REKLAMA
Początek gorący, a to dopiero rozgrzewka! Ruszyły Wakacje na Giełdzie

    Maciej Damięcki współpracował z SB

    2007-03-30 06:37
    publikacja
    2007-03-30 06:37
    Aktor Maciej Damięcki współpracował z SB - czytamy w "Dzienniku". Gazeta pisze, że przez 16 lat donosił na najsłynniejsze postaci polskiego świata aktorskiego. Spotykał się z oficerami wywiadu 76 razy a kontakty z SB zerwał dopiero w 1989 roku.

    Według gazety Damięcki donosił między innym na Daniela Olbrychskiego, Marka Kondrata, Piotra Fronczewskiego i Gustawa Holoubka. Za swoje informacje nie brał pieniędzy - podaje "Dziennik".

    Jak pisze "Dziennik", podwójne życie Damięckiego zaczęło się 34 lata temu. Wzięty aktor Teatru Dramatycznego jechał nocą przez centrum Warszawy. Prowadził swego trabanta, mimo że właśnie wyszedł z zakrapianej kolacji. Miał pecha - milicjant, który go zatrzymał, wyczuł alkohol. Potem sprawy w swoje ręce wzięła SB. Gazeta pisze, że Damięcki początkowo się wahał jednak podpisał zobowiązanie i przyjął pseudonim Bliźniak. Kontakty z SB zerwał dopiero w 1989 roku.

    "Dziennik" podkreśla - powołując się na dokumenty IPN - że Damięcki nie brał pieniędzy. Esbecy wręczyli mu za to kilka upominków: koniak Napoleon, kwiaty i torbę reporterską.

    Gazeta pisze, że teczka, która zachowała się w IPN, jest jednym z najbardziej kompletnych materiałów dokumentujących pracę agenta, jakie udało się odnaleźć historykom.

    "Dziennik" publikuje też rozmowę z Maciejem Damięckim.

    "Dziennik"/orzechowska/jędras
    Źródło:IAR
    Tematy
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.

    Komentarze (19)

    dodaj komentarz
    ~Prawdzic
    Bardzo współczuję Panom SB-kom,że tak potrafili manipulować ludźmi,którzy nigdy nie
    mieli nic wspólnego z konfidencją.
    Czytałam książkę o Mamie Pana M. Damięckiego.
    Ta Rodzina w czasie wojny przeżyła ogromną tragedię.
    Nie występowała w żadnym Teatrze Niemieckim, czego nie można powiedzieć o niektórych aktorach,których
    Bardzo współczuję Panom SB-kom,że tak potrafili manipulować ludźmi,którzy nigdy nie
    mieli nic wspólnego z konfidencją.
    Czytałam książkę o Mamie Pana M. Damięckiego.
    Ta Rodzina w czasie wojny przeżyła ogromną tragedię.
    Nie występowała w żadnym Teatrze Niemieckim, czego nie można powiedzieć o niektórych aktorach,których nazwisk nie będę wymieniać, ponieważ niektórym mogło by się zrobić przykro.
    Jest to typowo komunistyczna propaganda,żeby skłócić środowisko artystyczne.
    Poradziłabym Panom SB-kom,którzy się nudzą na emeryturze,żeby nie zajmowali się intelektualistami, ponieważ w niedługim czasie umrą.
    W IPN-ie znajdują się dokumenty spreparowane przez SB-ków,którzy śmieją się teraz w żywe oczy.
    Może trzeba by było zatrudnić jasnowidza,żeby powiedział, kto tutaj rozsiewa "wrogą propagandę".
    Mój Dziadek,który walczył, w Armii Andersa był nazywany szpiegiem angielskim.
    Umarł w młodym wieku.
    Przyjaciel Dziadka, notabene dr filozofii został otruty z Zakładzie Psychiatrycznym za głoszenie antykomunistycznych poglądów.
    Radzę Panom z IPN-u ,żeby nie ferowali wyroków, dopóki sami nie rozliczą swojego sumienia.
    Jeżeli Naczelnym Dyrektorem Archiwów Państwowych jest osoba o proweniencji komunistycznej, to trudno doszukać się prawdy.
    Pani Dyrektor w wielu Archiwach Wojewódzkich na terenie całego kraju usadowiła na stanowiskach osoby niekompetentne, często skoligacone z jej rodziną.
    Może Pani Dyrektor wreszcie się opamięta i przestanie szykanować wykształconych historyków-archiwistów, a zatrudniać osoby bez przygotowania zawodowego.
    W IPN-ie często zatrudniane są osoby według klucza partyjnego (SLD).
    Nepotyzm, konfidencja, kumoterstwo oraz brak kompetencji to typowe cechy ludzi o tej proweniencji politycznej.
    Pani Dyrektor! Czasy PRL-u już dawno się skończyły.
    Czyżby Pani Dyrektor Nałęcz ze swoim mężem czuła się zagrożona?




