Maksymalnie 8 tys. aut elektrycznych będzie mogło zostać objętych dofinansowaniem z Funduszu Niskoemisyjnego Transportu – szacuje serwis Carsmile. Realnie może być ich jeszcze mniej, ponieważ 311 mln zapisane w budżecie posłuży także do budowy stacji ładowania i na zakup elektrycznych autobusów przez samorządy.
To jednak wciąż melodia przyszłości, ponieważ zapowiadany na koniec ubiegłego roku nabór wniosków jeszcze nie ruszył. Urzędnicy za pięć dwunasta przypomnieli sobie o nieuregulowaniu kwestii podatku dochodowego, którym miałyby zostać obciążone dotacje.
Na dopłaty trzeba poczekać
Gdyby program dopłat ruszył według wstępnych założeń, jego beneficjenci musieliby odprowadzić od nich podatek – od 18 do 32 proc., co zmniejszyłoby realną wartość dofinansowania o nawet 12 tys. zł.
Projektami ustaw nowelizujących przepisy podatkowe w tym tygodniu zajmie się Senat. Następnie będą one musiały zostać podpisane przez prezydenta i opublikowane w Dzienniku Ustaw. Nabór wniosków ruszy więc najprawdopodobniej pod koniec pierwszego kwartału 2020 r.
Maksymalnie 8 tys. „elektryków”
W planie finansowym dla Funduszu Niskoemisyjnego Transportu na 2020 r. zapisano blisko 311 mln zł. Oznacza to, że jeśli każdy z kupujących samochód elektryczny skorzystałby z maksymalnej kwoty dofinansowania – 37,5 tys. zł, pieniędzy wystarczyło by dla nieco ponad 8 tys. „elektryków” – szacuje serwis Carsmile. Faktycznie, aut kupionych z rządowym dofinansowaniem może być jednak mniej, ponieważ ze środków będą mogły korzystać m.in. samorządy kupujące elektryczne autobusy. Fundusz będzie także wspierał budowę stacji ładowania.

Nawet, gdyby w 2020 r. udało się dofinansować zakup 8 tys. aut elektrycznych, ich liczba na polskich drogach jedynie podwoiłaby się. Według danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, w tej chwili w Polsce zarejestrowanych jest 8489 samochodów z napędem elektrycznym i hybrydowym typu plug-in. Aut w pełni elektrycznych jest niespełna 5 tys., z czego w 2019 r. zarejestrowano ich ok. 1,5 tys.
– Nie wiadomo też, czy w związku z opóźnieniem przyjmowana wniosków o kwartał, Fundusz nie przesunie części posiadanych środków na kolejny rok – wieszczy Carsmile.
Milion „elektryków” za 125 lat
Kiedy w Polsce uda się osiągnąć milion aut elektrycznych zapowiadanych przez ministra energii w 2017? Według szacunków Carsmile, jeśli co roku rejestrowane byłoby 8 tys. aut elektrycznych, plan udałoby się zrealizować za 125 lat. Tymczasem, według planów ministra energii, milion „elektryków” po polskich drogach miało jeździć już w 2025 r. Tylko w 2020 r. – według ówczesnych planów – Polacy mieli zarejestrować 44,6 tys. aut elektrycznych.
Dofinansowanie zakupu samochodu elektrycznego – warunki
O dopłatę do zakupu „elektryka”, przynajmniej na razie, będą mogły ubiegać się wyłącznie osoby fizyczne. Dla firm, a także osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą zostanie przygotowane osobne rozporządzenie. Najprawdopodobniej nastąpi to w połowie 2020 r.
Kupując auto, trzeba będzie zapłacić jednak sto procent ceny. Pieniądze z FNT – 30 proc. ceny (maksymalnie 37,5 tys. zł) – zostaną przelane na konto dopiero po przedstawieniu faktury. Na to rozporządzenie przewiduje 8 miesięcy.
Wcześniej auto trzeba będzie jeszcze ubezpieczyć, wykupując OC i AC. Samochodu nie będzie można także sprzedać w ciągu 2 lat od dnia zakupu. Jeżeli przed upływem dwóch lat od otrzymania dotacji auto zostanie sprzedane, osoba, która otrzymała dofinansowanie będzie musiała zwrócić całą kwotę wraz z odsetkami jak od zaległości podatkowych.
Dopłaty do zakupu auta elektrycznego – jakie modele?
Dopłaty będą przeznaczane wyłącznie na samochody kosztujące poniżej 125 tys. zł. Maksymalnie będzie więc można otrzymać 37,5 tys. zł. W tej chwili na polskim rynku na dofinansowanie załapie się więc 8 modeli – dwa smarty: fortwo i forfour, volkswagen eup!, skoda citigoe, opel corsa-e, peugeot e-208. Aby zmieścić się w limicie, ceny pod koniec listopada obniżył Nissan (model leaf) oraz Renault (model zoe).





























































