Duże przeceny, jakie miały miejsce na giełdach w ostatnim miesiącu, jednych odstraszają, innych kuszą. Czy rzeczywiście możemy stwierdzić, że akcje są już tanie? Niestety nie.
Pandemia koronawirusa i jej gospodarcze konsekwencje odbijają się na rynkach finansowych. Mocne spadki, jakich doświadczyła warszawska GPW, zepchnęły w ostatnim miesiącu główne indeksy o ponad 25 proc. w dół. Z ostatnich ośmiu sesji większość WIG20 zamknął jednak wzrostami. Na rynku zaś, obok głosów, by zamknąć giełdy (o których więcej pisaliśmy w osobnym artykule), pojawiają się i te nawołujące do zakupów, "bo jest tanio".
Rzeczywiście przeceny, które dotknęły większość akcji na GPW, sprawiły, że część spółek można kupić dużo taniej, niż w lutym, styczniu czy rok temu. Świetnym przykładem może być CD Projekt, który w ciągu koronawirusowej bessy spadł z przeszło 300 zł na blisko 200 zł, a następnie odbił w okolice 270 zł. Kto "łapał" CD Projekt po 210 zł, obecnie może pochwalić się świetnym zyskiem, a przecież i tak ma akcje wciąż jeszcze tańsze niż w lutym. Podobny rajd w składzie WIG20 zaliczył też np. Tauron.
Problem polega jednak na tym, że tego typu inwestycje ładnie śledzi się na wykresach historycznych. Złapanie tzw. spadającego noża tuż przed odbiciem, a potem sprzedanie go w odpowiednim miejscu to rzecz bardzo trudna i w zasadzie niemożliwa do przeprowadzenia bez pomocy ogromnej dozy szczęścia.
W długim terminie wszystko wróci do normy?
Odejdźmy jednak od przykładów skrajnych, "łapania spadających noży" i zarabiania na krótkoterminowych rajdach. Jeden z argumentów przytaczanych przez zwolenników skupowania obecnie akcji polega na założeniu, że koronawirusowe zamknięcie gospodarki wpłynie na firmy tylko w tym, ewentualnie w przyszłym kwartale, a później wszystko wróci do normy. Jeżeli tak, to wystarczy przeboleć najbliższy okres i liczyć się nawet z jeszcze mocniejszymi spadkami, ale później wszystko "wjedzie na stare tory", a akcje w następnych miesiącach powinny odrobić koronawirusowe straty. Patrząc w długim terminie, obecna sytuacja jest zatem - według zwolenników tej teorii - okazją do zakupu.

Przeczytaj także
Takie myślenie może okazać się słuszne i nie wątpię, że w przypadku części spółek okaże się trafne. Zanim jednak podejmiemy decyzję o zakupie, warto zwrócić uwagę na trzy podstawowe problemy ukryte w owym sposobie myślenia. Pierwszy dotyczy długości trwania epidemii. Obecnie nikt nie wie, ile cała sytuacja potrwa. Ograniczenia nie są znoszone, a wręcz rozszerzane. Wcale nie jest powiedziane, że Europa pójdzie modelem chińskim, być może Stary Kontynent z koronawirusem będzie walczył dłużej. Problem może też powracać. Wówczas negatywny wpływ na spółki będzie się przedłużał.
Spółki same nie wiedzą, ile stracą
Druga kwestia to konsekwencje koronawirusa dla firm z GPW. Spółki zgodnie z zaleceniami nadzorcy muszą publikować raporty dotyczące wpływu pandemii na ich biznes. Co w nich zajdujemy? Zazwyczaj ogólne wskazania obszarów ryzyk, niemal nigdy nie ma jednak dokładnych wyliczeń. Spółki same nie wiedzą ile na tym wszystkim stracą. Frazy "trudne do przewidzenia", "ciężko oszacować", "niepewność" w raportach pojawia się zresztą dość często. Poddały się też niektóre biura maklerskie, które dla części spółek zawiesiły rekomendacje właśnie ze względu na trudny do przewidzenia wpływ pandemii na biznes tych spółek.
