Krzysztof Rybiński dla Bankier.pl: Ludzie sukcesu nie pracują od 8 do 16

Kiedy firma zaczyna spoglądać z ciekawością w stronę zagranicznego odbiorcy, zaczynają się koszty i kłopoty. To prawda, ale ekspansję na rynki zagraniczne rozpoczyna się nie po to, by stracić, lecz po to, by zyskać. Jak to zrobić skutecznie? O tym rozmawiamy z prof. Krzysztofem Rybińskim.


Krzysztof Rybiński
Krzysztof Rybiński

Marcin Świerkot: Często ma Pan okazję rozmawiać z przedsiębiorcami, prawdziwymi liderami, którzy doprowadzili do międzynarodowego sukcesu spółki, którymi zarządzali. Czy jest Pan w stanie znaleźć cechy wspólne tych ludzi, które pomogły firmom z sukcesem zdobywać rynki międzynarodowe?

Krzysztof Rybiński*: Przede wszystkim istotna jest niewiarygodna pasja. Dla wszystkich tych osób nie jest to praca od 8:00 do 16:00 - oni naprawdę tym żyją. To jest reguła, która dotyczy każdego z nich.

Drugą cechą jest wiedza ekspercka w dziedzinie, którą zajmuje się firma. Nie ma przypadku, żeby ktoś był tylko wynajętym menadżerem, który zna się na zarządzaniu. Osoba, która jest liderem tej ekspansji, jest nieprawdopodobnym ekspertem. Prezes HTL Strefa, Wojciech Wyszogrodzki, firmy, która ma 55% udziału w rynku jednorazowych nakłuwaczy, był w stanie stanąć na taśmie i naprawić dowolną usterkę. Nie było takiej sytuacji, w której majster mówi, że się nie da. Prezes odpowiadał: "jak to się nie da?" Ściągał marynarkę, zakasywał rękawy i naprawiał. Z kolei prezes KGHM, Herbert Wirth, jest doktorem habilitowanym geologii, więc dokładnie zna wszystkie aspekty wydobywania miedzi i pierwiastków. Leszek Czarnecki, prezes Getin Banku, zna się na bankowości w najdrobniejszych szczegółach. Wszyscy oni to są wybitni eksperci i w każdym przypadku osoby analizowane przez nas bardzo dokładnie rozumiały swój biznes i co więcej, dokładnie wiedziały, na czym polegają ich przewagi konkurencyjne.

Czasami gdy rozmawiam z szefami polskich firmami i pytam: "w czym jesteście najlepsi?", dostaję bardzo nieprecyzyjne odpowiedzi. W przypadku firm, które odniosły międzynarodowe sukcesy, przewagi konkurencyjne są doskonale rozumiane i są bardzo skutecznie wykorzystywane do globalnej ekspansji.

Jest jeszcze jedna cecha, od której jest jeden lub dwa wyjątki, ale uważam to za istotne. Wszyscy liderzy są to osoby, które w młodości bardzo dużo podróżowały i są ciekawe świata. Mają olbrzymie doświadczenia chociażby z czasów studenckich, bywały w wielu krajach, poznawały różne kultury i przez to nie mają barier i obaw, jakie mogłyby mieć osoby całe życie mieszkające w Polsce.

M: Pójdźmy dalej tym tropem. Jakie przesłanki powinny spełniać przedsiębiorstwa, które obecnie działają na rynku lokalnym, a chciałyby wypłynąć na szersze wody? Co tak naprawdę trzeba zrobić i jak długo taki proces skutecznego wejścia na rynki może trwać?

R: Tutaj niestety reguły nie ma, ponieważ motywacje wejścia na rynki międzynarodowe są bardzo różne. Takie firmy jak HTL Strefa czy Vigo musiały wejść na rynki międzynarodowe, gdyż w Polsce nie było dla nich miejsca. Technologia pomiaru podczerwieni, którą opracowali naukowcy z Vigo System, była tak zaawansowana, że klientów zainteresowanych jej zastosowaniem musieli szukać za granicą - i znaleźli w Stanach Zjednoczonych, gdzie przemysł był wysoce zaawansowany. Podobnie jeśli chodzi o nakłuwacze od HTL Strefy. Tylko potężna skala operacji uzasadniała w ogóle produkcję. Takie modele globalne znajdują się też w branży gier komputerowych. CD Projekt i inne firmy, które produkują gry, od razu "rzucają je" na globalne rynki.