    bandy
    Komedianci

    "Antoni Mężydło szedł z przystanku autobusowego do domu, gdy z hamującej gwałtownie nyski wyskoczyło trzech mężczyzn i zarzuciło mu worek na głowę. Wciągnięto go do samochodu. Przez prześwitujący materiał starał się zaobserwować jak najwięcej szczegółów. Gdy samochód zatrzymał się przed komisariatem w Toruniu,
    Komedianci

    "Antoni Mężydło szedł z przystanku autobusowego do domu, gdy z hamującej gwałtownie nyski wyskoczyło trzech mężczyzn i zarzuciło mu worek na głowę. Wciągnięto go do samochodu. Przez prześwitujący materiał starał się zaobserwować jak najwięcej szczegółów. Gdy samochód zatrzymał się przed komisariatem w Toruniu, mężczyźni przykryli go brezentem, by nie zwracał uwagi przechodniów. Po pewnym czasie pojazd ruszył, jechano w kompletnym milczeniu. W końcu zatrzymano się w lesie. - Przykuli mnie kajdankami do drzewa. Słyszałem, jak ktoś repetuje broń, a ktoś inny łopatą uderza w twardy grunt. Powiedzieli mi: "Odmawiaj zdrowaśki" - wspomina po latach Antoni Mężydło, wówczas jedna z czołowych postaci toruńskiego podziemia (...) W momencie porwania Mężydło zdawał sobie sprawę, że SB wie o nim dużo. Parę dni wcześniej zorientował się, że w jego najbliższym otoczeniu jest agent. Tajny współpracownik, student złapany z bibułą i zwerbowany przez SB, nie wytrzymał napięcia i przed wyjściem z drukarni zostawił na stole kartkę, w której ujawnił swą rolę. (...) W sielankowej scenerii ośrodka wypoczynkowego, położonego kilkadziesiąt kilometrów od Torunia, rozegrała się dalsza część dramatu. Siedząc na podłodze w jednym z domków letniskowych, skuty kajdankami i z workiem na głowie, Mężydło poddany został bezustannemu przesłuchaniu. Czasami kazano mu wstać, by uderzeniami pięści powalić na ziemię i bić pałą w pięty. To, co miało miejsce, przypomina scenariusz horroru, sadystyczny i wyrafinowany, zdumiewający skalą cierpień fizycznych i psychicznych. Bólowi towarzyszyło upokorzenie, więźniowi nie pozwalano na załatwienie potrzeb fizjologicznych. Do lęku o własny los dochodził niepokój o najbliższą osobę, z magnetofonu odtwarzano wypowiedzi narzeczonej, które nie pozostawiały wątpliwości, że i ona znajduje się w rękach SB.- Słyszałem głosy przesłuchujących mnie esbeków. Zmieniali się. Sprawiali wrażenie coraz bardziej pijanych, narzekali, że są zmęczeni, trzeba kończyć i posłać mnie do piachu. Gdy zaczynałem zasypiać, chlustano na mnie wodą. Po kilkudziesięciu godzinach bez snu miałem już zaburzoną świadomość - relacjonuje Mężydło.Gdy pytam go, skąd czerpał siły, by się nie załamać, wydaje się lekko zdziwiony. - Nie mógłbym żyć ze świadomością, że zdradziłem ludzi, których często sam wciągnąłem do konspiracji. Po latach ocenia, że nawet pozornie przypadkowe elementy były precyzyjnie zaplanowane. Gdy wlewano mu wódkę do ust, sugerowano, że skończy jako ofiara zainscenizowanego wypadku drogowego. Jego śmierci odebrano by wszelki heroizm, byłby pijanym kierowcą, który wpadł na drzewo. W końcu powiedziano mu, że zostanie przewieziony od ośrodka tortur w Bieszczadach i wepchnięto znów do nyski. Zawieziono w pobliże wysypiska śmieci, kazano położyć się na ziemi. Gdy w końcu podniósł głowę, był sam." (Maja Narbutt, "Musimy kończyć, kop sobie grób", Rzeczpospolita)

