W zakładach Whirlpoola w Amiens na północy Francji, dokąd miał przybyć Emmanuel Macron, pojawiła się nieoczekiwanie jego przeciwniczka w drugiej turze wyborów prezydenckich Marine Le Pen. To miało wytrącić z równowagi Macrona, który miał zaplanowany mityng w rejonie Francji, z którego rekrutuje się wielu sympatyków Frontu Narodowego.
To bezprecedensowa sytuacja by w tym samym miejscu, o tej samej porze, pojawiła się para kandydatów w wyborach prezydenckich. Co więcej zakłady Whirlpoola, które mają być przeniesione do Polski, do Łodzi, znajdują się w Amiens, skąd pochodzi Emmanuel Macron. Witana entuzjastycznie Marine Le Pen, która obiecywała uratowanie zakładów powiedziała, że postanowiła tutaj przyjechać wbrew wcześniejszym planom ze względu na dramatyczną sytuację pracowników zamykanej fabryki. Emmanuela Macrona powitały gwizdy i okrzyki, że to Marine Le Pen będzie prezydentem, a nie on.
W czasie mityngu w Arras socjaldemokrata Macron powiedział do zebranych tłumów, że do Amiens pojechał, bo zaprosili go tam związkowcy. Zwycięzca pierwszej tury wyborów prezydenckich ironizował, że liderka skrajnej prawicy obiecywała, iż uratuje zakłady Whirlpoola poprzez nacjonalizację. Sala przywitała to wybuchami śmiechu i oklaskami. Dalej Emmanuel Macron stwierdził, że patriotyzm nie ma nic wspólnego z nacjonalizmem, a takie ideały przyświecają Marine Le Pen i jej Frontowi Narodowemu. Dodał, że na tej ziemi, nad Sommą toczyły się wojny wywołane przez nacjonalizm.
Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Marek Brzeziński/Paryż/jj






























