Ale to raczej wyjątki. Typowy model rozwoju jest taki, że rośniemy w Polsce i nagle okazuje się, że w kraju nie ma już dla nas miejsca. Mamy też odpowiednio duży cash flow i wtedy wychodzimy za granicę. Tutaj najbardziej naturalnym krokiem i najczęstszym kierunkiem ekspansji jest sąsiad, czyli kraj ościenny. Przykładem firm które tak się rozwijały jest Maspex lub Selena.

M: Czy wśród polskich firm widzi Pan obecnie takie polskie przedsiębiorstwa, które mogłyby działać globalnie, ale tego z pewnych względów nie robią?

R: Tak, widzę takie firmy. Co więcej, jest to potencjał jeszcze nie do końca ujawniony. To znaczy, że firmy te mogą osiągnąć znacznie większe sukcesy, niż te, które osiągnęły dotychczas. Przy dobrze przemyślanym wsparciu i pewnych zmianach wewnątrz ta ścieżka rozwoju firm polskich na globalnych rynkach może być znacznie szybsza.

M: Czy to jest duża szansa dla gospodarki jako takiej? Czy to jest droga, która może nam cokolwiek dać w kontekście inwestycji wewnętrznych?

R: To jest jedyna droga. Kraj może się rozwijać dlatego, że rośnie jego rynek wewnętrzny. Są takie kraje jak Turcja czy Indie, gdzie populacja szybko rośnie, a rynek wewnętrzny jest bardzo młody i prężny i to jest ich właściwy model rozwoju. Są jednak też takie kraje jak Polska, gdzie starzejemy się bardzo szybko i będzie to powodowało kurczenie się rynku wewnętrznego. W takich krajach, które mają demografię jak Polska, jedyną szansą na rozwój jest globalna ekspansja firm. Tylko wtedy PKB będzie rosło, gdy polskie firmy będą mogły sprzedać swoje towary globalnie, a nie na naszym kurczącym się rynku. Potęga Niemiec, Szwajcarii czy Japonii nie wynika z tego, że mają mocny rynek wewnętrzny, a z tego, że firmy są globalnie bardzo mocne. To jest jedyna droga Polski, żebyśmy mogli utrzymać i podnosić standard życia.


»Rybiński dla Bankier.pl: jesteśmy na początku wielkiego kryzysu

M.Ś.: Większość opisanych przedsiębiorstw nie korzystała z rządowej pomocy, budując swoje biznesy. Sami dochodzili do sukcesu swoją ciężką pracą i odnieśli sukces międzynarodowy. Czy te miliardy euro, które są pompowane w dotacje oraz "innowacyjne" pomysły i firmy, mają w ogóle sens w takim wymiarze?

K.R.: Niestety, tutaj znów nie można uogólniać w przypadku tych firm, którym się udało. Za to wiemy, jak wygląda sytuacja w skali całej gospodarki. Przez 6 lat prawie 40 miliardów złotych trafiło na wsparcie innowacyjności polskich firm, a innowacyjność dramatycznie spadła. Nie trochę, a dramatycznie. Coś złego jest w systemie wsparcia innowacyjności, skoro ta innowacyjność spada. Nie wynika to z tego, że pieniądze unijne marnują innowacyjność, bo ta w innych krajach wzrosła. Powodem jest nasz system dystrybucji wsparcia, który prawdopodobnie jest patologiczny i generuje takie efekty.

Patrząc z kolei na te firmy, o których mówimy, to znakomita większość nie korzystała z pieniędzy unijnych, zbudowała swój sukces własną przedsiębiorczością, wysoką jakością modeli biznesowych, oraz dzięki wizji i pasji lidera. Mogę jednak podać przykłady, kiedy wsparcie rządowe się pojawiło. Firma Vigo System dostała nisko oprocentowany kredyt technologiczny i został spożytkowany na radykalne podniesienie innowacyjności, bo firma kupiła nową aparaturę. Kolejny przykład, również Vigo, moim zdaniem wzorcowy, czyli podpisanie umowy między firmą a Wojskową Akademią Techniczną, gdzie WAT miał budżetowe pieniądze na kupno aparatury, a Vigo miało swoje. Każdy miał po milionie i za tę kwotę osobno mogli kupić kiepską aparaturę. Połączyli jednak pieniądze publiczne i prywatne, zbudowali wspólne laboratorium i prowadzą badania na najwyższym, światowym poziomie. Co więcej, umowa która jest opublikowana w mojej książce, ma 3 strony, a nie 30 lub 50, jak umowy na kontrakty unijne. Są projekty, które korzystały ze wsparcia publicznego i zakończyły się ogromnym sukcesem, ale to są raczej rodzynki niż reguła. Większość tych projektów niestety polega na tym, żeby te pieniądze pozyskać, skonsumować i jak widać niewiele z tego zostaje dla całej gospodarki.

M.Ś.: Jedyną szansą, jak mówił Pan wcześniej, jest ekspansja na rynki zagraniczne. Podpowiedzmy zatem władzom: co może zrobić rząd, by taką ekspansję budować, a nie bezsensownie wydawać pieniądze?

K.R.: Rząd może zrobić bardzo wiele. Nie byłoby dzisiaj w Polsce tak wspaniałych firm jak Solaris, który sprzedaje swoje autobusy na całym świecie, czy RADWAG, który ma 10% udziału w światowym rynku wag laboratoryjnych, gdyby nie pomoc państwa. Nie chodzi mi tutaj o granty czy inne wsparcie. Na początku swojego rozwoju Poczta Polska złożyła w RADWAG-u duże, kilkuletnie zamówienie na kupno prostych wag do ważenia listów. To zamówienie dało stały strumień pieniądza i pozwoliło firmie przeznaczyć środki na badania. Dzięki temu RADWAG jest teraz jednym ze światowych liderów. Kolejny przykład, Solaris - nigdy by nie powstał, gdyby prezydent Poznania nie zaryzykował i nie zamówił u nich 120 autobusów, pod warunkiem, że powstanie fabryka pod Poznaniem.

Nazywam to mądrą polityką popytową. Sektor publiczny, zamawiając pewne usługi, powinien kierować się patriotyzmem gospodarczym i pozwalać rozwijać się polskim firmom. Przykładem odwrotnym, skrajnie negatywnym, jest kupno przez PKP Pendolino, zamiast zamówienie taboru w firmie PESA lub w Newagu i pomoc tym polskim firmom. Co z tego, że one na razie nie potrafią robić pociągu klasy Pendolino. Gdy złoży się u nich zamówienia, dostaną pieniądze i za 2-3 lata będą robić podobne pociągi, a za 10 lat będą robić lepsze i eksportować je na cały świat.

M.Ś.: Dziękuję za rozmowę

* profesor i rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula. W styczniu ukazała się jego książka Go Global!, z wywiadami z właścicielami jedenastu polskich firm, które osiągnęły sukcesy międzynarodowe.

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 1 ~Marek

Zgadzam sie. Zakup Pendolino to prawie zdrada. Osoby ktore podjely taką decyzję powinny pracować w szalecie publicznym, a nie w administracji... kretyni.

! Odpowiedz
1 2 ~wzap

Cieszy patriotyczna retoryka profesora. Tutaj się z nim zgadzam. Niestety jeżeli chodzi o rzekomy główny determinant sukcesu, czyli pasję czy fascynację, to moim zdaniem to są bajki dla dzieci. Fascynujące i pasjonujące to jest zarabianie pieniędzy i same pieniądze, czyli biznes, a nie praca stojąca za nim. Proszę mi pokazać ludzi, których fascynuje przetwarzanie odpadów, obsługa pogrzebów, plastikowe kible, ochraniarstwo czy produkcja żarcia dla psów. Ta lista nie ma końca.

Profesor Rybiński odtwarza starą zgraną płytę, mającą zachęcać szaraków do większego wysiłku. To że dyrektor staje za taśmą, bardzo dobrze o nim świadczy, bo facet ma innowacyjne narzędzie zarządcze i wyrabia sobie charyzmę, to właśnie dlatego nauczył się wszystkiego z zakresu tych nakłuwaczy - także dlatego, by mu współpracownicy nie wstawiali kitu, a nie dlatego, że jest ich pasjonatem.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 2 ~prezio

W przytulnym gabinecie, z miłą panią sekretarką i uczynnym asystentem, to można "pracować" 12 godzin.

