

W tej chwili już bezrobocie w Wielkopolsce czy na Dolnym Śląsku jest w okolicach 4%. To jest bezrobocie naturalne, de facto brakuje nam tam silnie rąk do pracy. Również Śląsk nie wygląda najlepiej - z punktu widzenia pracodawców - czyli też brakuje pracowników. Pracodawcy muszą pozyskać ich z zewnątrz i tutaj remedium są właśnie imigranci - wskazuje Krzysztof Inglot, pełnomocnik zarządu, dyrektor działu rozwoju rynków, Work Service SA.
Mamy dwie fale - pierwsza to jest ta już obecna, czyli 100-200 tys. osób - to jest wzrost o 20% liczby pozwoleń na pracę dla Ukraińców versus zeszły rok. To jest 27 tys. pozwoleń w tym roku, które udzieliliśmy emigrantom w kraju. Oni wypełniają luki i zarabiają najczęściej tyle co Polacy - to są pełnoprawni pracownicy, którym my, jako naród chcemy pomóc, ponieważ jesteśmy otwarci kulturowo na Ukraińców. Całkiem inaczej wygląda kwestia imigrantów obecnej fali - nie przewiduję, żeby te, jakże inne kulturowo osoby, o całkowicie innym podejściu, stylu życia, religii - były w stanie się odnaleźć na polskim rynku pracy. Nie jesteśmy gotowi jako społeczeństwo, aby ich asymilować. Wydaje mi się, że jeśli znajdą jakąkolwiek pracę, to po paru dniach wyjadą szukać znacznie lepszej pracy np. w Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Emigranci z Bliskiego Wschodu nie będą mieli żadnego większego wpływu na polski rynek pracy - ocenia Krzysztof Inglot.




























































