Styczniowy odczyt inflacji CPI dla Stanów Zjednoczonych nieprzyjemnie zaskoczył rynki finansowe. Wygląda na to, że inflacja w największej gospodarce świata jest bardzo „lepka”, co może uniemożliwić Rezerwie Federalnej wiosenne cięcie stóp procentowych.


W styczniu inflacja CPI w USA obniżyła się do 3,1% - poinformowało rządowe Biuro Statystyki Pracy (BLS). To rezultat wyższy od rynkowego konsensusu. Mediana prognoz ekonomistów zakładała spadek inflacji CPI do 2,9%. To zarazem rezultat wyraźnie niższy niż w grudniu, gdy roczny wzrost indeksu cen dóbr konsumpcyjnych (CPI) oszacowano na 3,4%.
Problem leży w tym, że od przeszło pół roku amerykańska inflacja konsumencka już się nie obniża, wahając się w tym okresie w przedziale 3,0-3,7%. Styczeń był zatem 35. miesiącem z rzędu, w którym roczna dynamika CPI w Stanach Zjednoczonych utrzymywała się powyżej 2%. Po ostrym wyhamowaniu inflacji CPI w Ameryce (z 9,1% w czerwcu 2022 do 3% rok później) przez poprzednie miesiące roczna dynamika tego wskaźnika już nie malała.
Inflacja jest zbyt wysoka i już nie chce spadać
W skali miesiąca koszyk dóbr konsumpcyjnych podrożał o 0,3%, czyli o 0,1 pkt proc. mocniej niż w grudniu. Od kilku miesięcy miesięczne przyrosty amerykańskiego CPI ustabilizowały się na w miarę „normalnych” poziomach. Średnia za poprzednie 6 miesięcy wyniosła 0,27%. Przy utrzymaniu takiego stanu rzeczy za kolejne 12 miesięcy roczna inflacja CPI w USA wyniosłaby 3,25%, czyli wciąż o ponad punkt procentowy za dużo względem celu inflacyjnego Rezerwy Federalnej.
Natomiast inflacja bazowa – czyli wskaźnik z wyłączeniem paliw, żywności i energii – w styczniu ukształtowała się na poziomie 0,4% mdm i 3,9% rdr. Także w tym przypadku były to wartości wyższe od rynkowych oczekiwań. Konsensus zakładał bowiem odczyt na poziomie 0,3% mdm i 3,7% rdr.

Wszelkie miary inflacji konsumenckiej w Stanach Zjednoczonych wciąż znajdują się powyżej 2-procentowego celu Rezerwy Federalnej. Dynamiczny etap dezinflacji już dawno mamy za sobą i o dalsze spadki inflacji CPI będzie już znacznie ciężej, czego dowodzą ostatnie miesiące.
Z drugiej strony warto wziąć poprawkę na fakt, że statystyki CPI są nieco sztucznie podbijane przez opóźnienia w transmisji danych z realnej gospodarki do bls-owskiego agregatu kosztów zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych (ang. shelter). W styczniu „ceny” w tej kategorii wykazały wzrost o 0,6% mdm i 6,0% rdr, choć wszyscy wiedzą, że wskaźnik ten wciąż jeszcze „widzi” podwyżki czynszów i cen domów z lat 2021-22.
Co podrożało, a co potaniało?
Problemem cały czas pozostaje zbyt szybki wzrost cen w sektorze usług. Dynamika cen w tej kategorii wyniosła 0,7% mdm wobec wzrostu o 0,4% mdm odnotowanego w grudniu. Dodajmy do tego silną podwyżkę cen usług transportowych (o 1,0% mdm i 9,5% rdr). Uporczywie wysoka inflacja w sektorze usługowym sprawia, że kierownictwo Rezerwy Federalnej niechętnie mówi o wyczekiwanych przez rynek obniżkach stóp procentowych.
Aczkolwiek na grudniowym posiedzeniu Federalnego Komitetu Otwartego Rynku większość jego członków optowała za rozpoczęciem cyklu obniżek stóp procentowych w 2024 roku, to po ostatnim posiedzeniu FOMC przewodniczący Jerome Powell w zasadzie wykluczył możliwość obniżenia stóp już w marcu. Rynek terminowy zakłada, że od maja 2024 roku Fed zacznie obniżać stopy procentowe, do końca roku redukując je o 100-125 pb.
Równocześnie w kilku segmentach rynku dane BLS wskazują na istnienie presji deflacyjnej. Ceny energii w styczniu obniżyły się o 0,9% mdm i były o 4,6% niższe niż rok wcześniej. Zawdzięczamy to niższym cenom paliw. Benzyna w styczniu była o 3,3% tańsza niż w grudniu, zaś olej napędowy o 4,5%. Oba towary były też znacznie tańsze niż rok wcześniej: odpowiednio o 6,4% i 14,2%. Tańsza niż w styczniu 2023 roku był też gaz ziemny (o 17,8%). Niższe niż rok wcześniej były także ceny używanych samochodów (o 3,5% rdr) oraz pozostałych towarów (o 0,3%).
Fed nie będzie mógł ciąć stop? Dolar w górę, akcje w dół
Tak „gorący” odczyt inflacyjny zmniejsza szanse na to, że do pierwszego cięcia stóp procentowych w Rezerwie Federalnej dojdzie już w marcu, jak tego oczekiwał rynek terminowy. Powell i spółka wielokrotnie zapowiadali, że zanim zetną stopy, chcieliby zobaczyć „trwały” progres na odcinku inflacyjnym. Ten jednak od wielu miesięcy nie za bardzo chce się zrealizować.
Dlatego też po publikacji danych BLS dolar bardzo wyraźnie umocnił się względem euro. Do 14:50 kurs EUR/USD spadł w pobliże 1,07 wobec niemal 1,08 tuż przed ogłoszeniem danych. Kontrakty terminowe na S&P500 zniżkowały o 1,1%, a futki na Nasdaq spadały o 1,6%. W ślad za mocniejszym dolarem w dół szły notowania złota, zniżkujące o 0,6%, do 2 007,40 USD/oz.






























