Przeczytaj także
To, jak sprawa dojrzewa, widać choćby po przykładzie Agory, która 13 marca poinformowała, że zamknięcie kin (głównym źródłem przychodów Agory jest sieć Helios) nie wpłynie istotnie na wyniki grupy w 2020 roku. 10 dni później ta sama spółka komunikowała jednak, że spodziewa się istotnego negatywnego wpływu koronawirusa na wyniki II kwartału. Co się zmieniło? Pierwotnie Agora komentowała zamknięcie kin na dwa tygodnie, teraz już wiadomo, że zamknięcie potrwa dłużej. Przykład ten nie jest zatem zarzutem w stronę Agory, bardziej pokazuje jak dojrzewa problem i jak ciężko przewidzieć jego skutki.
Przeczytaj także
Z jednej strony ograniczono niemal do zera działalność kin i galerii, z drugiej spółki same decydują się na zaprzestanie produkcji w swoich zakładach. Przedłużające się koronawirusowe zamknięcie gospodarki może dać się spółkom we znaki, a dla tych z napiętym bilansem (np. mocno zadłużonych) stanowić poważne wyzwanie. Sztandarowym przykładem jest tutaj CCC, które już ogłosiło awaryjną emisję oraz wstrzymało częściowo spłatę zobowiązań. Szerzej o problemach spółki pisaliśmy w osobnym artykule.
Kryzys może wyjść poza pandemię
Może się zatem okazać, że nie będzie to kryzys typu "wytniemy miesiąc/dwa z życia, ale reszta pozostanie taka sama". W wielu spółkach obraz może się zmienić i wracać do normalności będziemy już w zupełnie innych warunkach. W takich przypadkach myślenie, że "przecież w długim terminie spółka odrobi" może okazać się pułapką.
Tutaj do gry wchodzi także trzeci aspekt, o którym warto pamiętać. Koronawirus może wywołać szerszy krach gospodarczy, o który obawę widać m.in. w zapowiadanych na masową skalę programach pomocowych oraz uaktywnianiu niekonwencjonalnych instrumentów polityki pieniężnej przez bankierów centralnych z całego świata, w tym z Polski. Nawet jeżeli uporamy się z koronawirusem i fatalne dane z gospodarki będą tylko przejściowe, może się okazać, że ogromne programy pomocowe do wstęp do drugiej fali kryzysu, tym razem zadłużeniowego, co miało miejsce np. w 2011 roku po krachu w 2008 roku.
Pamiętajmy też, że na giełdach i w światowej gospodarce wiele zależy od Stanów Zjednoczonych. Wall Street jest po bardzo długiej hossie i od kilku lat spekulowało się o potencjalnym krachu. Pytaniem było jednak, co będzie iskrą zapalną. Być może okaże się, że koronawirus jest tylko pierwszą przewróconą kostką domina?
Pewności nie będzie nigdy
Wciąż zatem w rozważaniach jest bardzo wiele "gdy", "jeżeli", "być może". Sytuacja jest bardzo trudna do przewidzenia, przez co nie można powiedzieć wprost, czy akcje są już tanie. Warto jednak pamiętać, że na tym polegają rynki, że pewności nie ma nigdy. Jeżeli by takowa była, już dawno zostałaby wyceniona i okazji i tak nie udałoby się upolować.
Przeczytaj także
Odpowiedź na pytanie "czy akcje są już tanie" zależy zatem od indywidualnego spojrzenia każdego inwestora. Jakie scenariusze dla gospodarki on przewiduje? Czy jego zdaniem wybrana spółka ma wystarczająco mocne fundamenty by przetrwać przedłużającą się zawieruchę? Ile potrwa koronawirusowe zamknięcie? Jeżeli jesteśmy w tych kwestiach optymistami, to owszem, spółki wydają się tanie i to może być dobry moment na ich zakup. Pamiętajmy jednak, że nasz scenariusz może się nie sprawdzić, a rzeczywistość może okazać się dużo gorsza niż zakładaliśmy.

























