! Odpowiedz
0 1 ~Byly pracownik RADWA

Witam
Pracowalemw Radwagu i niestety muszę napisać, że tam bardzo wykorzystują ludzi i to także tworcow nie wspominając o pracownikach fizycznych - placa psie pieniadze.
Nie jest to dobra firma, a Chinczycy robią lepsze wagi z tego co mowili juz w samym RADWAGu.
Skonczcie klamac, owszem pieniadze idą do wlasciciela firmy nie dla kapitalisty, ktory robi badania w tej firmie.
Pozdrawiam

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 1 ~Pracownicy

Dziękujemy Panu Rybińskiemu za świetny materiał napisany na zamówienie nieuczciwych pracodawców i popierający darmową pracę po godzinach.


Wykorzystywani i oszukiwani pracownicy

! Odpowiedz
0 1 ~niktważny

Kłania się kwestia umiejętności czytania i zrozumienia. Ta praca, nie ograniczająca się do godzin 8-16 dotyczy ludzi prowadzących biznes, odpowiedzialnych za rozwój firmy, jej ekspansję sprzedażową, wyniki finansowe. Ludzie tacy są nie tylko wynajętymi menagerami, często są właścicielami lub współwłaścicielami firm. Zatem ryzykują swoimi pieniędzmi. Praca bez wyczekiwania przez nich godziny 16,00-tej jest więc w ich przypadku czymś naturalnym, podobnie jak prawie dla każdego prowadzącego również mniejszy biznes. Czy zrezygnują z ważnego spotkania biznesowego tylko dlatego, że np. będzie ono możliwe nie wcześniej niż o godzinie 20,00 lub w sobotę po południu? Nie umniejszając, nie dotyczy to poza szczególniejszymi sytuacjami zwykłych pracowników, którzy będąc zatrudnionymi przez tych pierwszych zainteresowani są przede wszystkim zarobkami i czasem pracy. Ale gdyby przeszli "na swoje", i chcieliby być ludźmi sukcesu, nie mieliby wyjścia, też przestaliby limitować sobie czas pracy, a zatrudnieni przez nich pracownicy ani myśleliby ich naśladować. Chyba...chyba że również partycypowaliby we własności firmy w której pracują i to uczestnictwo przekładałoby się dla nich na konkretne pieniądze. Wtedy byliby może skłonni dać z siebie nieco więcej, gdyż nie czuliby się tylko najemnikami.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~M.Mackowski

Wiele prawdy i sugestii. Jest też taki oto kwiatek "W takich krajach, które mają demografię jak Polska, jedyną szansą na rozwój jest globalna ekspansja firm. " Demografia to charakterystyka ludności danego obszaru, czyli opis ludności i jej sytuacji za pomocą języka socjologii lub / i matematyki. Określenie "mieć demografię" nic nie znaczy. To jakiś bełkot pseudoekonomiczno - demograficzny. Jak z tego wysnuć prawidłowe wnioski?. To wie tylko ten kto się pomylił. Prada to Panie profesorze?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 0 ~marcinufosz

To niech mi szef da zarobić 10000 zł. miesięcznie to mogę pracować i 12 godzin ale nie za 2000 zł. Kogoś chyba pogięło.

! Odpowiedz
0 1 ~widmo

Niestety wiele z powyższych komentarzy świadczy analfabetyzmie wtórnym Polaków - bardzo dużo osób ma problemy ze zrozumieniem czytanego tekstu. Pana Rybińskiego nie lubię, nawet bardzo, ale tym razem muszę mu przyznać rację. Śmiać mi się chce, jak czytam teksty w stylu - sukcesem nie jest pracowanie po kilkanaście godzin... Oczywiście, że lepiej zamiast pracować cały dzień jest siedzieć z rodziną, podróżować, czy uprawiać ulubione sporty, ale na to właśnie trzeba właśnie zawczasu zapracować... Jeden woli być zdany na łaskę pracodawcy i tyrać do 67, a jeden woli się ustawić. Poza tym wolę siedzieć w swojej firmie po 12h i widzieć jak się rozwija niż siedzieć po 8h u kogoś. Konsensu z artykułu jest prosty, największy sukces osiągają osoby z pasją, które nie idą do pracy odklepać swoje, tylko robią to co naprawdę lubią i potrafią.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 1 ~BJren

a komentarze przeciwne wynikają często z niueumiejętności czytania ze zrozumieniem. I teza z tytułu nie pada dosłownie nigdzie w tekście; wczytajcie się.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne