REKLAMA

Media o prezydenturze Bidena. "To nowa epoka i trudne zadanie"

2021-01-21 09:54, akt.2021-01-21 12:58
publikacja
2021-01-21 09:54
aktualizacja
2021-01-21 12:58
fot. TOM BRENNER / Reuters

Joe Biden został zaprzysiężony na 46. prezydenta USA 20 stycznia 2020 roku. Media z całego świata przyglądają się rozpoczynającej się prezydenturze Demokraty.

Węgry

O nowej epoce w Stanach Zjednoczonych i trudnym zadaniu, które stoi w podzielonym społeczeństwie amerykańskim przed prezydentem Joe Bidenem, pisze w czwartek prasa węgierska po jego środowej inauguracji.

„(…) w ostatnich latach stało się oczywiste, że amerykańskie społeczeństwo jest nadzwyczaj spolaryzowane, i tego podziału nowy demokratyczny prezydent nie zdoła zmienić z dnia na dzień” – cytuje dziennik „Magyar Nemzet” analityka Instytutu Badań Amerykańskich Narodowego Uniwersytetu Służby Publicznej Balazsa Martonffyego.

W tekście zatytułowanym „Zaczyna się nowa epoka w Stanach Zjednoczonych” ekspert podkreśla, że postępowe skrzydło Partii Demokratycznej prawdopodobnie będzie się domagać od Bidena znacznie więcej, niż jest w stanie spełnić reprezentujący partyjne centrum nowy prezydent.

„Pierwsze sto dni Bidena (u władzy - PAP) będzie cechować walka między tymi dwoma pozycjami, ale w tych +tygodniach miodowych+ prezydent cieszy się zwykle większym zaufaniem Kongresu i wyborców, w związku z czym właśnie wtedy stara się zrealizować swój miarodajny program” – zauważa Martonffy.

Także węgierski portal Index w tekście zatytułowanym „Walka Joe Bidena zaczyna się dopiero teraz” ocenia, że demokratycznemu prezydentowi będzie trudno spełnić jedną ze swoich najważniejszych obietnic wyborczych, czyli zjednoczenie narodu.

„Demokraci wyznaczyli Joe Bidena (na swojego kandydata na prezydenta - PAP) dlatego, że widzieli w nim polityka, który może reprezentować ideę jedności. Ale za Bidenem wytworzyła się w obozie Demokratów tęczowa koalicja. Dlatego może mówić, co chce, ale musi stawić czoło podziałom także we własnym zespole” – uważa cytowany przez portal inny specjalista Instytutu Badań Amerykańskich Gabor Csizmazia.

Ocenia on, że w społeczeństwie amerykańskim już się pojawiły liczne zjawiska utrudniające osiągnięcie jedności. „Lewicowe, socjalistyczne skrzydło obozu demokratycznego chce utożsamienia radykalnych trumpistów z całą bazą wyborczą ustępującego prezydenta. Oznacza to, że około 74 mln wyborców byłoby ocenianych na podstawie 5-tysięcznej grupy” – powiedział.

Dodał, że także na poziomie mediów pojawiają się głosy, które trudno pogodzić z postulatem jedności, np. publicysta „Washington Post” Max Boot wyraził pogląd, że nie wystarczy zamknąć konto Trumpa na Twitterze, bo należałoby także zamknąć redakcję prawicowej stacji Fox News.

Według Csizmazii, choć administracja Bidena nie będzie karać wyborców Trumpa, to w polityce rządowej atak na Kapitol zapewne jeszcze długo będzie punktem odniesienia, a w związku z tym źródłem konfliktów mogą się stać takie „wiecznie zielone” tematy jak ograniczenie dostępu do broni palnej.

Portal Hvg zwraca natomiast uwagę, że choć UE wiąże wielkie nadzieje z prezydenturą Bidena, to „nic nie będzie już tak jak dawniej”. „Także polityka europejska zareagowała na zmiany zachodzące w świecie i starczyło jej czasu, by wytyczyć sobie priorytety zmniejszające zależność od USA. I prawdę mówiąc, nie jest to bardzo źle” – czytamy.

W tym kontekście portal zwraca uwagę przede wszystkim na takie sfery jak ochrona środowiska, polityka obronna i handel.

Francja

W komentarzach dotyczących objęcia urzędu prezydenta USA przez Joe Bidena francuskie dzienniki podkreślają m.in. powrót Stanów Zjednoczonych do paryskiego porozumienia klimatycznego i silną pozycję wiceprezydent Kamali Harris, ale także potrzebę odbudowy jedności narodu amerykańskiego.

„Joe Biden demonstruje dążenie do jedności narodowej” - pisze dziennik „Le Monde”, zaś „Le Figaro” ostrożniej tytułuje swoją czołówkę na temat zaprzysiężenia nowego prezydenta: „Biden marzy o jedności narodowej”. „Liberation” pisze o „wielkich podziałach” w społeczeństwie amerykańskim i potrzebie ich zasypania, z kolei dziennik gospodarczy „Les Echos” na stronie tytułowej cytuje słowa Bidena: „Jedność to jedyny sposób, by iść naprzód”.

„Zewsząd słyszymy westchnienie ulgi. Po świecie Donalda Trumpa, w którym rozpieszczano brutalne reżimy i prześladowano demokracje, Joe Biden obiecuje postawić świat na właściwej stronie, z sojusznikami traktowanymi jak partnerzy, (obiecuje) powrót do wielostronnego dialogu i promowanie wartości rozróżniających +dobrych+ i +złych+” – ocenia Philippe Gelie w komentarzu redakcyjnym „Le Figaro”.

„Le Monde” podkreśla, że nowy prezydent podpisał już kilkanaście dekretów zmieniających wiele polityk swojego poprzednika w dziedzinach takich jak środowisko, imigracja i zdrowie. Zauważa też, że Trump zignorował Bidena i nie uczestniczył w ceremonii inauguracyjnej.

Wszystkie media zgodnie wybijają powrót Stanów Zjednoczonych do paryskiego porozumienia klimatycznego z 12 grudnia 2015 r., co już wcześniej zapowiadał Biden. Decyzję tę w środę chwalił prezydent Francji Emmanuel Macron, gratulując Bidenowi i Harris objęcia urzędów.

„Kamala Harris to wiceprezydent pierwszej linii” – podkreślają „Le Monde” oraz "Liberation".

Francuskie dzienniki obszernie cytują również fragmenty przemówienie Bidena, nawiązując do jego słów o kruchości demokracji i jej wartości, czy o „ponownym uczynieniu ze Stanów Zjednoczonych wielkiej siły działającej na rzecz dobra na świecie”.

„Ameryka wraca do czołówki” – przypomina „Le Figaro” zapowiedź nowego szefa amerykańskiej dyplomacji Antony’ego Blinkena.

„Europa jest zachwycona, że znów ma przyjaciela w Białym Domu, chętnego do podpisania z nią +nowego paktu założycielskiego+ stosunków transatlantyckich" - ocenia komentator „Le Figaro”, który zakłada jednak, że nie dojdzie do zmiany kierunku polityki zagranicznej USA wytyczonej przez Trumpa.

„Nawet w odzyskanym świecie Joe Bidena obecna euforia wydaje się nadmierna. Powrót Waszyngtonu do paryskiego porozumienia klimatycznego i do Światowej Organizacji Zdrowia nie zapowiada (całkowitej - PAP) odbudowy. Blinken już przejmuje stanowczy ton swojego poprzednika wobec Chin. Nie będzie przeprowadzki ambasady USA z Jerozolimy (z powrotem do Tel Awiwu - PAP) i wydaje się, że trudno byłoby odwołać wycofanie wojsk z Syrii, Iraku i Afganistanu” – wylicza „Le Figaro”.

Jeśli chodzi o powrót do porozumienia nuklearnego z Iranem, będzie to wymagało od nowej administracji umiejętności – wskazują francuskie media.

„Joe Biden to tradycyjny liberalny internacjonalista połączony z realistą, który jest sceptyczny wobec wielkich planów interwencyjnych. Pomimo swojego +moralnego kompasu+ nie jest misjonarzem demokracji” – podsumowuje „Le Figaro”.

Nowy prezydent będzie miał zdecydowanie za dużo do zrobienia w kraju. Jeśli ponownie zaangażuje Stany Zjednoczone w multilateralizm, i tak zawsze będzie bronić interesów i głosić hasło „Ameryka przede wszystkim” – ocenia dziennik.

Włochy

Największe włoskie gazety przytaczają słowa Bidena z mowy inauguracyjnej o tym, że zwyciężyła demokracja, a jego misją jest teraz zjednoczenie kraju.

„Corriere della Sera” zwraca uwagę, że „operacyjny start” prezydentury Bidena jest jak „chłosta”. „To sygnał natychmiastowej i radykalnej zmiany” - zaznacza największy włoski dziennik, pisząc o serii rozporządzeń, które podpisał 46. prezydent Stanów Zjednoczonych natychmiast po zaprzysiężeniu, „zaczynając przekreślanie śladów epoki Trumpa”.

Wśród nich gazeta wymieniła jako najbardziej symboliczne uchylenie zakazu podróży do USA z niektórych państw muzułmańskich, powrót do porozumienia klimatycznego z Paryża oraz nakaz noszenia maseczek w budynkach federalnych, w pociągach i samolotach.

„Agenda Bidena jest zdominowana przez śmiertelny splot pandemii i kryzysu ekonomicznego” - dodaje dziennik.

Rzymska “La Repubblica” pisze o “odkupieniu Ameryki” i podkreśla, że Biden “obiecał wyleczyć narodową ranę na ciele i duszy (narodu)”.

“Przewrócił stronę księgi po burzliwej i traumatycznej prezydenturze, naznaczonej do samego końca przez prowokacje swego poprzednika” - ocenia.

W komentarzu podkreśla, że przemówienie inauguracyjne nowego prezydenta zawierało nie tylko “obietnicę odbudowy kraju zranionego przez trumpizm, pandemię i kryzys ekonomiczny, ale przede wszystkim zobowiązanie do obrony demokracji”.

Biden “chce działać szybko” i poprzez dekrety stawi czoło czterem wielkim kryzysom, jakie ma przed sobą - relacjonuje publicysta jego mowę, wśród kryzysów wymieniając "Covid-19, klimat, gospodarkę i relacje międzyrasowe”. Jego celem jest „postawienie kraju na nogi" i „przywrócenie Ameryce jej miejsca w świecie” - dodaje. Stawia następnie pytanie, czy będzie to możliwe w świecie, który tak bardzo się zmienił.

“Witaj z powrotem, Ameryko” - taki nagłówek widnieje na pierwszej stronie dziennika „La Stampa”, który komentując ceremonię na Kapitolu kładzie nacisk na to, że „demokracja podnosi głowę”, a Stany Zjednoczone wracają na tory „światowego przywództwa”. Na łamach turyńskiej gazety wyraża się przekonanie, że Biden będzie „prezydentem normalności”.

Prawicowa „La Verita” na pierwszej stronie żegna Donalda Trumpa, pisząc: „Bye-bye, Trump, intruz, który przyniósł bogactwo Ameryce i trochę pokoju światu”. Inaugurację prezydentury Bidena ocenia jako „początek rozrachunków”.

Zaczął się „nowy świat” - ogłasza w tytule dziennik „Domani”. Biden wraz z wiceprezydent Kamalą Harris, „przegoniwszy Trumpa i jego upiory, musi teraz przewodzić procesowi ponownego zjednoczenia Ameryki” - zauważa.

Wielka Brytania

"FT" w komentarzu redakcyjnym zwraca uwagę, że od czasów Abrahama Lincolna jedność rzadko była tak centralnym i często powtarzanym tematem, jak w środowym przemówieniu Bidena, "ale rzadko też amerykańska demokracja wydawała się tak krucha jak dzisiaj".

"Biden wezwał do nowego startu (...) do powrotu: do prawdy i przyzwoitości, do poszanowania wolności, instytucji i rządów prawa, które od dawna są źródłem niezwykłego dynamizmu Ameryki i jej pozycji w świecie" – wskazuje "FT". Ale "jak przyznał Biden, ciężar odpowiedzialności, przed którym staje, jest jeszcze większy: złagodzenie otwartych podziałów społecznych, naprawienie republiki amerykańskiej i przywrócenie jej moralnej reputacji. Te przedsięwzięcia będą trwać dłużej niż jego prezydentura. Jednak to, jak będzie sprawował stanowisko, w niemałej mierze przesądzi o tym, czy ostatecznie odniosą one sukces" – zauważa gazeta.

Aby rozpocząć odbudowę zaufania do polityków i instytucji i spełnić obietnicę, że będzie "prezydentem wszystkich Amerykanów", Biden musi postarać się "przywrócić polityce Waszyngtonu (choćby - PAP) pewne pozory dwupartyjności". "Dwupartyjność będzie jednak wymagać współpracy jego przeciwników politycznych. Chociaż Demokraci kontrolują teraz Kongres, zachowanie Republikanów w opozycji będzie istotnym wyznacznikiem sukcesu Bidena" – zauważa gazeta. Dodaje, że "przyznanie się Mitcha McConnella, lidera Republikanów w Senacie, że uczestnicy zamieszek, którzy dwa tygodnie temu zaatakowali (Kapitol), zostali +nakarmieni kłamstwami+ i +sprowokowani przez prezydenta+ Donalda Trumpa, wydawało się spóźnionym uznaniem grożącego niebezpieczeństwa".

Partię Republikańską "długa droga dzieli jeszcze od odrzucenia Trumpa i trumpizmu oraz przywrócenia szerokiej niegdyś koalicji wyborczej" – zastrzega "FT".

Choć Biden unikał tego tematu, przywrócenie poszanowania praworządności musi również oznaczać pociągnięcie do odpowiedzialności Trumpa i tłumu szturmującego Kapitol, a także ułatwienie procesu w Senacie o postawienie swego poprzednika w stan oskarżenia - dodaje.

Według gazety nowa administracja będzie musiała naprawić zaufanie do tradycyjnych mediów i znaleźć sposoby na ograniczenie mowy nienawiści i dezinformacji w mediach społecznościowych. "Tylko wtedy, gdy Amerykanie poczują, że wszyscy żyją w tej samej rzeczywistości, mogą naprawdę ruszyć do przodu" – zauważa "FT", dodając że presja i oczekiwania wobec Bidena są ogromne.

"Ameryka i świat nie mogą sobie pozwolić na to, żeby przegrał" – kwituje.

"The Guardian" zwraca uwagę na to, że Biden rozpoczął prezydenturę od podpisania "lawiny aktów wykonawczych", które cofają istotne rozporządzenia administracji Trumpa, w tym dotyczące pandemii koronawirusa, imigracji czy klimatu.

Gazeta wskazuje, że "nie jest niczym niezwykłym, że nowy prezydent podejmuje działania wykonawcze natychmiast po zaprzysiężeniu" - ma to pokazać, że prezydent bierze się do pracy. "Jednak zakres i liczba rozporządzeń wykonawczych Bidena podkreśla, jak szybko nowy prezydent zamierza zająć się pandemią Covid-19 i rozpocząć nowy rozdział po rządach administracji Trumpa" - dodaje gazeta

W opinii "The Telegraph" Biden "zaczął demontować dziedzictwo swojego poprzednika szybciej niż jakikolwiek inny prezydent".

W innym tekście "Guardian" zwraca uwagę, że sekretarz prasowa Bidena Jen Psaki ogłasza powrót do normalności i wyraziła szacunek wobec wolnej i niezależnej prasy. Gazeta przypomina wypowiedź pierwszego sekretarza prasowego Trumpa, Seana Spicera, który po inauguracji Republikanina powiedział, że "niektórzy przedstawiciele mediów celowo angażowali się w fałszywe doniesienia" i zapowiadał "pociągnięcie prasy do odpowiedzialności".

USA

"Joe Biden pokazuje Ameryce, co to znaczy mieć znowu prawdziwego prezydenta" - tak inaugurację nowej głowy państwa skomentowała publicystka "Washington Post". Podkreśliła kontrast między "godnym", jak je oceniła, zachowaniem Bidena a stylem byłego już prezydenta Trumpa.

"Inauguracja podkreśliła skalę pustki, jaką zostawił za sobą Trump, i tego, jak bardzo kraj potrzebuje kogoś porządnego, by ją wypełnić. W mniej niż 24 godziny Biden zademonstrował, że cisza może być lepszym balsamem niż przechwałki, a narodowe wezwanie do działania może być bardziej budujące niż zaproszenie do marynowania się w użalaniu się nad sobą" - pisze komentatorka.

W podobnym tonie wypowiadała się większość liberalnych i centrowych komentatorów w największych mediach amerykańskich. Publicyści podkreślają przede wszystkim wezwania Bidena do jedności podzielonego społeczeństwa - czyli czegoś, czego zdaniem rady redakcyjnej "New York Timesa" Trump nawet nie próbował stworzyć.

"Trump opuszcza urząd jako najbardziej zhańbiony i haniebny prezydent historii. Podzielił i wycieńczył kraj. (...) Ten kraj nie stał się w magiczny sposób inny od tego, jaki był dzień przed inauguracją, ale sam fakt, że Ameryce przewodzi teraz porządny, doświadczony urzędnik, któremu zależy na poprawie życia elektoratu, jest dużą sprawą. To niemały wyczyn usunąć z urzędu poprzez głosowanie skorumpowanego autokratę. Amerykanie to zrobili" - ogłosił "NYT" w komentarzu redakcyjnym.

Najpoczytniejszy dziennik w kraju, "USA Today" zauważył z kolei, że inauguracyjne przemówienie Bidena było trzeźwym spojrzeniem na problemy kraju.

"To było przemówienie +szorstkiej miłości+, w którym nowy przywódca ostro mówił o tym, jak bardzo nasz kraj zmaga się z problemami i desperacko potrzebuje leczenia (...) to był apel o powrót do amerykańskich norm podeptanych przez jego poprzednika" - pisze redakcja gazety.

Bidena chwali też konserwatywny "Wall Street Journal", którego komentatorzy przez większą część prezydentury Trumpa wspierali jego rządy. Redakcja "WSJ" podkreśliła, że niezależnie od sympatii politycznych "wszyscy Amerykanie mogą czuć dumę z ceremonii inauguracyjnej Joe Bidena". Docenia przy tym obecność wiceprezydenta Mike'a Pence'a w obliczu nieobecności samego Trumpa, również w kontekście jego sprzeciwu wobec niekonstytucyjnych żądań byłego już prezydenta, by unieważnił głosy elektorów oddane na Bidena.

"W Chinach przekazanie władzy przez jednego funkcjonariusza partii komunistycznej drugiemu funkcjonariuszowi jest ograniczone do jednogłośnej aklamacji. Wrogowie często błędnie postrzegali burzliwą politykę Ameryki jako narodową słabość i później tego żałowali" - podkreśla "WSJ". Dziennik docenił również katolickie akcenty w przemówieniu Bidena i brak lewicowej retoryki.

Zupełnie inaczej na przemówienie Bidena zareagowała jednak część innych prawicowych publicystów. Sean Hannity z telewizji Fox News, opisywany przez media jako nieformalny doradca prezydenta Trumpa, ocenił, że przemówienie nowego szefa państwa było pełne "pustych, kompletnie nieszczerych słów" o jedności oraz "starych, wytartych liberalno-socjalistycznych klisz". Samego Bidena określił mianem "starego gościa, który desperacko potrzebował drzemki".

Inny wpływowy komentator telewizji Tucker Carlson zarzucił Bidenowi, że jego wezwanie do jedności było sprzeczne z wydaną przez niego zapowiedzią pokonania "politycznych ekstremistów, zwolenników białej supremacji i wewnętrznego terroryzmu".

"Kim dokładnie są +biali supremacjoniści+? Mamy prawo wiedzieć, wobec kogo zadeklarował wojnę. Wojna pociąga za sobą zniszczenia i postronne ofiary, a w tym przypadku będą to Amerykanie" - uważa komentator, wymieniany przez media jako potencjalny kandydat na prezydenta w 2024 r. Według Carlsona definicja wymienionych przez Bidena wrogów jest "zaskakująco szeroka" i de facto może wyrzucić na margines dużą część Amerykanów.

mw/ akl/ ksta/ akl/ sw/ osk/

Źródło:PAP
Tematy
Boom na hipoteki oswoil spoleczenstwo z ubezpieczeniami

Boom na hipoteki oswoil spoleczenstwo z ubezpieczeniami

Komentarze (5)

dodaj komentarz
qart
Czy polskie madia podały info o demolowaniu miast, pobiciach i groźbach zablecza Bidena tj Antify?
Tak myślałem.
endes odpowiada pstrzezek
Lewackie oczywiście nie... w prawdziwych mediach już dawno o tym mówiono.
ajwaj_
Nie kuma Joe Bidet,
ze najwiekszym kryzysem to zdemolowane-podzielone 50:50 spoleczenstwo
A wyjscia on nie ma
- wyborcy oczukani przez DOMINION itd. nie zaakceptuja "deep state", sa wrodzy, jesli ich zaatakuje bedzie wojna domowa
- jesli ich ich nie zaatakuje, bedzie to samo, Jankesi masowego oszustwa DEMSów
Nie kuma Joe Bidet,
ze najwiekszym kryzysem to zdemolowane-podzielone 50:50 spoleczenstwo
A wyjscia on nie ma
- wyborcy oczukani przez DOMINION itd. nie zaakceptuja "deep state", sa wrodzy, jesli ich zaatakuje bedzie wojna domowa
- jesli ich ich nie zaatakuje, bedzie to samo, Jankesi masowego oszustwa DEMSów nie zaakceptuja nigdy
Patrioci-Trumpisci maja ca 600 000 sztuk broni (armia),
wiele wiecej niz gl. kolorowe mniejszosci od demokratów
endes
Na to całe deep-stare-bidetowe wyborcze oszustwo musi przyjść kiedyś karma... spodziewał bym się raczej wcześniej niż później.

Powiązane: Wybory w USA

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki