

O scenariuszach rozwoju sytuacji w sprawie negocjacji z Grecją i o tym, jaki to może mieć wpływ na kurs eurodolara rozmawiamy z Jackiem Maliszewskim, głównym ekonomistą DMK.
Bankier.pl: Grecka tragedia wchodzi w kolejną fazę odsłony. Choć aktorzy i widzowie są już mocno znużeni, to jednak co jakiś czas trybuny ożywiają się, gdy zbliża się ważny moment scenariusza. Taki moment właśnie nadszedł?


Jacek Maliszewski: Dokładnie tak jest właśnie teraz, w ostatnich dniach czerwca. Najpóźniej 30 czerwca Grecja musi spłacić kredyty zaciągnięte w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. MFW zrobił ukłon w stronę Grecji zezwalając, by wszystkie raty płatności przypadające na różne dni czerwca zostały skomasowane i zapłacone ostatniego dnia tego miesiąca.
Zobacz także
Jednak na dalsze ustępstwa ze strony MFW nie ma co liczyć, gdyż zabrania tego statut oraz regulamin działania tego funduszu pożyczkowego. Ktoś więc musi pożyczyć Grecji pieniądze, by ta mogła nową pożyczką spłacić pożyczkę w MFW.
Kto mógłby wesprzeć Grecję?
Unia Europejska oraz NATO boją się, że takiej pożyczki mogliby udzielić Rosjanie w zamian za możliwość stacjonowania ich wojsk w greckich portach i na greckich wyspach. Wywiad wojskowy i gospodarczy zapewne bada realność tych gróźb. Jeśli Rosjanie faktycznie byliby gotowi pożyczyć Grekom pieniądze, to być może Unia, Niemcy (głównie o Niemców chodzi) ulegną i po raz kolejny dadzą Grekom kasę na tak zwane wieczne oddaj. Czy nam się to będzie podobać, czy nie podobać, czy uznamy to za sprawiedliwe, czy niesprawiedliwe, stanie się tak, jak będzie bezpieczniej dla Unii i dla NATO.
Jeśli jednak z jakichś powodów Rosja uzna, że nie warto ratować Grecji (na przykład mając solenne przyrzeczenie ze strony FIFA, że nie zostaną im odebrane Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w 2018 r.), to być może Grecy zostaną wtedy postawieni do pionu przez Unię. Wydaje mi się, że tego typu zakulisowe rozgrywki dzieją się na kilku różnych frontach równolegle.
Nie sposób odgadnąć, jak to się ostatecznie zakończy?
To jedna wielka loteria.
Co może się stać na rynku walutowym za kilka dni, kiedy nadejdzie dzień zapłaty?
Po pierwsze - dziwnie wygląda podciąganie kursu EUR/USD na wyżyny notowań. Tak, jakby "niewidzialna ręka rynku" chciała, aby w chwili rozstrzygnięcia kwestii greckiej, kurs tej pary był wysoko. Dlaczego? Dlatego, iż jeśli panika zacznie się z poziomu 1,14,1-15 i EUR/USD zacznie szybko zjeżdżać w dół, to przy poziomie 1,05 wielu inwestorów obstawiających silnego dolara, miałaby już całkiem pokaźne zyski (10 figur zysku) i byłaby z ich strony pokusa, by odsprzedać dolara, zamknąć krótkie pozycje EUR/USD i zrealizować ładne zyski. Taka podaż dolarów ze strony zarobionych inwestorów mogłaby powstrzymać dalszą deprecjację Euro.
Gdyby natomiast rozstrzygnięcie greckie wyjaśniło się na niższym pułapie EUR/USD - na przykład z okolic 1,07-,08, to fala paniki z całą pewnością zepchnęłaby notowania poniżej poziomu 1,05, a to by z kolei otworzyło drogę do dalszego ruchu w dół - bo przełamane by zostało arcyważne wsparcie 1,05.
A co jeśli Unia, MFW i inni wierzycieli jednak po raz kolejny podarują Grekom pieniądze?
Nie wydaje mi się, aby w takim scenariuszu fala euforii była w stanie znacząco podnieść kurs EUR/USD powyżej poziomu 1,15. Może na parę chwil tak. Może zobaczylibyśmy 1,1650 czy nawet 1,1700, ale byłaby to moim zdaniem tylko chwilowa aberracja rynku.
Wzrost stóp procentowych Fed, jaki będzie miał miejsce jesienią tego roku, niemal na pewno będzie przyciągać kapitał do USA - kapitał rentierski, czyli ten długoterminowy. Dlatego też w mojej ocenie, jedynie kwestią czasu jest to, kiedy EUR/USD spadnie poniżej 1,05, a nawet poniżej 1,00. I nawet chwilowe euforie związane z Grecja nie powstrzymają tego trendu, lecz dadzą okazję wytrawnym inwestorom, by kupić dolary po lepszej niższej cenie i skorzystać z okazji.




























































