Pod tym względem zachowują się racjonalnie. Wielu młodych ludzi, wbrew mniemaniu deweloperów i pośredników finansowych, wcale nie marzy o własnym mieszkaniu na kredyt. Często znacznie atrakcyjniejszy jest wynajem.
Za cenę raty kredytu na małe mieszkanko w bloku w dużym mieście można wynająć komfortowy apartament w małej miejscowości, a nawet cały dom na przedmieściach. W czasach, gdy coraz więcej młodych osób pracuje w branży internetowej lub startuje z własnym e-biznesem, lokalizacja nie jest tak istotna.
Młoda osoba, która z pierwszej pensji bez pomocy rodziców chce sfinansować zakup mieszkania, raczej nie uzyska zdolności kredytowej. A jeśli już, to założy sobie kredytową pętlę na szyję. Ta pętla dławi domowy budżet, obniża standard życia i uniemożliwia odłożenie oszczędności na rozpoczęcie własnego biznesu. W zamian dostaje się klitkę, w której nawet bez dzieci będzie ciasno.
Przedłużenie okresu zamieszkiwania z rodzicami lub odkładanie w czasie zakupu własnego mieszkania/domu jest racjonalną reakcją na sytuację na rynku. Dopóki ceny mieszkań w dużych miastach będą absurdalnie wysokie, dopóty będzie malała liczba osób skłonnych pracować całe życie na prowizję kredytową banków i marże deweloperów.
Tekst jest komentarzem do artykułu Młode pokolenie na garnuszku rodziców?
































































