REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Kobiecy pomysł na biznes: ręcznie robione słodycze

Barbara Sielicka2011-11-19 06:00
publikacja
2011-11-19 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Kobiecy pomysł na biznes: ręcznie robione słodycze
Kobiecy pomysł na biznes: ręcznie robione słodycze
fot. Słodkie Czary Mary / / Bankier.pl

Podłoga w biało-czarną kratę, różowe i niebieskie ściany i regały z biało-czerwonymi daszkami. Do tego panie w rozkloszowanych spódnicach i w chustkach w grochy na głowie, a w tle puszczona piosenka Lollipop zespołu The Chordettes. Nie, to nie jest powrót w lata 50. To manufaktura słodyczy przy wrocławskim rynku.


Na jednej z ulic przylegających bezpośrednio do wrocławskiego rynku, wśród szarych budynków odkryłam sklep „Słodkie Czary Mary” prowadzony przez dwie siostry, nazywane Słodkimi Czarownicami. Wchodząc, mam wrażenie, że przeniosłam się w amerykańskie cudowne lata ‘50.

Już od progu wita mnie i innych gości Aneta Stenzel-Mazur, jedna z sióstr-właścicielek (drugą jest Magda Worska). Jest godzina 15.00 i zaraz zacznie się jeden z dwóch codziennych pokazów robienia słodyczy. Czekamy tylko, aż karmel osiągnie wymaganą temperaturę ponad 140 st. C.


Od lewej: Magda Worska i Aneta Stenzel-Mazur

W powietrzu unosi się dobrze znany nam zapach, jednak nie do końca możemy odgadnąć, co czujemy: może kawę, a może wanilię? Okazuje się, że dziś będą robione cukierki o smaku tiramisu. Aneta wraz ze swoją pomocnicą (każda ma na sobie po 3 pary rękawiczek) wylewa gorący karmel na blat umieszczony na środku sklepu, dodaje do niego barwniki i zaczyna się show: gniecenie, rozrywanie, modelowanie, podgrzewanie – wszystko po to, aby uformować słodycze.

W czasie pokazu podpytujemy Anetę, jak to się stało, że postanowiła wraz z siostrą założyć pierwszą na Dolnym Śląsku manufakturę karmelków i lizaków (w Polsce znajdują się jeszcze tylko dwie: w Krakowie i Gdańsku). Magda – z wykształcenia socjolog – zanim poszła na urlop macierzyński, była sekretarką. Z kolei Aneta skończyła filologię, a pracowała jako księgowa. Obie miały dość sztywnej, bezbarwnej pracy na etatach. Potrzebowały jednak impulsu, który popchnie je do zmian.

Tym impulsem okazały się przywiezione przez ich sąsiadkę, ręcznie robione cukierki z Gdańska. Siostry były nie tylko zadowolone ze smaku cukierków, ale także zachwycone opowieścią sąsiadki o procesie produkcji, jaki widziała. Dziewczyny od razu zaczęły wertować internet w poszukiwaniu artykułów i filmików instruktażowych.

I dopiero się zaczęło…

Przez trzy kolejne miesiące siostry w swoich domach próbowały wyrabiać słodycze. Spędzały w kuchni całe dnie, a pierwszymi degustatorami były ich dzieci i mężowie. Z tygodnia na tydzień udoskonalały swój przepis, aby dojść do perfekcji. – O tym, jaka była nasza determinacja w stworzeniu idealnej receptury na karmel, świadczyły rachunki za prąd, które wzrosły o 700 zł miesięcznie – opowiada Aneta.

Gdy receptura była gotowa i zdobyte zostały kontakty do dostawców barwników i aromatów, siostry zaczęły poszukiwania lokalu. Koszty wynajęcia lokalu w samym rynku przeraziły je i wiedziały już, że nie podołają finansowo. Na szczęście znalazły odpowiednie pomieszczenie tuż przy rynku. 

Wakacje na giełdzie


Przerywamy naszą rozmowę, aby spróbować zrobionych przed chwilką cukierków. Każdy pokaz jest bowiem połączony z degustacją. Cukierki są pyszne! A wracając do rozmowy, pytamy, skąd siostry wzięły pieniądze na założenie firmy. – Bardzo nie chciałyśmy brać kredytów, bo nie wiedziałyśmy, czy pomysł wypali i czy uda się nam spłacić dług. Wyciągnęłyśmy więc wszystkie swoje oszczędności, a o dodatkowe pieniądze poprosiliśmy rodzinę i przyjaciół – mówi Aneta.

Precz z urzędami!

Siostry znalazły lokal w czerwcu tego roku, a już trzy miesiące później świętowały otwarcie manufaktury. Jednak czas do otwarcia firmy był dla nich prawdziwym urzędniczym maratonem.  Dziewczyny nigdy wcześniej nie miały do czynienia z gastronomią i produkcją, dlatego każdy etap zakładania firmy robiły po omacku. Najbardziej przytłaczały je wymagane zezwolenia, zaświadczenia i atesty.

- Z procesem założenia firmy trafiłyśmy na okres wakacyjny: ciągle a to nie było odpowiedniego urzędnika do podpisania nam jakiegoś dokumenty, a to urzędnicy sami nie wiedzieli, jak nas pokierować. I to mityczne jedno okienko – kto je widział? Musiałyśmy osobiście odwiedzić wszystkie urzędy – opowiada moja bohaterka.

- Prawdziwym koszmarem okazały się także atesty i certyfikaty, których musiałyśmy zdobyć niezliczoną liczbę. Każda farba przez nas kupiona musiała spełniać odpowiednie wymagania. Mamy nawet atest na klej do podłóg. Wcale nie było prościej  przy oddawaniu lokalu: sanepid, straż pożarna itd. – dodaje Aneta.

Studenci i dzieci to główni klienci

Pokaz się skończył, a my siadamy na kolorowych poduchach umieszczonych na parapecie okna i kontynuujemy rozmowę. W tym momencie do sklepu wchodzi para studentów i z otwartymi ustami zaczyna oglądać kolorowe cukierki poukładane na regałach.

- Gdy zakładałyśmy naszą manufakturę, liczyłyśmy się z tym, że naszymi głównymi klientami będą dzieci i ich rodzice. Maluchy wpadają zazwyczaj do naszego sklepu z wielkim okrzykiem „Łaaaaał”. Jednak, jak widać, nie tylko na dzieciach robi wrażenie wystrój naszego lokalu i zrobione u nas łakocie – komentuje nasza gospodyni.


W weekendy sklep oblegany jest przez rodziców i ich maluchy. Spacerując po wrocławskim rynku, z chęcią zachodzą na pokaz. Z kolei w tygodniu wśród klientów przeważają studenci (obok manufaktury znajduje się Uniwersytet Wrocławski). Słodkie Czarownice organizują także pokazy dla szkół i przedszkoli, podczas których maluchy nie tylko obserwują, jak się tworzy słodycze, ale także same mogą je zrobić.

Do wyboru, do koloru

Obecnie w sklepie dostępnych jest 38 smaków cukierków i lizaków, zarówno owocowych, jak i deserowych. Oprócz standardowych malinowych, cytrynowych czy też waniliowych napotykamy na smaki bananowe, brandy, a nawet rabarbarowe. Część z nich wypisanych jest na sklepowej ścianie.

– Niedawno przyszły do nas dwie dziewczyny z listą smaków, jakie chciałyby widzieć w naszej manufakturze, między innymi kokosowe oraz zielonej herbaty. Jeżeli nas dostawca będzie dysponował takimi smakami, na pewno pojawią się one w naszej ofercie – opowiada Aneta.

Zobacz, jakie pomysły na biznes mają kobiety!

Przeczytaj inne artykuły z cyklu

W dodatku siostry są skłonne zrobić każdy kształt i zrealizować każde, nawet bardzo wymagające zamówienie. Jednym z nich był lizak w kształcie budowlańca, który miał łopatę, kask, kalosze i koniecznie kamizelkę. Dziewczyny robiły także m.in. wieżę Eiffla. – Indywidualnych zamówień mamy coraz więcej. Czasami są one tak kosmiczne, że zastanawiamy się, czy jesteśmy w stanie je wykonać – śmieje się Aneta.

Od ręki możemy kupić małe opakowanie cukierków (3-4 zł), dużego lizaka (8 zł) lub duże opakowanie cukierków w ładnym słoiczku (15 zł).

Choć teraz w ofercie dominują lizaki o różnych kształtach i smakach, mieszanki cukierków i słodycze z napisami okolicznościowymi, to właścicielki zapewniają, że przed świętami przygotują ofertę specjalną. Już teraz do dziewczyn trafiają zamówienia na kolorowe laski zawieszane na choinkę. Największy popyt jest na biało-czerwone, jednak dostępne będą w każdym kolorze. Dodatkowo siostry wprowadzą do swojej oferty jabłka w karmelu i bombki z karmelu.

Mnie pokaz słodyczy całkowicie przekonał do degustacji, a z manufaktury wyszłam z torebkami słodyczy w różnych smakach, które następnie zostały spałaszowane przez moich redakcyjnych łasuchów.

Jeżeli jesteś kobietą przedsiębiorczą i prowadzisz własną firmę - napisz do nas! Zaprezentuj się w naszym cyklu i podziel się z czytelnikami swoim doświadczeniem.

Barbara Sielicka
Bankier.pl
b.sielicka@bankier.pl
Źródło:
Tematy
Pora na MG HS Hybrid+! Zyskaj rabat aż do 15 000 zł.
Pora na MG HS Hybrid+! Zyskaj rabat aż do 15 000 zł.

Komentarze (4)

dodaj komentarz
~Ryszard
Pomysł nie jest najnowszy a ten model biznesu na zachodzie Europy i w Azji bardzo popularny, więc dziewczyny niczego nie odkryły. Ale ręcznie robione cukierki są pyszne. Nie jestem z Wrocławia, więc kupuję przez internet na http://karmelowe.pl - oprócz lizaków są tam pyszne pianki.
~Mateusz
tandetna reklama i czysta komercja
~bob
Weź się chłopie do roboty i sam coś wymyśl w tym kraju! kompleksy i zazdrość chyba przemówiły! Dziewczy brawo pięknie u Was!
~gonzo
Pomysl fajny, ale ja mam taka prosba.. Skoro juz nawet wiek emerytalny w Polsce dla kobiet i mezczyzn zoslal wyrownany, to i moze w biznesie warto byloyby skonczyc ze stosowaniem podzialow na kobiecy i niekobiecy biznes.

Powiązane: Kobiecy pomysł na biznes

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki