Komisja Europejska zaproponowała w środę reformę unijnej polityki azylowej. Zakłada ona wprowadzenie stałego systemu dystrybucji uchodźców, który byłby uruchamiany automatycznie w sytuacji kryzysowej.
[Aktualizacja 16:35]
Zgodnie z propozycją kraj UE, który nie zechce przyjmować uchodźców, będzie mógł wykupić się z tego obowiązku na pewien czas.
Celem reformy jest bardziej sprawiedliwe i solidarne rozłożenie między państwa UE ciężarów związanych z napływem migrantów. Zgodnie z obecnie obowiązującym rozporządzeniem dublińskim odpowiedzialność za rozpatrzenie wniosku o azyl i opiekę nad uchodźcą spoczywa na tym państwie, w którym uchodźca przekroczy granicę UE. To sprawia, że najbardziej obciążone są kraje przy zewnętrznych granicach unijnych.
Propozycja KE przewiduje, że zasady dublińskie nadal będą obowiązywać, ale zostaną one uzupełnione o "mechanizm korekcyjny". Jeśli do jakiegoś kraju napłynie nieproporcjonalnie duża liczba uchodźców, o połowę większa niż ustalony z góry próg, to automatycznie nowi uchodźcy będą rozsyłani do innych państw unijnych według nowego systemu relokacji.
Komisja zostawia jednak furtkę dla krajów niechętnych przyjmowaniu uchodźców. Będą one mogły odstąpić od udziału w relokacji na rok, ale w zamian muszą zapłacić 250 tys. euro za każdego uchodźcę, którego nie przyjmą. Pieniądze trafią do kraju, który przejmie odpowiedzialność za danego migranta.

Urzędnicy KE nie uważają, by to rozwiązanie było karą finansową za nieprzyjmowanie uchodźców. Jak podkreślił wiceprzewodniczący Komisji Frans Timmermans, jest to "inny sposób okazywania solidarności" państwom, które ponoszą ciężary związane z przyjmowaniem migrantów. Cena wykupu jest tak wysoka, bo wzięto pod uwagę wszystkie koszty związane z utrzymaniem azylantów przez pięć lat, jak konieczność zapewnienia mu mieszkania, szkół dla dzieci i opieki zdrowotnej.
Grupa Wyszehradzka odrzuca propozycję KE dotyczącą kwot
Zgromadzeni w Pradze ministrowie spraw zagranicznych Grupy Wyszehradzkiej (V4) wyrazili w środę sprzeciw wobec proponowanego przez Komisję Europejską stałego systemu dystrybucji uchodźców z konsekwencjami finansowymi dla państw, które mu się nie podporządkują.
Szef czeskiej dyplomacji Lubomir Zaoralek zadeklarował, że jest tą propozycją niemile zaskoczony. Według niego KE nie powinna występować z czymś, co dzieli Europę.
Minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto określił projekt Komisji jako niedopuszczalny i mający charakter szantażu. "Ze względu na proponowane przez Komisję Europejską kary jest to szantażowanie. Pomysł kwot jest ślepą uliczką i prosiłbym Komisję, by nigdy więcej nie wchodziła w tę ślepą uliczkę" - powiedział.
Przeciwko obowiązkowym kwotom przyjmowania uchodźców wypowiedział się także reprezentujący na praskim spotkaniu Słowację jej wiceminister spraw zagranicznych Lukasz Parizek.
Timmermans: Nie można sobie wybierać, kiedy chce się być częścią UE, a kiedy nie
Równocześnie urzędnicy Komisji przyznają jednak, że wysoka cena powinna też zniechęcać kraje UE do wykupywania się z obowiązku przyjmowania uchodźców.
"Zdaję sobie sprawę, że będą państwa, którym nasza propozycja się nie spodoba. Ale reforma systemu dublińskiego ma sens tylko wówczas, gdy zajmiemy się przyczynami, dla których system ten nie funkcjonuje. A główną przyczyną jest to, że kraje leżące przy granicach UE są pozostawione same z problemami" - powiedział Timmermans.
"Nie ma czegoś takiego jak solidarność a la carte. Nie można sobie wybierać, kiedy chce się być częścią UE, a kiedy nie" - mówił Timmermans, czyniąc aluzję do państw sprzeciwiających się relokacji uchodźców, wśród których jest Polska.
Przeczytaj także
Propozycja KE przewiduje także wzmocnienie systemu gromadzenia i porównywania danych biometrycznych azylantów Eurodac, a także utworzenie Agencji UE ds. Azylu, która powstanie w wyniku działającego obecnie Europejskiego Biura Wsparcia ds. Azylu (EASO). Nowa agencja będzie odgrywała ważną rolę w zarządzaniu zreformowanym systemem dublińskim i relokacją uchodźców.
Agencja ma określać dla każdego państwa tzw. progi referencyjne, czyli liczbę azylantów, jaką jest w stanie przyjąć dany kraj. Pod uwagę będą tu brane liczba ludności i poziom zamożności kraju, ale też to, czy państwo to przejęło dobrowolnie uchodźców bezpośrednio z krajów trzecich. Gdy ustalony próg zostanie przekroczony o połowę, to automatycznie ruszy relokacja uchodźców do innych państw, gdzie liczba azylantów utrzymuje się poniżej progu referencyjnego.
Uchodźcy nie będą mogli wybrać państwa, do którego będą wysłani.
KE chce, by nowe zasady weszły w życie trzy miesiące po przyjęciu ich przez państwa członkowskie (wymagana jest kwalifikowana większość głosów) i Parlament Europejski.
Błaszczak: To nie do przyjęcia
Mariusz Błaszczak krytykuje założenia reformy unijnych zasad azylowych, przedstawione przez Komisję Europejską. Szef MSWiA ocenił, że mogą one naruszać prawa państw członkowskich.
"Co to za zasada, że trzeba będzie wykupywać to, że państwo nie będzie przyjmowało migrantów?" - pytał retorycznie. Mariusz Błaszczak dodał, że podobne pomysłu pojawiały się już wcześniej, zostały przedstawione m.in. na ostatnim posiedzeniu ministrów spraw wewnętrznych Unii Europejskiej. "Ja w imieniu Polski stwierdziłem jednoznacznie, że te propozycje są nie do przyjęcia" - mówił szef MSWiA.
Przeczytaj także
System podziału uciekinierów, ustalony procentowo na podstawie poziomu zamożności każdego państwa i liczby ludności, byłby uruchamiany, gdyby jakiś kraj znalazł się pod presją migracyjną. Zgodnie z propozycją Komisji, sytuacja kryzysowa byłaby wtedy, jeśli napływ uchodźców przekroczyłby o 150 procent wyznaczony limit. A zatem: jeśli na przykład Polska odmówiłaby przyjęcia około siedmiu tysięcy osób, musiałaby zapłacić ponad półtora miliarda euro.
Komisja Europejska nie nazywa tego sankcjami ani karami, ale kontrybucją. Jednak rezultat jest taki sam - cena zaporowa uszczupliłaby i to znacznie budżety tych krajów, które nie będą chciały się zgodzić na przyjmowanie uchodźców. W tej grupie jest Polska, która argumentuje, że najpierw musi mieć gwarancje ochrony zewnętrznych granic Unii i skutecznej identyfikacji uchodźców.
Rzecznik rządu: Problem uchodźców rozwiązywać poza granicami UE
Rzecznik rządu Rafał Bochenek ocenił, że narzucanie kwot uchodźców prowadzi do ograniczania suwerenności państw członkowskich.
Rzecznik rządu zaznaczył, że żadnemu państwu nie powinny być narzucane kwoty uchodźców.
"Ta decyzja generuje pewne napięcia i na pewno będzie podlegała pewnej obróbce z uwagi, że jest to dopiero propozycja Komisji Europejskiej, ona trafi na forum Parlamentu Europejskiego, na forum Rady Unii Europejskiej i tam na pewno państwa członkowskie będą mogły zająć konkretne stanowisko. Wierzymy w to, że zostanie zmieniona" - powiedział Bochenek.
Bochenek ocenił, że narzucanie na siłę kwot uchodźców poszczególnym krajom członkowskich jest niezasadne i prowadzi do ograniczenia ich suwerenności.
(PAP)
awi/ ap/ kno/ rbk/ eaw/ malk



























































