Obecna inflacja ma źródła zewnętrzne, wzrost cen kredytu mógłby doprowadzić do stagflacji - napisał na blogu członek RPP Jerzy Kropiwnicki.


"Dziś zagrożenie ekonomiczne mogłoby być większe. Wszak wiadomo, iż obecny wzrost cen wynika (w znacznej mierze) z innych niż wewnętrzne, popytowe, źródła: z polityki 'gazowej' Putina, z 'naftowej polityki krajów OPEC+', z proekologicznej polityki UE i USA oraz z zerwania globalnych łańcuchów dostaw. W takim układzie inflacyjny wzrost cen trwałby (zapewne w mniejszym wymiarze), natomiast wzrost cen kredytu mógłby doprowadzić do znacznego zahamowania wzrostu gospodarczego i wzrostu bezrobocia – popadlibyśmy w STAGFLACJĘ" - napisał Kropiwnicki, opisując dylematy przed styczniowym posiedzeniem RPP.
Dla Kropiwnickiego będzie to ostatnie posiedzenie Rady. Jego kadencja kończy się 25 stycznia 2022 r.
"Należy jednak rozważyć jeszcze jeden czynnik: politykę rządu. W kończącym się roku była ona jednoznacznie prowzrostowa – zarówno w odniesieniu do podatków, jak i wydatków z budżetu państwa. Bardzo pozytywną rolę spełniały tu wielkie inwestycje infrastrukturalne. W roku 2022 wiele zależeć będzie nie tylko od polityki naszego rządu, ale także od tego, czy uruchomione zostaną przyznane nam (i nadal wstrzymywane) fundusze europejskie" - napisał.
"Jest nad czym się zastanawiać. Ale decyzję jakąś podjąć trzeba. Brak decyzji – to też decyzja, niestety" - dodał. (PAP Biznes)

map/ osz/


























