    ***

    Maciej Damięcki: Ze mną rozmawiał pan, który się przedstawił jako historyk IPN, no to podejrzewam, że przesłuchania były łatwiejsze, jakieś takie dawno jeszcze na UB, łatwiejsze były niż ta rozmowa z tym panem.

    Daniel Olbrychski: Tak, ja jestem podobnego zdania.

    ***

    Moja serdeczna prośba do pana Damięckiego i tych co przyjdą po nim, do wszystkich "złamanych" prawem jazdy, paszportem lub pieniędzmi. Szanowni pokrzywdzeni przez IPN agenci, znajdźcie sobie inny pomysł na radzenie sobie z własnym wstydem, przestańcie budować swoją martyrologię na kłamliwym porównywaniu tego co was dzisiaj spotyka z tym co spotykało wtedy odważniejszych od was. Niedobrze się robi gdy ludzie, którzy dla prawa jazdy, paszportu czy za pieniądze sprzedawali przyjaciół dzisiaj obciążają historyków winą za swój wstyd. Pan Damięcki ma prawo nienawidzieć historyków z IPN, w końcu trudno lubić świadków własnej małości, są jednak chyba jakieś granice podłości. Nie wiem co panu Damięckiemu zrobił ten okrutny historyk, pewnie pokazał jakiś dokument i zapytał czy to jego podpis. Faktycznie nieludzkie, nic tylko snuć analogie do esbeckich przesłuchań. Brak słów. W każdym razie takich, które przystoją damie :)

    Nie czepiałabym się Damięckiego gdyby poprzestał na "Ja pierniczę, to moje" i standardowych wykrętach, że nikomu nie szkodził. Nie mam nabożnego stosunku do aktorów i wygórowanych oczekiwań wobec nich (zwłaszcza po pamiętnej wypowiedzi Kieresa, że to w tym środowisku będzie najwięcej "spraw pokazujących ludzką małość") dlatego donosicielstwo Damięckiego nie jest dla mnie jakimś strasznym szokiem ani aferą wartą wałkowania. Nie potrafię jednak zaakceptować wycierania sobie gęby prawdziwymi ofiarami SB, umniejszania tego przez co przeszły poprzez porównywanie esbeckich przesłuchań do rozmowy z historykiem. Setki osób przeszły przez piekło SB, niektórzy przeszli z godnością, niektórzy nie przeżyli, a jeszcze inni dali się złamać w okolicznościach tak dramatycznych, że pokora nakazuje wstrzymać się z oceną tym wszystkim, którzy sami czegoś podobnego nie przeżyli. Gdzie wśród nich miejsce dla Damięckiego, który esbecji przehandlował przyjaciół za prawo jazdy i po co się wpycha między prawdziwe ofiary? Nie musi się przed nikim tłumaczyć, nie musi się kajać, nic nie musi. Ale niech się z tą swoją "krzywdą" nie narzuca, przynajmniej dopóki w miarę świeża jest pamięć o tym jak naprawdę wyglądały przesłuchania na SB tych, którzy w przeciwieństwie do Damięckiego nie mieli ochoty na wzajemnie korzystne transakcje. Jak się było cichym wspólnikiem prześladowców to się powinno uważać z porównywaniem się z ich ofiarami.

    Uważać na słowa powinien także Daniel Olbrychski, dzisiaj tak zniesmaczony wypominaniem jego koledze agenturalnej przeszłości bo niektórzy pamiętają, że jeszcze niedawno nie miał nic przeciwko obrzucaniu błotem i ochoczo wziął udział w nagonce na Wildsteina, oskarżając go o...donosicielstwo i chwaląc się, że za karę nie chciał mu przed programem podać ręki. "Rozumiem, że chciał się pan przypodobać władzom francuskim bo wszyscy nie mieliśmy tam lekkiego życia, ale ten proces, gdyby go Mirek przegrał, rzuciłby go, łącznie z deportacją, w ramiona i okowy SB polskiego. Był pan świadkiem na tym procesie, wszyscy o tym w Paryżu wiedzieliśmy". Oczywiście szybko się okazało, że Olbrychski bredził ale wcale go to nie zraziło. "Teraz znowu pan Wildstein podnosi głowę i prowokuje szkalowanie setek tysięcy Polaków. Wstyd mi, że oddychałem w studiu tym samym powietrzem co on". Mało wiarygodna jest dzisiejsza obrona Damięckiego w świetle oskarżeń jakie sam z taką łatwością rzucał na Wildsteina.

    Cytowany na wstępie wstrząsający artykuł Mai Narbutt polecam wszystkim, zwłaszcza tym, którym z taką łatwością przychodzi porównywanie historyków IPN do esbecji, oświadczeń lustracyjnych do lojalek a obecnych rządów do komunistycznego terroru. Warto sobie od czasu do czasu odświeżać pamięć po to, żeby potem w odpowiednim momencie ugryźć się w język jak człowieka najdzie ochota zwyzywać od esbeków kolejnego historyka z IPN.
    targel
    Ponure czasy stają się kolejnm powodem do siania nienawiści między Polakami. To typowa katolicka obłuda. Zamiast pokazać grzesznika, posłuchać, co ma do powidzenia, osądzić, jeżeli popełnił przestępstwo - i na końcu przebaczyć, to szczuje się człowieka na człowieka i pokazuje się tamte mroczne czasy pzez pryzmat własnej
    Ponure czasy stają się kolejnm powodem do siania nienawiści między Polakami. To typowa katolicka obłuda. Zamiast pokazać grzesznika, posłuchać, co ma do powidzenia, osądzić, jeżeli popełnił przestępstwo - i na końcu przebaczyć, to szczuje się człowieka na człowieka i pokazuje się tamte mroczne czasy pzez pryzmat własnej
    głupoty. Ciemnota zawsze prowadziła nas do haniebnych czynów. Ale przecież
    jesteśmy tak napuszeni, tak tą ciemnotą przesiąknięci, że nie dostrzegamy w sobie
    tamtej haniebnej spuścizny sprzed dzesięcioleci, sprzed wieków.

    Oto taki #bandy# , nie znając ludzi ani faktów z nimi związanych, stroi się w szatę niewiniątka by na innych się wyżywać. A mądrości nrodowe powiadają, że na złodziju
    czapka gore. A ileż to razy bywało, że złodziej krzyczał: # Łapać złodzieja #, albo
    strażak piroman śpieszył do gaszenia wzniecongo przez siebie ognia.

    Ale dlaczego taki # bandy # nie może sobie pozwolić na sianie nienawiści, skoro pan Ziobro publicznie feruje wyroki ludziom, którzy jescze nie stanęli przed sądem, ba! nawet dochodzenia w ich sprawie nie było

    # bandy # popisywanie się własną ciemnotą nie jest zaszczytem. Kolejna mądrość
    narodowa: # Głupi, kiedy milczy, za mądrego ujdzie #.
    ~Forest
    A ja widziałem i słyszałem coś odrobinę innego
    Pan Damięcki powiedział że JEGO PRZESŁUCHANIA NA UB były mniej nieprzyjemne niż te prowadzone przez historyka IPN .
    Ta odrobina sprawia że ktoś tu znowu manipuluje faktami zastanawiam się po co ?
    A porównywanie tego do sprawy Mężydły to również nadużycie
    ~olo
    polowanie na czarownice trwa w najlepsze, do czego ma prowadzić celowe metodyczne skłocanie ze soba całych środowisk, to ma być to DOBRO POLSKI ??? całe szczeście że są ludzie kultury z autorytetem jak Daniel Olbrychski którzy mają odwagę powiedzieć głosno co o tym myslą ! brawo panie Danielu !!! przeżylismy komunę przeżyjemy i IVRP ...
    ~pozdrawiam
    no coż
    byli tacy, co szli na współpracę i robili kariery
    byli również i tacy, którzy brzydzili się wszelkiego kontaktu z tymi ludżmi i szło im naprawdę ja po grudzie, do niczego nie doszli, ( albo prawie niczego ) niczego się nie dorobili
    klepali tę swoją biedę i żyli jakąś nadzieją - dziś się doczekali,..... ale o nich
    no coż
    byli tacy, co szli na współpracę i robili kariery
    byli również i tacy, którzy brzydzili się wszelkiego kontaktu z tymi ludżmi i szło im naprawdę ja po grudzie, do niczego nie doszli, ( albo prawie niczego ) niczego się nie dorobili
    klepali tę swoją biedę i żyli jakąś nadzieją - dziś się doczekali,..... ale o nich się w ogóle nie mówi, bo i o czym tu mówić....żyli cicho, ale z godnością
    ~olo odpowiada ~pozdrawiam
    czy uważasz, że wszyscy którzy zaistnieli za komuny w mediach, kulturze, nauce, gospodarce to ostatnie szuje co kolaborowali z władzą i teraz należy ich za to zgnoić ?? być może należy w takim razie wprowadzić jakis rodzaj odpowiedzialności zbiorowej zamiast cykać po jednym nazwisku raz na tydzień ku uciesze "rewolucjonistów" czy uważasz, że wszyscy którzy zaistnieli za komuny w mediach, kulturze, nauce, gospodarce to ostatnie szuje co kolaborowali z władzą i teraz należy ich za to zgnoić ?? być może należy w takim razie wprowadzić jakis rodzaj odpowiedzialności zbiorowej zamiast cykać po jednym nazwisku raz na tydzień ku uciesze "rewolucjonistów" , tez pomysł. Masz rację że byli tacy którzy brzydzili sie wszelkiego kontaktu z 'tymi ludźmi' , chwała im zato, ale to nie zawsze była jedyna przyczyna że do niczego nie doszli, świat nie jest czarno-biały.
    targel odpowiada ~olo
    A dlaczego nie miał współpracować ze służbami własnego kraju? Trzeba dzisiejszch współpracowników zapytać, jak to się współracuje i co oni myślą o swych kolegach sprzed ćwierćwicza.
    ~~~ odpowiada targel
    to nie były służby własnego kraju, ale służby okupanta, ciemiężyciele, oprawcy
    jesteście za młodzi
    postałbyś w piwnicy po pas w wodzie przez noc - do dziś byś sikał w łóżko
    ~jazz odpowiada ~pozdrawiam
    Pieknie to napisałeś. Porządek trzeba zrobić nawet z Olbrychskim bo tez był umoczony dla kariery.

    Powiązane:

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki