inflacja bazowa. A „szeroka” CPI od ponad pół roku waha się w przedziale 3,1-3,7% i ani myśli zejść niżej.
To nie mogło się spodobać inwestorom liczącym na rychłe rozpoczęcie cyklu obniżek stóp procentowych w banku centralnym Stanów Zjednoczonych. Przypomnijmy, że nadzieje na istotny spadek stopy dyskontowej (do niedawna szacowany przez rynek na 100-125 pb. w 2024 roku) były głównym „paliwem” trwającej od końcówki października wzrostowej fali. Ale przy inflacji wciąż w okolicach 3% i wręcz podejrzanie mocnych danych z rynku pracy Fed nie ma żadnych przesłanek przemawiających za poluzowaniem polityki pieniężnej.

W rezultacie rynek terminowy praktycznie wykreślił już z kalendarza majową obniżkę stopy funduszy federalnych (FFR). Obecnie rynek wycenia szanse majowej obniżki na 33% - wynika z danych FedWatch Tool. Jeszcze dzień wcześniej było to ponad 60%, a miesiąc temu spodziewano się do tego czasu nawet dwóch obniżek po 25 pb. każda. Ale perspektywę cięcia stóp już w marcu zdjął ze stołu Jerome Powell po styczniowym posiedzeniu FOMC. Teraz termin pierwszej obniżki FFR przesunął się na czerwiec, a łączna oczekiwana przez rynek skala redukcji kosztów kredytu zmalała do 75-100 pb.
Wyższa oczekiwana stopa dyskontowa zmniejsza modelową wartość akcji liczoną według metody DCF. Stąd też wtorkowa przecena na Wall Street chyba nikogo nie powinna dziwić. Tym bardziej, że rynek spada z rekordowo wysokich poziomów i był już mocno wykupiony. Jakaś korekta „należała” się zatem od wielu tygodni i tylko czekaliśmy na pretekst.
Czerwień spadków zalała wszystkie sektory rynku. Mocno taniały wrażliwe na zmiany stóp procentowych i bardzo hojnie wyceniane mega-spółki technologiczne. Akcje Amazona, Apple’a, Mety, Microsoftu czy dawnego Google’a zniżkowały po ok. 2%. Ponad 2% tracił też tak modny ostatnio sektor półprzewodników. Pod silną presją sprzedających znalazły się też firmy z branży nieruchomości. Na NYSE walorów zniżkujących było niemal 10-krotnie więcej niż zwyżkujących. Na Nasdaqu proporcja ta nie przekraczała 5 do 1.





























































