Niskie, nawet jak na najnowsze standardy, obroty i niewielka zmienność indeksów – tak wyglądał „leniwy piątek” na warszawskim parkiecie. Jedyną pozytywną informacją było utrzymanie się przez WIG20 powyżej 2009 punktów.


To był ciężki tydzień dla inwestujących na GPW. Po fatalnym, ubiegłym piątku WIG20 walczył o odzyskanie poziomu 2009 punktów, czyli wsparcia wyznaczonego przez dołki z maja 2012 r. i września 2015 r. Trwałe przebicie tego poziomu teoretycznie groziło nawet „jazdą na Grunwald”, czyli spadkiem WIG20 w okolice 1.410 pkt. (tj. po wybiciu z konsolidacji o szerokości ok. 625 pkt.).
Po dramatycznym poniedziałku, we wtorek i środę rynek się odbudował z trudem podnosząc się powyżej 2000 punktów i negując spadkowy sygnał. Piątkowy wzrost WIG20 o 0,61% utrzymał nadzieję na to, że powrót powyżej 2009 punktów okaże się zjawiskiem trwałym. Mankamentem tej optymistycznej interpretacji są bardzo niskie obroty, które w piątek na całym WIG-u 20 wyniosły 320 mln zł.
Bykom w Warszawie z odsieczą przyszli Amerykanie, którzy rozpoczęli ostatnią sesję w tygodniu wzrostami rzędu 0,6-0,8%. Ponad kreskę wychyliły się także główne indeksy w Europie Zachodniej, które do 17:00 zyskiwały po ok. 0,2%.
W gronie blue chipów najlepiej spisały się akcje LPP (+2,5%), Pekao (+1,9%) oraz Cyfrowy Polsat (+1,6%). Czerwoną latarnią znów była Bogdanka (-2,9%). Na szerokim rynku wyróżniły się papiery Echo Investment, które pod koniec dnia przy całkiem solidnych obrotach zdrożały o ponad 9%. Po zwyżce o 8,6% historyczne maksimum ustanowiły notowania ZA Puławy. Kilkuletnie maksima poprawiła też Agora i Grupa Azoty.































































