Wtorkowy poranek przyniósł próbę dalszego odrabiania strat przez polską walutę. Kurs euro flirtuje z poziomem 4,70 zł, oddalając się od rekordów sprzed tygodnia. W dalszym ciągu złoty pozostaje niezmiernie słaby jak na historyczne standardy.


Po bardzo udanym poniedziałku, kiedy to kurs euro spadł o ponad 5 groszy, wtorkowy poranek przyniósł próbę pogłębienia spadków na parze euro-złoty. Do 9:26 kurs euro obniżył się do 4,7245 zł i był 0,7 grosza niższy niż w poniedziałek wieczorem.
To jednak wciąż wartość wyznaczająca bardzo głęboką słabość polskiej waluty. Przed marcem ’22 tak wysokie notowania euro obserwowaliśmy jedynie przez kilka tygodni wiosną 2004 i zimą 2009 roku. Niemniej jednak szok na rynku złotego wywołany rosyjską napaścią na Ukrainę powoli mija. Jeszcze tydzień temu był rekordowo słaby, a za euro i franka szwajcarskiego musieliśmy płacić prawie 5 zł.
Wsparciem dla naszej waluty jest uspokojenie sytuacji na rynku ropy naftowej oraz osłabienie dolara względem euro. We wtorek rano amerykańska waluta na polskim rynku była wyceniana na 4,2881 zł, czyli już o ponad trzy grosze niżej niż dzień wcześniej. Oznacza to, że w ciągu ostatniego tygodnia kurs dolara obniżył się o przeszło 30 groszy.

Frank szwajcarski kwotowany był po 4,5729 zł, a więc o prawie 4,2 grosza niżej niż w poniedziałek wieczorem. Od rekordu wszech czasów z ubiegłego poniedziałku helwecka waluta potaniałą już prawie o 42 grosze. Funt brytyjski taniał o przeszło dwa grosze, osiągając cenę 4,5887 zł.
Rynek walutowy z niecierpliwością czeka na środowy komunikat z Rezerwy Federalnej. Analitycy spodziewają się po nim pierwszej od 2018 roku podwyżki stopy funduszy federalnych. Rynkowy konsensu zakłada ruch o 25 pb.
KK






























































