Iran ostrzegł, że w obiektach jądrowych, które zostały zaatakowane przez USA w ubiegłym roku, wciąż znajdują się niewybuchy i uznał je za poważne zagrożenie, które uniemożliwia przeprowadzenie ich inspekcji, na co nalegają Stany Zjednoczone podczas negocjacji z Teheranem.


Według finansowanego przez Katar portalu MiddleEastMonitor minister spraw zagranicznych Iranu, Abbas Aragczi powiedział w miniony weekend, że inspekcje mogą być kontynuowane dopiero po zapewnieniu bezpiecznego dostępu do budynków, zauważając, że nie istnieją żadne normy prawne, regulujące wizyty w zbombardowanych obiektach jądrowych.
W atakach na trzy takie obiekty wiązane z irańskim programem nuklearnym - Fordow, Natanz i Isfahan - do których doszło w czerwcu ubiegłego roku podczas 12-dniowej wojny izraelsko-irańskiej, Stany Zjednoczone użyły łącznie czternastu bomb GBU-57, przeznaczonych do niszczenia silnie umocnionych instalacji.
Jeśli deklaracje szefa irańskiej dyplomacji są prawdziwe, mogą postawić USA w kłopotliwej sytuacji, ponieważ odzyskanie tych niewybuchów da Iranowi bezpośredni dostęp do nowoczesnej amerykańskiej broni, potencjalnie umożliwiając pomiar grubości obudowy, czy określenie składu stopu użytego do ich produkcji.
Według portalu ArmyRecognition amerykanie użyli ciężkich bomb GBU-57 przenoszonych przez bombowce strategiczne B-2, z których każda ważyła około 13,6 tys. kg i była zaprojektowana tak, aby przed detonacją przebijać głębokie warstwy skał i zbrojonego betonu. Dodatkowo instalacje te zostały ostrzelane pociskami manewrującymi Tomahawk.
Uwagi Aragcziego pojawiły się kilka dni po tym, gdy w Omanie odbyły się rozmowy między irańskimi i amerykańskimi urzędnikami, które miały doprowadzić do zażegnania kryzysu na Bliskim Wschodzie, ale irański minister, usprawiedliwiając odmowę dostępu do obiektów jądrowych, powiedział, że Iran nie ufa Stanom Zjednoczonym, a wynik tych rozmów określił jako niepewny. (PAP)

tebe/ mal/































































